Elite School in Switzerland


 
IndeksRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 KLASA MUZYCZNA

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 02/03/2013

PisanieTemat: KLASA MUZYCZNA   Nie Mar 10, 2013 10:34 pm

Pełna instrumentów, światła, kartek w pięciolinie i rozśpiewanych Jeleni. Koniec końców jednak miejsce całkiem przyjemne, zwłaszcza, gdy kocha się muzykę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Levin Keller
Przywódca Lisów
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 143
Join date : 20/03/2013

PisanieTemat: Re: KLASA MUZYCZNA   Pią Kwi 12, 2013 3:31 pm

Kiedy Levin czuje, że jego życie powoli zaczyna tracić swój normalny kształt, kiedy uważa, że sam traci rezonans i boi się, że mogłoby się to skończyć dla niego źle - zaopatruje się w fajki, alkohol i idzie w melanż. To dla niego swego rodzaju odstresowanie i powrót do normalnego ja bez zbędnych dram i zaskoczeń. Ostatnio takim zaskoczeniem była rozmowa z Lisą i to w takim stopniu, że rozpamiętując - a raczej starając się zapomnieć - tę sytuację, nabzdryngolił się porządnie, a nawet, mówiąc kolokwialnie, najebał.
Przez kilka dni przemyślenia zaprzątały mu głowę, nie mogąc dać spokoju, przez co irytował się tylko i chodził co chwilę zapalić papierosa, żeby wrócić do normalnego stanu. Nie chciał nawet ku zaskoczeniu kumpli palić trawki, ale wtedy jego rozkminy zdecydowanie by się spotęgowały i wszystko mogłoby się skończyć źle. I tak do tego zdążało, ale tu jest właściwe pytanie - co Levin miał na myśli, mówiąc źle? Poprawa relacji z Lisą czy ich oziębienie? Chyba i jedno, i drugie. Obydwie opcje były dla niego nieodpowiednie.
Dlatego unikał jej - znów - i w końcu zdenerwował się na tyle, że nadal postanowił się nie odzywać. Patrząc na to z perspektywy czasu żałował swojej słabości w łazience i wyrzucał sobie, że w ogóle odpisał jej na tego cholernego sms-a. Nic jednak nie można było poradzić, nic odwrócić. Stało się. A on mógł to złe dzianie się tylko pogłębiać. Co mu innego zostało?
Tego wieczora więc postanowił, że niezłą odskocznią od tych wszystkich rozmyślań będzie porządna impreza. Ciemna, duszna, tłoczna i ostra. Może dlatego wybrał opcję picia na strychu w akademiku, gdzie aż roiło się od alternatywnych jelonków i zabawowych pum. On, osamotniony ze swoją butelką burbona, nie szukał na dzisiaj towarzystwa. Niestety przyczepiła się do niego młoda dziewczyna, całkiem słodka, chyba od jeleni, z tego co zdołał wyłapać z jej pokręconych wypowiedzi. Siedział z nią, zatopiony w swoich myślach, dopóki inny chłopak jej nie zagadał; wtedy skorzystał z okazji i wyszedł.
Na dworze było ciemno, mogła być więc północ albo trzecia w nocy; nie czuł przeraźliwego chłodu, który otaczał jego rozgrzane plecy i nagie przedramiona. Nawet nie zauważył, kiedy znalazł się na dworze, chociaż zamiar miał wrócić do swojego pokoju i położyć się spać. W tym stanie jednak było mu zdecydowanie wszystko jedno, więc szedł przed siebie, aż w końcu natrafił na bramę szkoły.
Cicha, ciemna, wyobcowana - jak on. Jego kroki niosły się echem po korytarzach, a on upajał się swoim stanem, nie wiedząc, dokąd właściwie zmierzał. W pewnej chwili usłyszał cichą muzykę sączącą się przez uchylone drzwi do jednej z sal. Zdążyło go to porządnie zaintrygować, więc skierował tam swoje kroki. Dziwne, że znalazł lokalizację.
W środku było ciepło, zdecydowanie cieplej niż na korytarzu i na dworze. Czuł to, nawet gdy stał w progu. A zatrzymał się tam ze względu na to, że zauważył niemą postać przy fortepianie. Pomyślałby, że to cień, gdyby z instrumentu nie wydobywała się muzyka. Jego noga zaczęła poruszać się w rytm, westchnął przy tym ciężko, chociaż jego oddech niknął w dźwięku, którym przesycona była sala. Od razu poznał, kto siedział i grał.
- Poprzeszkadzam - stwierdził głośniej, jednak właśnie w tej chwili dziewczyna przestała na chwilę grać, więc jego głos wydawał się być nienaturalny i spotęgowany. A nawet nieco bełkotliwy. - Chcesz się napić? - spytał, podnosząc butelkę na wysokość swojego wzroku. I od razu stwierdził, że nie był to jego whiskey, a jakaś tańsza wersja czerwonego wina słodkiego. Hm, ciekawe jak to się stało. Miał nadzieję, że nie była to iluzja, wtedy już bardziej się nie upije.
Podszedł do dziewczyny nieco chwiejnym krokiem, dewastując niemalże tę ciszę i dostojność swoją obecnością.

_________________
telefon | szafa


Do me a favour, break my nose!
Do me a favour, tell me to go away!
Do me a favour, stop asking questions!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://instagram.com/magicmistle
Laura Guillaume
Administrator
Uczennica
SUP
avatar

Age : 22
Skąd : Luksemburg
Liczba postów : 189
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: KLASA MUZYCZNA   Pią Kwi 12, 2013 3:59 pm

Sonaty Mozarta najbardziej pasują na pogodne, spokojne dni, może nawet z odrobiną radości. Są w końcu takie skoczne, lekko brzmiące, wywołujące od razu automatyczny uśmiech. Koncerty Beethovena są wyrazem mistrzostwa i sztuki, odpowiednie tylko na popisy, wyćwiczone do perfekcji, opanowane na pamięć. Ale nie ma w nich w sumie nic prócz dumy, to tylko pokaz umiejętności. Chopin zaś, ach Chopin - etiudy by wyrazić wszystkie te emocje, mindfuckujące do sześcianu, walce by się po nich uspokoić, a fantazje - by przynieść przyjemność sobie, tylko, wyłącznie, egoistycznie.
Niemniej jednak Laura nie znosiła, kiedy ktoś słuchał jej gry. Wyjątkami były pokazy czy inne oficjalne okazje, i te spotkania, o których teraz wolałaby zapomnieć, bo nadal były skazami, nieco bolesnymi momentami. Samotność z muzyką była czymś wielce pożądanym, pozwalającym pogodzić się z samą sobą i odpocząć od jakiegokolwiek wpływu. Wszystko przecież po jakimś czasie męczyło, nawet każda prosta czynność. Fortepian wtedy był ucieczką, remedium na marazm i melancholię. Nie przypadkiem było to, że wolała grać nocą; niewiele osób pałętało się na drugim piętrze skrzydła zachodniego, tak daleko od nauczycieli, piwnic czy akademika, żadne wikisiarskie Pumki tu nóg nie postawiły, a zjarane Jelonki wolały pić w większym gronie, a nie w swej ukochanej sali od muzyki. Poza tym tu nikomu nie przeszkadzała, mogła uderzać w klawisze tak mocno, jak tylko żądały tego jej emocje.
Tej nocy szczególnego powodu nie było - grała jeden z walców Chopina, całkiem łatwy i przyjemny. Uśmiechała się do swoich myśli, wędrujących gdzieś swobodnie, w niesprecyzowanym, acz pozytywnym kierunku. Palce przesuwały się po klawiaturze szybko, delikatnie, spokojnie, aż do chwili, kiedy usłyszała zbyt znajomy głos. Zapadła cisza, przerywana jego ciężkim oddechem, odgłosem kroków, szelestem ubrań.
- Obędzie się - rzuciła sucho, zaczynając grać znowu. Już nie było delikatnie, cicho, melodyjnie. Scherzo było gwałtowne, ciężkie, wymagające skupienia, idealnego wyczucia, oddania się muzyce. Ale ona nie mogła, nagle jakby przestała umieć - i kiedy kolejny raz się pomyliła, urwała w pół nuty, odsuwając się gwałtownie. - Czego chcesz, Levin? - spytała trochę ostro, trochę ze smutkiem.


Utwory grane przez Laurkę:
walc
scherzo
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Levin Keller
Przywódca Lisów
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 143
Join date : 20/03/2013

PisanieTemat: Re: KLASA MUZYCZNA   Sob Kwi 13, 2013 7:16 am

Levin w swoim obecnym stanie zupełnie zdawał się nie przejmować tym, że powinien raczej nie lubić się z Laurą, do której podszedł, jak gdyby nigdy nic. Jakby nic go nie obchodziło - i właściwie tak właśnie było. Miał, kolokwialnie mówiąc, wylane na to, jak dziewczyna przyjmie go i czy będzie chciała z nim rozmawiać.
Normalnie wiedziałby, że nie miała ochoty na rozmowę z nim, a on odpłaciłby jej się pięknym za nadobne. Bo on też nigdy nie chciał jakkolwiek się z nią stykać, wciąż chowając urazę sprzed dwóch lat. Nigdy nie potrafił wykrzesać z siebie choćby cienia sympatycznego uśmiechu, gdy była w pobliżu, a zwłaszcza gdy patrzył w jej wiejące chłodem niebieskie oczy. Kiedyś mógł przypatrywać im się godzinami z fascynacją; kiedy się wyostrzały, kiedy zachodziły mgiełką zamyślenia, kiedy skrzyły się ukrywanymi emocjami...
Właśnie, ukrywane emocje. Zdawał sobie sprawę, że właśnie to ich poróżniło, chociaż winy wcale nie odnajdywał w sobie. Kiedyś czuł się zraniony jej nieufnością, teraz przerodziło się to w nienawiść. A jeszcze dwa lata temu mógł powiedzieć zupełnie coś odwrotnego.
W tej chwili jednak wszystko poszło w zapomnienie, zostało utopione w alkoholu niezupełnie już burżujskim, lecz nadal wprowadzającym w stan upojenia. Niezawodnie. Właściwie on i tak nigdy szczególnie nie wybrzydzał, jeśli chodziło o to, co miał pić. A zwłaszcza dzisiaj.
Levinowe zmysły były na tyle otępione, że nie zauważał on niczego wokół siebie. A pusta (w pewnym stopniu) i cicha sala w ogóle nie nadawała się do stanu, w jakim się znajdował. Ewentualnie mógł zapijać tutaj smutki w samotności, ale przeszkodził tym samym Laurze, która grała przedtem jakąś wesołą melodię - z tego co zdążył skonstatować. Tak czy siak, pasował tutaj jak pięść do nosa. A jednak stał, przypatrując się niewyobrażalnie prostym plecom dziewczyny, jej długim falom i szlacheckiemu profilowi. Kontemplować nie potrafił, raczej obserwował. Kiedy zaczęła grać agresywniejszą melodię, zmarszczył brwi, gdyż dźwięk ten wwiercał się w jego mózg. Postanowił, że musi usiąść, więc nieco niezgrabnie i z niemałym hałasem przysunął sobie krzesło do fortepianu i usiadł obok niej; blisko, dla ich teraźniejszej relacji zdecydowanie za blisko.
- No tak, księżniczki nie piją takiego wina... - stwierdził po chwilowym zastanowieniu i uniósł brwi do góry, chcąc dokładniej przyjrzeć się etykietce na butelce. Tak, jakby było to teraz zdecydowanie najważniejsze. Po chwili zaśmiał się i spojrzał na dziewczynę nieco przymrużonymi oczami. Otaczał ją jednie sztuczny blask księżyca sączący się z okien, więc wyglądała całkiem tajemniczo, do połowy zatopiona w ciemności. On być może zresztą tak samo. - Czego chcę... A może lepszym... byłoby pytanie, czego ty chcesz. Też chcesz wszystko wiedzieć? Wy wszyscy czegoś chcecie... - mówił zdecydowanie za głośno, nieco bełkotał, prześlizgiwał się po słowach i bardziej brzmiało to jak szumienie topoli. Wciąż uśmiechał się do siebie, śmiał cicho, ale zdecydowanie była to tylko i wyłącznie konsekwencja alkoholu krążącego w jego żyłach.

_________________
telefon | szafa


Do me a favour, break my nose!
Do me a favour, tell me to go away!
Do me a favour, stop asking questions!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://instagram.com/magicmistle
Laura Guillaume
Administrator
Uczennica
SUP
avatar

Age : 22
Skąd : Luksemburg
Liczba postów : 189
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: KLASA MUZYCZNA   Sob Kwi 13, 2013 11:14 am

Faktycznie, towarzystwo Levina nie było szczytem jej marzeń. Nie chciała rozmawiać z nim, czasem nawet patrzenie na niego było zbyt. Ilekroć gdzieś go mijała, zaciskała wargi i pięści, zirytowana do granic możliwości; automatycznie stawała się kamienną statuą, która gdyby mogła, zabijałaby zimnem w spojrzeniu. Dlatego też tak często go unikała, może nie celowo, ale dość mimowolnie; unikała miejsc, gdzie mógł się pojawić, wybierała przeciwne krańce sali i tak dalej, i tak dalej; on z powodzeniem robił to samo, taki stan rzeczy był dla nich najwygodniejszy. Nie rozumiała więc teraz, co nim - oprócz etanolu we krwi - powoduje. Dlaczego nie wycofał się, poznawszy jej sylwetkę?
Ona też nie obwiniała siebie; to on jej nie rozumiał. Zniszczył to, co ich łączyło tylko dlatego, że ona potrzebowała potwierdzenia. Zerwał każdą nić ich wiążącą, nie dając jej szansy przeprosić - a była gotowa to zrobić(!). Poza tym wydawało jej się, że to wszystko dlatego, że tak naprawdę ostatecznie nic do niej nie czuł i bał się, że to wyjdzie na jaw. Poczuła się wykorzystana i zdradzona, a swoje uczucia przekuła w nienawiść. Sądziła, że godziny spędzone z gitarami, śmiechem, milczeniem, że były tylko po to, by mieć korzyści z bycia z księżniczką. A ona, głupia, się zakochała. W sumie na siebie też przez jakiś czas była wkurzona, za naiwność i łatwowierność, ale szybko jej przeszło. W końcu to ona jest idealna, jakże mogłaby mieć taką skazę na osobowości?
Lubiła ciemność sali, grając wtedy z pamięci. Nie mogłaby tego miejsca skalać piciem na umór, pieprzeniem się na wieku fortepianu czy wciąganiem kreski z klawisza. To była mała strefa sacrum. Skrzywiła się z irytacją, kiedy zaczął przesuwać ciężkie meble. O to chodziło, kiedy myślała o świętości tego miejsca. On profanował jej ciszę, spokój i muzykę.
Odsunęła się od niego na taborecie, tak dalece, na ile pozwalał jej pluszowy mebelek. Nie chciała niszczyć swojego opanowania, nie odpowiedziała więc na jego zaczepkę. Nie obchodziło ją, jaki alkohol pije, zazwyczaj chodziło o to, by się zniszczyć, a to można było wszystkim; teraz wolała być trzeźwa, tak po prostu. Ktoś musiał mieć dość rozsądku, a Levinowi nie można było tego zarzucić.
-Nic już od ciebie nie chcę, dziękuję bardzo - odparła, podwijając bose stopy pod siebie. Nie patrzyła na niego, odwracała głowę od przesyconego alkoholem oddechu. Im mniej z nim interakcji, tym lepiej, tym więcej spokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Levin Keller
Przywódca Lisów
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 143
Join date : 20/03/2013

PisanieTemat: Re: KLASA MUZYCZNA   Nie Kwi 14, 2013 11:43 am

Alkohol z powodzeniem odblokował wszelkie zahamowania Levina, a przy tym zobojętnił go na wiele; nie znaczy to jednak, że na wszystko, gdyż w tej chwili w głowie miał jedynie wspomnienie znajomości z Laurą. Nie był sentymentalny, a i tak zaczął rozpamiętywać przeszłość. I pamiętał wszystko, jakby zdarzyło się wczoraj. Nie miał problemu z podzieleniem się wszystkim z dziewczyną. Wszelkie jego myśli i odczucia znajdowały ujście w mowie i w gestach. Laura nie powinna więc już narzekać na skrytość chłopaka, chociaż wątpił, żeby teraz jakkolwiek ją to jeszcze interesowało. A szkoda. Wielokrotnie zastanawiał się, czy ma tak samo jak on. Czy ma tak, że pomimo pozornej nienawiści i niemej wściekłości, jaką wywoływał sam widok drugiej osoby, gdzieś w środku kryje się łagodny żal i smutek, że wszystko się tak skończyło. I wątpliwości, czy naprawdę musiało to być aż takie nieuchronne. Przy tym często łapał się na bezradności i żałował, że tak to się musiało potoczyć.
Przez większość czasu nie sądził jednak, że i ona miewała takie myśli. Przecież chciała go tylko wykorzystać z ciekawości, on był zaledwie celem, marionetką w jej królewsko delikatnych i wypielęgnowanych dłoniach.
Kolejny raz: szkoda.
Siedząc tak przed fortepianem, czując bliskość Laury i intensywnie o tym wszystkim myśląc, żałował wszystkiego, ale też zastanawiał się, co dziewczyna miała do powiedzenia. Przez jakiś czas, dla Levina ciągnący się w nieskończoność, panowała między nimi gęsta cisza, przesycona rozmyślaniami, złością dziewczyny i alkoholem. Miał gdzieś to, jak mogła zareagować na zakłócenie jej spokoju i tak samo nie przejmował się, czy czasem nie będzie czegoś na drugi dzień żałował. Na razie trawił jej ostre słowa, mówiące o tym, że naprawdę nie był jej już do niczego potrzebny. Ale czyż mógł się kiedykolwiek łudzić? To byłoby głupie, zupełnie do niego niepodobne. A jednak czasem miewał momenty, w których nie panował nad swoimi uczuciami. Niebezpiecznie.
Fortepian, dziewczyna i blask księżyca przyniosły mu na myśl skojarzenie ze spokojnymi dźwiękami sonaty księżycowej, którą starała się go uczyć na jego prośbę (gdyż akurat ten utwór podobał mu się ponadprzeciętnie). Dawno jednak nie dotykał tego instrumentu i zapewne już zapomniał, jak powinno się ją grać.
- Wiesz... tylko dla ciebie uczyłem się grać na cholernym fortepianie - powiedział, a jego słowa odbiły się echem od cichej sali. W zamyśleniu przybliżył palce do klawiszy i nacisnął kilka przypadkowych, wywołując tym samym wspomnienie początków na fortepianie. Mama.
NIE.
W tej chwili poczuł tak wielką tęsknotę za swoją matką, że jeszcze chwila, a poprosiłby, żeby to Laura nią została, żeby już go nie opuściła i codziennie przytulała do serca. Z jednej strony , w swojej podświadomości, chciał, żeby tak było, ale z drugiej - wiedziałby, że by nie wytrzymał. Kolejna chwila ciszy przyniosła mu kolejne przemyślenia i zastanawianie się nad jej słowami.
- Już? - powtórzył za nią, powracając do zaniechanego wątku. - To czego ode mnie chciałaś kiedyś? - spytał z rozbawieniem lekkim, właściwym jego stanowi. Był naprawdę ciekawy motorów jej działania, chociaż sam lubił sobie wiele rzeczy dopowiedzieć. A jak już dopowiedział, miał dość innych wyjaśnień, które mogłyby się z tym wyobrażeniem kłócić.

_________________
telefon | szafa


Do me a favour, break my nose!
Do me a favour, tell me to go away!
Do me a favour, stop asking questions!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://instagram.com/magicmistle
Laura Guillaume
Administrator
Uczennica
SUP
avatar

Age : 22
Skąd : Luksemburg
Liczba postów : 189
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: KLASA MUZYCZNA   Nie Kwi 14, 2013 12:52 pm

Laura nigdy nie była sentymentalna. Otworzenie się na kogoś, na czyjeś uczucia było dla niej równie prawdopodobne jak zdobycie Mount Everestu. A jednak czasem się na to zdobywała, wpuszczając starannie wyselekcjonowane osoby do swojego niewielkiego świata. Paradoksalnie z nimi najwięcej się kłóciła, najczęściej się obrażała, najmocniej ich nienawidziła i najmocniej ich kochała. Może w tym był wyraz nadal żywych uczuć, jakichkolwiek uczuć, które żywiła do Levina. Czuła, więc jej zależało, nawet jeśli teraz jedyne co jej pozostało to uraza i nienawiść. To jednak nadal było coś, a nie obojętność, która przeważała w stosunkach Laurel i reszty szkoły. W całej tej mieszaninie mindfucków była pewna jednego - że w tej samej sytuacji drugi raz by tak nie postąpiła. Ale nie znała nikogo, kto umiałby cofnąć czas i sprawić, by rzeczy potoczyły się inaczej, więc musiała się z tym niechętnie pogodzić.
Wydawało jej się - była pewna - że dwa lata nic nie zmieniły. Że teraz czuła się tak samo jak wtedy, kiedy spojrzał na nią z bólem, a potem nie odpisał na żaden sms, nie odebrał żadnego telefonu, odwrócił się do niej plecami, kiedy do niego podeszła. Że jej zachowanie było dla niego tylko sygnałem, że nadszedł koniec zabawy z księżniczką, jest wystarczająco rozstrojona, żeby można było ją swobodnie porzucić i śmiać się z jej prób naprawy sytuacji, która tak naprawdę dla niego nigdy nie istniała. Zapętliła się w tym trochę i ta sytuacja teraz, z jego bliskością i kolejnymi słowami jeszcze ją przygniotła. Coś w niej zaczęło drgać nieprzyjemnie, budząc za wiele emocji, by mogła przybrać kamienną maskę.
Dźwięki wydobyte przez niby przypadkowo naciśnięte klawisze od razu poznała. Nieudolnie próbował zagrać Sonatę księżycową, charakterystyczne nuty, w jego wykonaniu ciężkie i rozerwane, a jej osobiście kojarzące się z płynnością. Niewiele myśląc, poprawiła go, zaczynając cicho grać.
- Chciałam pewności i potwierdzenia uczuć, nic więcej - przyznała cicho, nie przerywając muzyki. Przyznała się poniekąd, bo sądziła, że on nie będzie pamiętał. A nawet jeśli kiedyś by o tym wspomniał, wyprze się. Przecież był pijany, mógł mieć halucynacje, mógł mieć dziwne sny, cokolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Levin Keller
Przywódca Lisów
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 143
Join date : 20/03/2013

PisanieTemat: Re: KLASA MUZYCZNA   Nie Kwi 14, 2013 9:18 pm

Początkowe dźwięki granej czysto Sonaty księżycowej, tak akuratnej dla danego momentu, sprawiły, że chłopak przymknął oczy i westchnął głęboko, raczej z ociężałości oraz zmęczenia. Wiedział, jak Laura idealnie grała na fortepianie i właśnie w tamtej chwili utwierdził się w tym przekonaniu. Pamiętał, jak chciał nauczyć ją takiej samej lekkości przy graniu na gitarze i chociaż nie szło jej najgorzej, nie miała do tego aż tyle serca, co do owego wielkiego instrumentu klawiszowego. Jej duszą buł fortepian, duszą Levina była gitara. Tak zupełnie różne bieguny, całkiem inne rozdźwięki, a połączyły się, spotkały w jednym wspólnym punkcie. Czas, który razem spędzili był dla nich punktem zaczepienia. To dzięki czasowi mogło rozwinąć się uczucie - nieśmiałe i skrywane, a jednak ważne. Przynajmniej do czasu, teraz było to po prostu wspomnienie. Zamierzchła przeszłość, zamknięty rozdział, po którym pozostały tylko strzępki nienawiści, szczątki dawnych intensywnych uczuć - miłości.
Levin w stanie upojenia alkoholowego to Levin, który właściwie wolny jest od całej swojej otoczki powagi oraz chłodnej kalkulacji, gdzie na uczucia miejsca nie ma. To Levin, do którego wiele rzeczy wraca, czasami nawet ze zdwojoną siłą, więc potrafi wypomnieć ci coś, o czym ty dawno zapomniałeś albo pamiętać nie chcesz. Ale potrafi także sam starać się zapomnieć, żeby było mu łatwiej. Szkoda, że po pijaku pomrukuje sam do siebie, więc okłamywanie nie ma wtedy sensu.
Teraz za to wcale nie chciał się okłamywać, a przebywanie z Laurą w jednym pomieszczeniu obudziło w nim wszystkie stare rany, które już dawno się zagoiły. Przypomniało mu się, jak wszystko bolało i że właściwie w pewnym momencie swojego życia kochał Laurę i chciał jej nawet o tym powiedzieć. Nawet jeśli wiązałoby się to z odrzuceniem go. Zamierzał to zrobić w ciągu kilku dni, może nawet w ten sam dzień, jeśli nadarzyłaby się okazja, ale ona niestety musiała wszystko zepsuć. Musiała pokazać mu, że mu nie ufa, nie rozumie go i pragnie tylko informacji. Nie sądził bowiem, żeby powodem mogło być coś zdecydowanie innego, tak typowego dla lisicy i normalnego w całym toku rozumowania. Mimo wszystko lubił szukać dziury w całym.
Ledwo dosłyszał jej słowa, które - nawet pomimo jego chwilowego otępienia umysłowego - trafiły do niego dość wyraźnie; musiał je sobie przez chwilę przemyśleć i zrozumieć dogłębnie, dlatego spojrzał na butelkę wina i pociągnął z niej łyk. Ugh, w tej chwili te wino nie było już takie dobre, jak wcześniej. A może mu się tylko wydawało. W każdym razie i tak musiał zmoczyć jamę ustną, gdyż do cna zaschło mu w gardle. Przepuszczając ciecz przez zaciśnięte zęby i bawiąc się nią, przetrawiał także informację zawartą w jej słowach. Chciała potwierdzenia uczuć? Czyli brała to wszystko pod uwagę?
- Czyli... - zaciął się, a słowo to wypowiedział tak szybko i mało zrozumiale, że wydawało się jedynie nieokreślonym dźwiękiem. - Uczucia... I co byś z tym zrobiła? - spytał, bardzo ciekaw odpowiedzi. Między innymi to tak długo go nurtowało. - Bo ja ci powiem, że niepotrzebnie to robiłaś. I tak... bym ci potwierdził - dodał na koniec z gestem wzruszenia ramion i pociągnął łyk, jak gdyby nigdy nic.

_________________
telefon | szafa


Do me a favour, break my nose!
Do me a favour, tell me to go away!
Do me a favour, stop asking questions!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://instagram.com/magicmistle
Laura Guillaume
Administrator
Uczennica
SUP
avatar

Age : 22
Skąd : Luksemburg
Liczba postów : 189
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: KLASA MUZYCZNA   Wto Kwi 16, 2013 8:17 pm

Zawsze bawiły ją jego próby, by poprawiać jej nieporadnie grane akordy. Ciągle nie był zadowolony z brzmienia, trzymał progi, kiedy ona uderzała w struny. Pamiętała, jak maluchem będąc, z Alexandrem się uczyła grać na tym instrumencie i jej nie wychodziło, nie miała za grosz ochoty i serca. Nawet się specjalnie nie garnęła, żeby samej próbować; dopiero Levin sprawił, że polubiła gitarowe dźwięki. Starała się, ale zaprzedała się w całości fortepianowi, nawet skrzypce nie były tak ważne, chociaż też je uwielbiała. Niemniej jednak tamte chwile, gdy ona nieudolnie uderzała w struny, a on z równym zaangażowaniem, chociaż bez tej pasji w duszy grał na fortepianie, były dla niej największą przyjemnością. Czekała na te momenty z niecierpliwością jej niegodną, ale to nigdy nie był czas stracony. Prócz muzyki poznawali siebie, coraz mocniej się do siebie przywiązywali. Dobrze wiedziała, w którym momencie zaczęła się w nim zakochiwać, a potem każdy dzień to pogłębiał. Próbowała grać wtedy Stairway to heaven i w końcu po raz pierwszy jej wyszło, a on spojrzał się na nią z dumą, przynajmniej tak jej się wydawało. I uświadomiła sobie, że cieszy się z takiego drobiazgu, że to właśnie ta duma jest z niej. Potem oczywiście, kiedy już się skończyło, zakwestionowała każdą taką chwilę, wmawiając sobie, że było to jedno wielkie nieporozumienie, ale ten jeden moment był idealny. Jego tylko oszczędziła, zamykając jednak szczelnie w szufladce z wielkim, czerwonym napisem 'nie otwierać'.
Wolała nie wspominać. Za żadne skarby świata wolała nie wyciągać na wierzch tego co było, bo oprócz nieuniknionej nienawiści wracały te przeciwne uczucia. I zaczynały się problemy, jak teraz. Rozstrojenie, niepewność, złość. Nie chciała tego, święty spokój ceniła wyżej niż sentymenty. Nawet jeśli w przeszłości były ważne, jeśli tak rozpaczliwie potrzebowała wzajemności, to teraz wolała nic o nich nie wiedzieć. Ale ta dawna ona, która się w Levinie zakochała, potrzebowała usłyszeć to, co chłopak zamierzał jej powiedzieć.
- Nie pij - rzuciła przez zęby, spoglądając na niego. Nie mogła skupić się na tyle, by zapobiec użyciu zdolności, ale natychmiast odwróciła wzrok. Może tylko odechce mu się tego wina, miała taką nadzieję. Może i to, że był pijany, jej sprzyjało, ale nie chciała, by otworzył się jeszcze bardziej i powiedział coś więcej.
No cóż, i tak zmartwiała. Koniec, kamień, lekko rozchylone usta, szeroko otwarte oczy, napięcie w spojrzeniu. Nie ruszała się, palce zamarły na klawiszach, a potem osunęły się na jej kolana. Wyglądała jak katatoniczka, przerażona do granic możliwości. Nic w głowie nie miała, nawet najmniejszej myśli. Żaden natłok, żadna miksacja, nic. Kompletna pustka.
Nie wiedziała nawet, ile tak siedziała, czy jej cisza trwała sekundę, czy dziesięć minut. Powoli, bardzo powoli szok z niej odpływał. Jedyna sensowna myśl, która dopiero po tym czasie się w niej pojawiła to on też mnie kochał, a ja to spieprzyłam. Natychmiast po tym poczuła ogromne poczucie winy. Do tej pory przecież sądziła, że to była tylko zabawa.
- Odwzajemniłabym ci się, wtedy - odpowiedziała mu po chwili, przerywając napięte milczenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Levin Keller
Przywódca Lisów
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 143
Join date : 20/03/2013

PisanieTemat: Re: KLASA MUZYCZNA   Wto Kwi 16, 2013 10:03 pm

Levin, po wypowiedzeniu tych słów, które także dla niego wydały się przygnębiające i dały poczucie rezygnacji większej niż kiedykolwiek wcześniej, zwiesił głowę i obracał w dłoniach nieskoordynowanymi ruchami butelkę wina, której nagle odechciało mu się pić. I tak kołowało mu się w głowie; o szumieniu mowy już być zdecydowanie nie mogło, nie po takim czasie i po takiej ilości spożytych trunków. Teraz pozostawał tylko poalkoholowy marazm, z którego wyrwać nie zdoła go już nawet powrót na imprezę. Wszystko zostało definitywnie zaprzepaszczone, wszystko złożyło się na to, że zepsuł sobie humor i na pewno go sobie nie poprawi, nawet jeśli pójdzie spać. Jutro też nie będzie miał najlepiej, jeśli uwzględnić męczący kac. I potworna świadomość tego, że powiedział za dużo.
Bo na pewno będzie pamiętał wszystko, co robił i mówił. Zawsze miał taki okropny zwyczaj robienia po pijanemu wszystkiego, co przyjdzie mu na myśl, na drugi dzień natomiast wiedział, co zrobił i nierzadko było mu głupio lub żałował (chociaż nie powinien żałować niczego - podobno).
Po tej sytuacji na pewno tak będzie, skoro teraz powiedział wszystko bez żadnego problemu i podszedł do niej, nie przejmując się tym, że powinni się nienawidzić i unikać. Od tej chwili on na pewno będzie jej unikał podwójnie, nawet jeśli zmieniłby się jej stosunek. Ale wątpił w to; zresztą ostatnim, czego by chciał to litość z powodu jego niegdysiejszego uczucia do niej. Bo chociaż uważał, że była tego godna, i tak wstydził się, że mógł na coś takiego się zdobyć. Pokochać, zanim zaufał. Właściwie ufał mało komu; być może zaledwie swojemu bliźniakowi i jej bliźniakowi. A może nawet i nie im, gdyż nikt nie wiedział o jego skrzętnie skrywanej tajemnicy.
I nikt miał się nie dowiedzieć, nawet ona. Zresztą w tym przypadku nie było nawet takiego niebezpieczeństwa.
Tyle myśli przewijało się przez jego otępiały mózg, że nie mógł złapać we wszystkim rezonu. Wodził raczej niewidzącym wzrokiem po ścianach i fortepianie, wyglądając na niezwykle znużonego i przybitego. A może rzeczywiście taki był? Długo czekał na jakąkolwiek reakcję Laury, ale był na tyle cierpliwy, że nawet nie zdążył pomyśleć o możliwości zniecierpliwienia się.
Czekał, po prostu czekał. Dopuszczał nawet do myśli przypuszczenia, że dziewczyna wyjdzie bez słowa i tyle będzie z tej całej farsy. Może niepotrzebnej. Niepotrzebnej na pewno, chociaż Levin nadal nie zdawał sobie z tego sprawy. Jeszcze mu było wszystko jedno poza tym, że niezwykle zachciało mu się spać i było mu chłodno.
Już myślał, że nie odpowie, więc zerknął na nią i w oko rzucił mu się wyraz pustki na jej twarzy. Nic więcej nie zdołał zauważyć, a to wbiło mu się idealnie w pamięć, tę minę więc jeszcze kilka minut później odtwarzał w myślach. Nawet w czasie, kiedy powiedziała, że wtedy odwzajemniłaby się.
Wtedy. Zaśmiał się pod nosem, przymykając oczy. To wszystko wydało mu się tak bardzo zabawne. Niewolnicy przeszłości, dzieciaki powoli zaczynające rozumieć swój błąd i to, że być może spieprzyły sobie dwa lata życia - a może wręcz przeciwnie? Uratowały się od zbędnych rozczarować, wyleczyły się? Ale czy aby na pewno? Widział w tym wszystkim tylko i wyłącznie śmieszny zbieg okoliczności i zwyczajne niedogadanie się; jeszcze miał do tego dystans.
Jutro będzie rozkminiał, co tak właściwie Laura w tamtej chwili powiedziała.
- Czyli ogólnie wszystko mamy stracone i żyjemy dalej - stwierdził tonem ugodowym i nieco obojętnym. Spojrzał na nią, jednak nie mógł długo wytrzymać, wpatrując się w jej twarz, gdyż ogarniało go nieokreślone, dziwne uczucie, spotęgowane promilami krążącymi mu we krwi. Chciał od niego uciec jak najprędzej, gdyż powoli grunt usuwał mu się spod nóg. Żeby odgonić te myśli, uderzył kilka razy w przypadkowe klawisze fortepianu, znów tworząc nie piękno, a rozdźwięk i niezgodę. Także między nimi.

_________________
telefon | szafa


Do me a favour, break my nose!
Do me a favour, tell me to go away!
Do me a favour, stop asking questions!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://instagram.com/magicmistle
Sponsored content




PisanieTemat: Re: KLASA MUZYCZNA   

Powrót do góry Go down
 
KLASA MUZYCZNA
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elite School in Switzerland :: S T . B E R N A R D :: ST. BERNARD :: SKRZYDŁO ZACHODNIE :: II PIĘTRO-
Skocz do: