Elite School in Switzerland


 
IndeksRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 SALON

Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 02/03/2013

PisanieTemat: SALON   Nie Mar 10, 2013 10:42 pm

Gdy nie jest się głodnym (jedzenia lub wiedzy) i nie ma się co zrobić w wolnym czasie warto tu wpaść. Wygodne sofy, plazmowe telewizory, gazetki, zakamuflowane zapasy tego i owego, no i lokalizacja na samym końcu korytarza - to wszystko sprawia, że uczniowie lubią to miejsce, a nauczyciele niespecjalnie w to ingerują.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hasper Knörzer
Uczeń
avatar

Age : 23
Skąd : Szwajcaria
Liczba postów : 53
Join date : 10/04/2013

PisanieTemat: Re: SALON   Sob Kwi 13, 2013 8:13 pm

Tak więc Hasper nie był głodny, nie był też zmęczony i nie planował wcześniejszego położenia się spać. Chciał kogoś spotkać, na kogoś się natknąć, chciał z kimś pogadać, ale nie było nigdzie żywej duszy z którą mógłby spędzić odrobinę czasu. Dlatego też siadł nachmurzony w salonie, bawiąc się telefonem i wystukując stopą rytm jakiejś tylko jemu znanej piosenki.
Nienawidził takiego marnotrawienia wolnego czasu. Czasu kiedy powinno się coś dziać, kiedy tą cholerną szkołę powinna nawiedzić szalona impreza, tudzież kameralne zniszczenie. A tu nic, nic się nie działo, wszędzie cisza i spokój. Był nawet gotów wyjść z zamku, poza mury całej szkoły w ogóle, na poszukiwania doznań o wiele interesujących niż te tutaj, gdyby nie to że jego znajomi gdzieś się rozpłynęli. Jak zawsze zajęci swoim światem.
No i dawno nie widział jej. Co było irracjonalnie głupią pobudką nie wychodzenia w świat pełen złych pokus. Teoretycznie było idiotycznym powodem, aczkolwiek nie dla Haspera, który uważał to za jeden z głównych powodów swojego istnienia. Głupi nawyk, chyba tak można to określić, bo jakby popatrzeć na to z perspektywy kilku ostatnich miesięcy to jego ciche wzdychanie i idealizowanie dziewczyny było totalnie jednostronne. Czasami sobie zadawał pytanie, czy ona w ogóle wie o jego istnieniu.
Właśnie dlatego też nie lubił mieć wolnego czasu, żeby nie musieć rozmyślać. Pijąc wódkę, paląc marihuanę, żartując sobie z niezdarnych frajerków na czwartym roku nie musiał tego robić. A w chwili obecnej nie było nikogo i niczego co mogłoby odwrócić jego uwagę. Poza telefonem, którym się bawił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisa Fouquet
Uczennica
avatar

Skąd : Lyon, Francja
Liczba postów : 140
Join date : 05/04/2013

PisanieTemat: Re: SALON   Sob Kwi 13, 2013 8:33 pm

Ona już miała dość pewnych osób, księżniczek, tych cholernych parek, Aleca i olewającego ją Levina, który ubzdurał sobie coś w tej pustej głowie i tyle by było z przemawianiem do niego na dłuższa metę. Tak więc postanowiła wyjść na dziedziniec z butelką i patrząc na gwiazdy (och jak romantycznie) pić sobie z gwinta whisky, którą dostała od taty. Siedziała, w ręce trzymając butelkę, a w drugiej telefon, który teraz stał się narzędziem bardzo niebezpiecznym, gdyż dziewczyna mogła zrobić wszystko po pijanemu. Tyle razy dzwoniła, bądź pisała różne, dziwne rzeczy, a potem musiała się gęsto tłumaczyć. Nie chciała tego powtarzać, szczególnie, że była sama, ale uzależnienie od telefonu zawsze zwyciężało. W każdym razie. Sama nie wie ile tam siedziała, ile minęło odkąd opuściła pokój i znalazła się na powietrzu, wdychając je powoli przez nos. Głębokie oddechy, spokojne, z zamkniętymi oczami. Nikt się nie interesował nią, nie teraz, była tego pewna, została sama. A tak jej się tylko wydawało, bo przecież w zamku był ktoś, kto długo o niej myślał i nie dawała mu spokoju - lecz sama Lisa o tym nie miała pojęcia. Nie dawno jednak zaczął pojawiać się nie tylko na imprezach, po pijaku, gdy budziła się we własnym łóżku, okryta kołdrą, nie wiedząc czemu i jak się tu znalazła. Zazwyczaj działy się inne rzeczy, ale człowiek się nie hamował.
Taak, był on. H.K., a raczej blondyn, który zjawiał się czasem z butelką wody i pracą domową, którą miała oddać, a nie zrobiła. Taki dobry duch, ale nie znała go za dobrze. Wiedziała tylko tyle, że chodzą razem do klasy. Tak, pewnie wszyscy się dziwią czemu jej takie ciacho umknęło. Widzicie.. Lisa nie panowała za bardzo nad sobą. Jeszcze bardziej mocą, emocjami i tym wszystkim nowym czego doświadczała tu, nie tylko jeśli chodzi o naukę i kontrolę daru. Ale o chłopców. Na siłę próbowała o kimś zapomnieć i jak widać udawało jej się na tyle, że zapominała o całej rasie męskiej. Inaczej dawno już by z nim była, bo niczego mu nie brakowało. W każdym razie, wracając do jej obecnej sytuacji.. w końcu, gdy przestała pić, czując zawroty głowy oraz chłód, postanowiła wrócić do pokoju, albo chociaż do wieży bractwa, co by zasnąć na kanapie. I tak też się stało, doczołgała się jakoś z telefonem i butelką w dłoni, aż dziw, że jej nie rozbiła, i wpadła do salonu. Omiotła spojrzeniem pomieszczenie, mając nadzieję, że będzie sama. Jej stan był poniżej krytyki, ale mimo to wyglądała cudownie. A ubrana była tak. Nic dodać, nic ująć, jego mała, blond włosa wyrocznia. Niespełnione marzenie.
Jej wzrok padł na nim, podeszła do niego chwiejąc się i upadła na kanapę. Ale zanim straciła całkiem równowagę uśmiechnęła się i pociągnęła z butelki.
- Heeej.. nie śpisz? - Zaśmiała się, mrużąc oczy, wstawiona.. no dobra, pijana, ale jeszcze nie zalana w trupa. Kontaktowała, nie wypiła tego dużo, zaledwie 1/3 butelki. Odstawiła whisky na stół i dopiero wtedy znalazła się na miękkiej kanapie, zamykając oczy, ale dalej mając ten obłąkany uśmieszek. Było jej wszystko jedno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hasper Knörzer
Uczeń
avatar

Age : 23
Skąd : Szwajcaria
Liczba postów : 53
Join date : 10/04/2013

PisanieTemat: Re: SALON   Sob Kwi 13, 2013 8:46 pm

Jasne, Hasper był często przez kumpli nazywany dzieckiem szczęścia, ale sam w to nie wierzył. A tu proszę, pojawiła się osóbka o której ostatnimi czasy myślał wręcz nienaturalnie często, co samo go zaskakiwało.
Nie zaskoczyło go to, że pojawiła się pijana. Nie tak bardzo jak fakt, że w ogóle się pojawiła. Najczęściej właśnie widział ją w takim stanie, zostawiając swoje codzienne ja przy stoliku z kolegami i nie dopitym piwem, tylko po to by zaprowadzić ją do pokoju, ułożyć w łóżku i przykryć kołdrą, zanim zdąży zrobić coś głupiego, czego by żałowała.
A rano zazwyczaj przynosił jej aspirynę i butelkę wody, żeby nie cierpiała i mogła dojść do siebie, by dalej wyglądać zabójczo olewając go. Ot, cały romantyzm Haspera właśnie do tego się sprowadzał.
- Jak widać, ty też nie śpisz - przesiadł się, żeby było jej wygodniej siedzieć i spojrzał na butelkę z grymasem przypominającym złośliwy uśmieszek, ale powstrzymał się od komentarza. - Co Cie zmusiło do picia w samotności? - zamiast komentowania, postanowił się skupić na zrozumieniu motywu jej upicia się, poza tym wyglądała na rozstrojoną. A on zawsze był gotów służyć ramieniem, gdyby potrzebowała się wypłakać. Co przychodziło mu o tyle łatwiej, że byli w pokoju sami. Dziwne uczucie, był z nią sam na sam. Odrobinę go to zbiło z pantałyku, bo zazwyczaj pojawiał się obok niej na imprezach pełnych ludzi, odstawiał do pokoju gdzie była jej współlokatorka, lub podrzucał jej prace zaliczeniowe w klasie, gdzie siedzieli inni uczniowie. - Mogłaś zadzwonić, pomógłbym Ci z tą butelką - ot, tak. Na pewno nie tylko z butelką, ale to postanowił zachować dla siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisa Fouquet
Uczennica
avatar

Skąd : Lyon, Francja
Liczba postów : 140
Join date : 05/04/2013

PisanieTemat: Re: SALON   Sob Kwi 13, 2013 9:04 pm

Był jej aniołem stróżem, który na zawsze powinien zostać niewidzialny. Dokładnie, być zawsze krok za nią, niewidoczny dla jej oczu, ale zawsze gotowy jej pomóc, niezależnie od jej kłopotów, nastrojów i tego czy miała na to ochotę, czy wolała tańczyć na stole. Ale anioły powinny zostać w tyle, nie rzucać się w oczy, być, trwać, ale nie angażować się w to, tak jak on to robił. Pewnie nie jeden kumpel wspominał mu już by dał sobie święty spokój, że ona i tak go nie zauważy, że to nie ta i na pewno są lepsze, bardziej zainteresowane. Ale stróża wybiera się jednego, już na zawsze. I tak przy niej pozostał. Nie wiedziała sama czy ma być mu wdzięczna, bo zazwyczaj nie zamieniali ze sobą wiele słów. Było 'dziękuje', 'cześć', 'pa' i innych półsłówek, czy zbytecznych zwrotów. Nie mieli kontaktu, choć byli blisko siebie. Widywali się codziennie, śniadanie, lekcje, korytarze, salon, czy też przelotem gdziekolwiek. Niby duża szkoła, dużo ludzi, ale tak naprawdę bardzo łatwo się spotkać. Szczególnie jeśli się nie myśli o kimś. Ona była inna, zdystansowana, obojętna, nawet czasem zimna, ale pod tą maską, którą kreowała od lat, by nikt jej nie ranił, była miła dziewczyna i wspaniała przyjaciółka. Trzeba było się tylko o tym przekonać. Ale czy chodziło o przyjaźń? Czy może właśnie coś więcej, coś co pozwalało mu na to wszystko patrzeć, znosić to, że jest niezauważalny przez dziewczynę swoich marzeń. Nikt nie był aż tak twardy.. przynajmniej jej zdaniem, gdzieś tam w myślach.
- Mm.. powiedzmy.. - Zaśmiała się i zatrzymała go, by się nigdzie nie przesiadał, złapała go po prostu za nadgarstek i gdy usiadł, przerzuciła przez jego uda nogi. Usiadła sobie bliżej, bokiem, pośladkami stykając się o jego udo, mając nogi zgięte w kolanach, a stopy po drugiej stronie. Oparła głowę o dłoń, a łokieć o podparcie kanapy i spojrzała na niego, mrużąc oczy ze zmęczenia. - Czy to ważne? Chcesz bym Cię zanudzała? - Zaśmiała się cicho i pokręciła głową, nie chciała mu się zwierzać, nie widziała powodu, jednak nie minęło parę minut ciszy, w których pociągnęła znów dwa łyki trunku i język sam się rozwiązywał. - Sama nie wiem.. gubię się w tym wszystkim. - Gdy powiedział, że pomógłby jej z butelką uśmiechnęła się tylko i westchnęła patrząc gdzieś w ścianę, za nim, jakby bała się spojrzeć mu w oczy. Bo to często prowadziło do jednego.. pocałunku, a to jej nie było potrzebne. Nie teraz, gdy miała mętlik. Tak, był jej potrzebny, zdecydowanie, musiała zapomnieć o tym wszystkim. Oderwać się od tej chorej sytuacji, czysta przyjaźń miała jej zawsze wystarczać, a teraz była rozdarta. Za bardzo się poświęcała. A on.. tak naprawdę gdyby nalegał, gdyby chciał się z nią spotykać, podrywał.. nie miałby tego uroku, jaki zyskiwał swoimi czynami. Niektóre pamiętała, niektóre zupełnie odwrotnie. Ale.. gdy na niego patrzyła wiedziała, że nie jest jej obojętny.. ale odległy. I dużo musi się wydarzyć, by był blisko, na trzeźwo.
- To wina.. jego.. Levina. Najpierw.. przyjaciele, najlepsi jacy mogli być na świecie. A potem, byłam głupia, coś mi odbiło i pozwoliłam mu zabrać serce, które złamał, bo nigdy nie chciał być ze mną.. i ja.. - odetchnęła głęboko. Tak, alkohol wyjątkowo działał na z nią, mówiła mu wszystko.. jakby był jej zwierzchnikiem. Ale przecież wiedziała, znała facetów.. i chyba nie był jednym z tych, którzy lubią rozmawiać o innych facetach i ich przeżyciach z dziewczynami, na których im zależy. Dno. - nie ważne, po prostu źle zrobiłam, ale znowu byłam przyjaciółką.. a on zawsze był, a teraz się popierdoliło i ma mnie gdzieś, a jednocześnie.. ta sytuacja w toalecie. - Mówiła chaotycznie, gestykulując, a w jej oczach pojawiły się łzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hasper Knörzer
Uczeń
avatar

Age : 23
Skąd : Szwajcaria
Liczba postów : 53
Join date : 10/04/2013

PisanieTemat: Re: SALON   Sob Kwi 13, 2013 9:20 pm

Położył mimowolnie rękę na jej nodze, patrząc na nią intensywnie, próbując określić jak dokładnie jest załamana, jednocześnie zastanawiając się jak dużo byłby w stanie znieść. Pijana czy nie pijana, zawsze wyglądała wspaniale. A on miał nawyk idealizowania, stawiania na piedestale i patrzenia przez palce na drobne skazy, które szybko puszczał w niepamięć. Nieważne, siedział tak, próbując stworzyć maskę obojętności, jakby wcale nie interesowało go tak bardzo co się wydarzyło. Żeby przypadkiem nie uciekła. Albo coś w ten deseń, czego później mógłby przez długi czas nie rozumieć, nie znał się na kobietach, ale wiedział że one często robią coś dziwnego, całkowicie niezrozumiałego, tylko dlatego że tak wyda im się słusznie w tym momencie.
No dobra, ale nie był też skałą, czy tam górą lodową. Wszystko rozumiał, upijanie się bo ktoś się okazał frajerem, spoko. Upijanie się bo coś nie wyszło też było do zaakceptowania, ale Levin? Jego współlokator z pokoju? Tego już było trochę za dużo. Gdy tak chaotycznie mówiła, całkiem nieświadomie po jego twarzy przeszedł grymas niezadowolenia i ze złości przygryzł wargę. Nici z przybierania maski obojętności. Ale chwila Hasper, zreflektuj się, bądź dobrym przyjacielem, nie oceniaj. Ganienie się w myślach wychodziło mu coraz lepiej.
Cofnął rękę z jej nogi, próbując ją schować w kieszeni, gdy wspomniała o tej sytuacji w toalecie. A gdy skończyła mówić, odczekał chwilę, próbując to wszystko przetrawić.
- Mam z nim porozmawiać byś się poczuła lepiej? Ewentualnie rozkwasić jego brzydką buźkę by była jeszcze brzydsza? - zapytał retorycznie, próbując zdobyć się na naturalny, niczym nie naznaczony ton głosu. Tak by mogła sobie bez problemu wyobrazić całą tą sytuację i się roześmiać może nawet. Na więcej się zdobyć nie mógł. - Muszę dodać, że niezwykle obrazowo potrafisz przedstawić całą sytuację - baa, nawet mógł sobie wszystko wyobrazić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisa Fouquet
Uczennica
avatar

Skąd : Lyon, Francja
Liczba postów : 140
Join date : 05/04/2013

PisanieTemat: Re: SALON   Sob Kwi 13, 2013 9:33 pm

Uśmiechnęła się mimowolnie czując jego dotyk, odkąd zerwała z Alem nie miała chłopaka, a to było hoho i jeszcze trochę, więc taki gest wyjątkowo jej się podobał. Spojrzała mu w oczy, wpatrywała się w jego tęczówki w tym momencie, a trwało to kilka sekund. Jednak zdołało ją to zauroczyć, albo to tylko alkohol. Odwróciła spojrzenie, które padło na butelce, ale pokręciła głową, jakby sama do siebie, odmawiając sobie gdzieś tam w głowie kolejnego łyka, bo skończyłoby się to nocą w toalecie, albo totalnym zgonem. Nie pamiętałaby nic, nawet lekcji.. nie zamierzała uciekać. Było jej w sumie dobrze, przyjemnie, szumiało jej w głowie. Gdyby wstała pewnie by upadła, ale tak miała bezpieczną pozycję. I mogła dobrze go obserwować, przez co nie umknęło jej uwadze grymas jaki przeszedł przez jego twarz. Nie dała po sobie poznać, że zauważyła, ale zastanawiała się czemu. Kontynuując oczywiście swoje chaotyczne gadanie, które na dłuższą metę, bez szczegółów było bez sensu. Samo 'wydarzenie w toalecie', mogło oznaczać dosłownie wszystko. Od rozmowy, pocałunków, po seks w kabinie. Ale nic takiego nie padło, a jemu zostały domysły.
- Nie ! Nie mów.. nie idź, on o niczym nie wie, jasne? I ma się nie dowiedzieć. Jestem jego przyjaciółką i nią zostanę, nie ważne czy złamał mi serce kiedyś, czy nie. Nic nas nie może połączyć, dopóki on nie będzie chciał. - Zatkała mu odruchowo ręką usta i spojrzała mu w oczy. - Rozumiesz? I wcale nie jest taki brzydki. - Zaśmiała się cicho po chwili namysłu, odsuwając się od niego i wracając do poprzedniej pozycji. - Zresztą, nie widzę jakoś tej waszej walki kogutów. - Zaśmiała się cicho. Głowa stawała się coraz cięższa, a oczy zamykały się same. Ale trwała dalej. Dopóki rozmawiają, czy coś.. - Cicho, jestem pijana, nie wiem co mówię.. i jak, wyobrażasz sobie? Nie ma co.. ja.. em.. chyba nie myślisz, że ja i Levin.. w toalecie. - Spojrzała na niego unosząc brew do góry i pokręciła gwałtownie głową, co oczywiście było błędem. Jęknęła i osunęła się na kanapę całkiem, ale zmieniła swoją pozycję, by leżeć bokiem, z głową na jego kolanach. Zamknęła oczy. - Nie chce o nim gadać, zapomnij.. nic nie zaszło. - Szepnęła, przyciągnęła kolana do brzucha, leżąc tak chwilę co by nie było jej niedobrze. Ale helikopter miała niezły.
- Ha... Hasper.. czemu właściwie tu jesteś? Sam.. siedzisz.. i na dodatek słuchasz moich bzdur.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hasper Knörzer
Uczeń
avatar

Age : 23
Skąd : Szwajcaria
Liczba postów : 53
Join date : 10/04/2013

PisanieTemat: Re: SALON   Sob Kwi 13, 2013 9:49 pm

- Okej, nic nie powiem... będę milczał po grób - oznajmił uroczyście, próbując zachować powagę. I nie dać po sobie poznać jaki duży kamyk spadł mu z serca. - I jest brzydki. Słyszałem jak dziewczyny mówiły, że jest brzydszy ode mnie. Ale dobra, nic nie powiem, nic mu nie zrobię - Stwierdzał dalej z tą udawaną powagą obserwując jak się wierci na kanapie, jak się przekręca i układa. Gdyby to nie była Lisa Fouquet już dawno starałby się ją jakoś poderwać. Co za pewne by mu nie szlo tak źle. Ale to była właśnie ona, więc ograniczył się do obserwoania dziewczyny, która teraz właśnie leżała z głową na jego kolanach, zdając sobie sprawę że jest niesamowicie blisko.
- Siedziałem tu, zanim przyszłaś. Z nudów, w poszukiwaniu rozrywki, zajęcia - odpowiedział zgodnie z prawdą, ciągle się jej przypatrując. Nie spodziewałby się, że znajdzie aż taką rozrywkę.
Dla niego nie było problemem wyobrazić sobie obicia buźki Levina, mimo że się kumplowali. Al skoro nie chciała to nie. To była tylko luźna propozycja.
Zupełnie nie wiedział co zrobić z dłońmi, które trzymał niewygodnie w kieszeniach.
- A słuchanie twoich bzdur wcale nie jest najgorszym co mogło mnie spotkać w sobotni wieczór .
Przynajmniej był trzeźwy, a ją z rana będzie męczył potworny kac. Pamiętać o aspirynie! Obowiązkowo, może nawet o dwóch tabletkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisa Fouquet
Uczennica
avatar

Skąd : Lyon, Francja
Liczba postów : 140
Join date : 05/04/2013

PisanieTemat: Re: SALON   Sob Kwi 13, 2013 10:04 pm

Uśmiechnęła się do niego gdy obiecał jej nic nie mówić, zresztą.. nie sądziła, że weźmie jej słowa na poważnie. To był bardziej bełkot pijanej dziewczyny, niż składne zdania, wyznania, pewna spowiedź z własnych grzeszków, o których nikt nie wie.. no prawie. Teraz on znał jej sekret, jej tajemnicę, a to było niebezpieczne. Ludziom się nie ufa, ludzie są zawistni. Cholera wie, co by zrobił gdyby zobaczył ją z Levinem w jednoznacznej sytuacji. Zazdrość robi z ludzi sieczkę, z ich uczuć, ich zachowania. Nie zawsze da się ją powstrzymać. Jedynie ona, chłodna, obojętna na uczucia innych i swoje, zdawała się kryć wszystko głęboko. Nawet zazdrość o głupie pączki.
- Mm.. bo jesteś przystojny.. - Szepnęła, przesuwając delikatnie po jego policzku bladą dłonią. - Jeszcze on by Ci obił ryjek i co wtedy, już żadna by nie mówiła, że jesteś przystojniejszy. - Zaśmiała się. Oczywiście jakoś sobie nie mogła wyobrazić ich cudownej walki, czy chociaż tego by jeden drugiemu przylał, ale może miała ograniczoną wyobraźnię. Kto wie. Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się lekko. - Chyba nie oceniasz chłopaków, co? To by było wątpliwe.. - Spojrzała na niego jednocześnie podejrzanie, a jednocześnie rozbawiona, bo nic w tym momencie nie było na serio. Nie w jej stanie.
- Rzeczywiście, w pustym salonie masz rozrywkę, nie ma co. - Zaśmiała się i pokręciła głową. - Trzeba było gdzieś wyjść, na pewno jakieś dziewczyny coś organizują. Albo z kumplami z pokoju coś ogarnąć. Naprawdę.. nie trudne. - Uśmiechnęła się delikatnie i odetchnęła cicho, będąc już w swojej pozycji. Gotowa do snu i rzeczywiście, gdyby do niej nie mówił, albo zaczął się bawić jej włosami, to na pewno by zasnęła. Taaak, powinien pamiętać o aspirynie. Ziewnęła kilka razy. - Mm.. serio, wątpię, ale przynajmniej się pośmiejesz ze mnie i mojego zachowania. Rozklejam się niepotrzebnie. - Odwróciła się i spojrzała na niego.. - Levin.. ty.. i.. on, kumplujecie się? - Znowu to samo, znowu do niego wracała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hasper Knörzer
Uczeń
avatar

Age : 23
Skąd : Szwajcaria
Liczba postów : 53
Join date : 10/04/2013

PisanieTemat: Re: SALON   Sob Kwi 13, 2013 10:18 pm

Mogłaby się domyśleć, że nie powinna już wspominać nieobecnego tutaj Lisa, drażniło go to w niewytłumaczalnie dużym stopniu i przeszkadzało w cieszeniu się z tego że tu jest. Obiecał sobie nawet, że jeżeli jeszcze raz o nim wspomni, to chyba wyjdzie i ją tu zostawi, samą. Bez aspiryny na śniadanie.
To przyćmiło nawet komplement jaki usłyszał, nawet fakt, że go dotknęła, gdzie w każdej innej sytuacji sprawiłoby mu to satysfakcję. A tak nie pozostało nic jak na nowo stłamsić złość i może nawet zazdrość - tego do końca nie był pewien, bo jak każdy facet tak i Hasper miał problemy z opisywaniem swoich odczuć i nazywaniem ich po imieniu. Całkiem możliwe, że wynikało to z faktu iż nigdy z nikim nie rozmawiał o tym co czuje. Za wyjątkiem Laury, ale jej raczej mówił o rzeczach które łatwo nazwać, jak złość, niezadowolenie, radość i tym podobne.
- Nie wiem o co między wami chodzi, chyba nawet nie chcę wiedzieć. I można powiedzieć, że się kolegujemy. Mieszkamy razem w pokoju - o. i zdobył się na kolejny heroiczny w swoim mniemaniu krok, próbując najnormalniejszym w świecie tonem, lekko zbyć Levina jako temat ich rozmów. Ręce, z którymi w dalszym ciągu nie miał co zrobić położył na kanapie równolegle do swoich nóg, starając się w jak najmniejszym stopniu zakłócić komfort jej leżenia. Sam siebie nie poznawał, gdyby to nie była ona, a jakakolwiek inna dziewczyna z ich szkoły dla dziwaków, na pewno wiedziałby co zrobić, co powiedzieć i jak się zachować. Warto zapamiętać ten moment, kiedy Hasper nie wie za grosz co ze sobą począć, ale to nie była inna dziewczyna.
- Jak jesteś śpiąca, to mogę tu posiedzieć z tobą. Albo zanieść Cie do pokoju - jak zawsze zresztą, czego znowu nie powiedział ten Hasper, a na pewno powiedziałby to ten drugi, normalny. Chociaż, wcale nie chciał by wybrała drugą opcję, wolałby tu siedzieć, na niewygodnej kanapie. Zdecydowanie. Pod warunkiem, że już nie wspomni Levina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisa Fouquet
Uczennica
avatar

Skąd : Lyon, Francja
Liczba postów : 140
Join date : 05/04/2013

PisanieTemat: Re: SALON   Sob Kwi 13, 2013 10:37 pm

W tym stanie to nawet koń by się nie zorientował, że drażni go temat Levina, wiadomo, zauważała znaki, ale bez przesady, była na tyle porobiona, że jej było wszystko jedno. Oby nie pamiętała tego co robi, oby w ogóle nie musiała się tłumaczyć. Ale pewnie jak na złość jutro rano obudzi się, z kacem, ale i pamięcią dnia poprzedniego, gdzie na kanapie zwierzała się prawie obcemu chłopakowi. Bo co oni o sobie wiedzieli? A raczej.. co Lisa o nim wiedziała, poza tym, że byli z tego samego bractwa i tej samej klasy. Nic. Naprawdę nic. Bywali na imprezach, ale on pojawiał się tylko wtedy, gdy ona była już w stanie nieużywalności. Czy to była wina strachu, czy może najzwyczajniej w świecie bał się, że nie dogada się z dziewczyną. Wiele osób zresztą tak miało. Ale w jednym mogli się zgodzić. Oboje mieli problemy z okazywaniem uczuć, nie wyrażali ich tak gwałtownie, kryli się i nie mówili o nich. Jeśli już to albo po pijaku, albo komuś naprawdę ważnemu, kto doradzi, pomoże, ewentualnie ogarnie. Takie życie.
- Mm.. powinieneś więc go lubić, a nie. - Pstryknęła go w nosek, wyciągając rękę, by dosięgnąć. Zagryzła wargę. - Nic między nami nie ma, o. Przyjaźń.. ja i Levin, czysta przyjaźń. Nie jesteś chyba zazdrosny o to? Ledwo się znamy.. aż dziwne. - Szepnęła i zamknęła oczy na chwilę, bynajmniej nie z własnej woli, a zmęczenia, które coraz bardziej ją ogarniało. Miała ochotę zasnąć mu w ramionach, nie bacząc na wszystko inne. Nawet jeśli by jej nie odniósł, a potem rano wszyscy ich zobaczyli razem i butelkę na stole. Plotki i tak powstaną, prędzej czy później. - Mhm.. możemy poleżeć, obojętne. - Mruknęła sennie. Ale teraz się nie liczyło nic, najważniejsze było to, że leżała przy nim, na nim.. na jego udach, mówiła o innym. Jednocześnie będąc tak blisko, a tak daleko. Musiał jej niestety wybaczyć, pogodzić się z tym. Pewnie nigdy tak długo pijana przy nim nie było. Ich droga do sypialni dziewczyny, położenie ją do łóżka i wyjście trwało od dziesięciu do piętnastu minut. A potem.. koniec. Teraz miał ją dłużej, rozmawiali, o ile to można nazwać rozmową i miał ją na wyciągnięcie ręki, nawet jeśli go irytowała. - Nie patrz tak na mnie.. zamknę się jeśli Ci przeszkadza..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hasper Knörzer
Uczeń
avatar

Age : 23
Skąd : Szwajcaria
Liczba postów : 53
Join date : 10/04/2013

PisanieTemat: Re: SALON   Sob Kwi 13, 2013 10:49 pm

Nawet święty by się nie ogarnął. A Hasperowi do świętości było tak daleko jak stąd do wieczności. Po prostu miał dość, i nawet nie przemyślał tego, tylko zrobił to zupełnie instynktownie. On, który zawsze uchodził za poważnego człowieka, który nawet jak robił coś szalonego to umiał wyhamować w pewnym momencie, by nie zjechać po równi pochyłej ostro w dół. A tu proszę, taki nagły przejaw spontaniczności objawiający się pocałowaniem pijanej dziewczyny, za którą szalał od kilku ładnych miesięcy, jako sposób na to by przestała w końcu mówić o jakimś tak chłopaku, z którym dzielił pokój i którego nawet uważał za kumpla.
Sam nie wiedział co go tchnęło do tego, aczkolwiek pocałowanie jej jako sposób by się uciszyła, wyda mu się później lepszym sposobem niż uciszenie jej poduszką. Później, bo na bank będzie to analizował, aż dojdzie do wniosku że to nic wielkiego - bo ona nie będzie pamiętać. A on będzie przeklinał swą spontaniczność, w chwilach takich jak ta gdy siedział tu sam myśląc o tym. Frajer. Tak właśnie określił się w myślach, gdy po chwili całowania Lisy Fouquet oderwał się od jej ust i powrócił do swojej normalnej pozycji. Chyba powinien wstać i wyjść. Tak, zdecydowanie. Ale z drugiej strony miał na chwilę obecną cięższe nogi i uczucie winy które osiadło się gdzieś w środku, kując zadziornie. Nie powinien wykorzystywać sytuacji. Powinien jednak użyć poduszki. Wtedy byłby w mniejszym zakłopotaniu niż teraz. Definitywnie. Sam nie wiedział co zrobić.
- Chyba jednak powinnaś się zamknąć - odpowiedział, siląc się na spokój, próbując na nowo ukryć wszystkie uczucia, co jednak nie wyszło mu tak dobrze jak wcześniej. Jakby chciał. Tragedia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisa Fouquet
Uczennica
avatar

Skąd : Lyon, Francja
Liczba postów : 140
Join date : 05/04/2013

PisanieTemat: Re: SALON   Sob Kwi 13, 2013 11:05 pm

Nie miała pojęcia, że ją pocałuje. Nie była na to przygotowana, ba, nawet gdyby była to i tak by ją to wszystko zaskoczyło. Przecież prawie się nie znali, on tylko krytykował ciągle Levina, co jednocześnie było śmieszne, ale też i wzbudzało u niej pewne poczucie, że powinna go bronić. Byli przyjaciółmi. Ale nie, Haspar najwidoczniej miał dość tej jej paplaniny. I dobrze, że ją uciszył. Przynajmniej ze względu na ich atmosferę. Ale tak? Może poduszka by była lepsza, mogłaby mu potem przywalić, a po pocałunku? Ani trzasnąć w twarz, ani wybiec.. bo.. jej się to spodobało. Jego miękkie wargi, ciepło, to jak zrobił to nagle, bez namysłu, zamykając jej wiecznie nadającą jadaczkę. Odwzajemniła pocałunek. Nie było to zwykłe całowanie pustego manekina. Oj nie, najpierw osłupienie, trwające kilka pierwszych sekund, a potem tylko przymknęła oczy i poddała mu się. Zagryzła wargę i mógł przysiąc, że usłyszał jej cichy pomruk, który miał być stłumionym jękiem. Za szybko skończył.
Nie dziwiła mu się, znaczy, teraz tak, ale rano, gdy wszystko przeanalizuje przyjdzie i przeprosi. Będzie niezręcznie, to fakt, ale żaden facet nie chce słuchać o innym. Na trzeźwo zdawała sobie sprawę i nigdy by nie poruszyła tematu, jeśli sam by nie zaczął. Ale to była wyjątkowa sytuacja. Zarumieni się od własnej głupoty i tego jak się zachowywała, a potem zada najgorsze pytanie co dalej...? Jedyne co jest pewne to to, że nie zrobi tego, co miała zamiar zrobić teraz. Podniosła się, usiadła mu na kolanach i uśmiechnęła się, opierając czoło o jego czoło. Spojrzała mu w oczy, lekko gryząc dolną wargę, już czerwoną, z małą ranką. Co dziwne, naprawdę lubiła to szczypanie, gdy przegryzało się wargę. Śmieszne.
- To mnie zamknij.. przecież potrafisz. - Szepnęła i zaśmiała się, opierając dłonie o jego tors. Rozbudziła się, nagle, zmieniła się. Pocałunek był jak napęd. Wystarczyło jeszcze kilka i byłaby znowu do życia, a przynajmniej do jakichkolwiek czynów. Przymknęła lekko oczy i uśmiechnęła się delikatnie. Lisa.. jego Lisa, godząca się na jego pocałunki, na to by to robił, wiedząc w jakim jest stanie. Albo to był test, kiepski żart, albo naprawdę tego chciała. Podobno po alkoholu mówi się prawdę i robi się te rzeczy.. które zawsze się chciało. Ale czy to prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hasper Knörzer
Uczeń
avatar

Age : 23
Skąd : Szwajcaria
Liczba postów : 53
Join date : 10/04/2013

PisanieTemat: Re: SALON   Sob Kwi 13, 2013 11:19 pm

Nie da sie sprowokować, po pierwsze dlatego że ona była pijana. Ten pierwszy pocałunek był nagłym impulsem, nie przemyślanym, nie ogarniętym. Mimo że mu się podobało, ale było podyktowane to niewłaściwymi pobudkami. Nie tak sobie wyobrażał ich pierwszy pocałunek. Nie w takim powinna być wtedy stanie.
Co z tego, że mu się podobało, że chciałby więcej. Przecież był dżentelmenem, a tacy nie wykorzystują pijanych dziewczyn. Przeklął w duchu, próbując nie dać się sprowokować dziewczynie, która zareagowała na to tak jak mógłby sobie tylko wyobrazić w swojej głowie.
Ale przynajmniej dostrzegł plus, nie powróciła już do tematu który go wprawił w rozdrażnienie. Ujął ją za podbródek, odsuwając delikatnie jej twarz od swojej. Zaskoczyła go ta nagła zmiana, jakby jej powrót do świata żywych. Patrzył na nią przez kilka sekund, gdzieś w głębi zdając sobie doskonale sprawę z tego, że jej się podobało. Ale on nie chciał jej teraz i tutaj. Tylko teraz i tylko tutaj. Nie był nawet w stu procentach przekonany tego co chce. - Już nie będę Cię zamykał. Teraz odprowadzę Cię do pokoju. Pójdziesz spać - i wytrzeźwiejesz. O tak, a później - daj Boże - zapomni, a on nigdy do tego nie wróci, dalej będzie jej przynosił aspiryny, podrzucał prace domowe, zgarniał z imprez i rzucał zdawkowe cześć na korytarzu. Wszystko wróci do normy. Rano. A on dalej będzie opanowanym Hasperem, który gdy Lisa zniknie z pola widzenia, wraca do bycia aroganckim, zakochanym w sobie, rozpieszczonym chłopcem o złym charakterze. Takiego siebie lubił najbardziej, nie tracił wtedy nad sobą kontroli i wiedział doskonale czego chce i co powinien robić.
Zważywszy na brak protestów z jej strony, objął ją w pasie i podniósł się z kanapy. Tak, zaniesie ją do pokoju, nakryje kołdrą, poczeka aż zaśnie. Nie była wcale ciężka. Była urocza. A butelkę z niedopitym alkoholem pewnie i tak ktoś sprzątnie rano.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: SALON   

Powrót do góry Go down
 
SALON
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elite School in Switzerland :: S T . B E R N A R D :: ST. BERNARD :: SKRZYDŁO ZACHODNIE :: POZIOM REPREZENTACYJNY-
Skocz do: