Elite School in Switzerland


 
IndeksRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 BIBLIOTEKA

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 02/03/2013

PisanieTemat: BIBLIOTEKA   Nie Mar 10, 2013 1:52 pm

Wielka i zasobna, jak przystało na taki zamek i taką szkołę. Można tu znaleźć dosłownie WSZYSTKO, od czternastowiecznych rękopisów, przez Alicję w Krainie Czarów, wszelkiej maści atlasy tematyczne, kończąc na poradnikach ogrodniczych. W centralnej części są obite karmazynowym zamszem sofy, by rozsiąść się i poczytać coś na miejscu. Porządku niestrudzenie od niemalże sześćdziesięciu lat pilnuje tu niejaka Marjolein Muller, która wyjątkowo poważnie traktuje swoje zadanie, uniemożliwiając chuliganom bezczeszczenie tego niemalże świętego miejsca czymkolwiek, nawet hałasem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tamari de Vries
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : AMSTERDAM
Liczba postów : 91
Join date : 04/04/2013

PisanieTemat: Re: BIBLIOTEKA   Sro Kwi 17, 2013 8:15 am

Było tylko kilka rzeczy, których nieśmiertelna Tamari bała się jak jasna cholera. Tak naprawdę ciężko było na to wpaść i potrzebny był przypadek, żeby odkryć jej słabostkę, niby błahą, ale strach przed inwazją chińczyków nie był wcale taki zabawny. Patrząc na taką de Vries można było dojść do wniosku, że właściwie czy to bomba atomowa czy coś innego, będzie jej zupełnie obojętne, ale wystarczyło, żeby zobaczyła jakiegoś zapalonego fana azjatów, żeby na calutki poranek wytrąciło ją to z równowagi, tak jak w tym momencie.
Odpuściła sobie zajęcia, przepełniona najgorszymi przeczuciami, i ukryła w bibliotece czytając Mein Kampf (skoro można znaleźć WSZYSTKO, to WSZYSTKO) i mając cichą nadzieję, wręcz modląc się o to, że w razie gdyby to było potrzebne, jakiś Amerykanin wpadnie na coś podobnego i jej azjatyccy nieprzyjaciele obrócą się w proch… Bądź dym. Bo w końcu co jak co, na jakkolwiek mało wyedukowaną by nie wyglądała, orientowała się, że w przypadku starcia Amerykanie-Chiny bardzo bardzo baaardzo ciężko byłoby wyłonić zwycięzce, z dużym prawdopodobieństwem, że Chińczycy by wygrali i skolonizowali cały świat, skoro i tak nieformalnie USA należy do nich…
Po plecach przeszły jej dreszcze. Boże. I najprawdopodobniej ona będzie musiała na to patrzeć, skoro żadna bomba ani nic takiego jej nie zabije.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Levin Keller
Przywódca Lisów
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 143
Join date : 20/03/2013

PisanieTemat: Re: BIBLIOTEKA   Czw Kwi 18, 2013 1:42 pm

[kilka dni po spotkaniu z Laurą]

W tym roku zima była zadziwiająco długa i mroźna. Miesiące naszpikowane śniegiem zniechęcały do wychodzenia na dwór i do jakiejkolwiek aktywności poza siedzeniem w pokoju akademickim i piciem w jakichś zacisznych pomieszczeniach. Szczególnie Levin czuł się zniechęcony, zwłaszcza gdy musiał chodzić po mrozie do innego budynku tylko po to, żeby ponudzić się na zajęciach. To nie w jego stylu. Chociaż daleko nie miał, wolał zostać i pospać dłużej czy porobić szeroko pojęte nic.
Niestety co ma wisieć nie utonie; wszystko się kiedyś zemści, tak jak na nim w tej chwili. Jak zaczęło robić się cieplej i przyjemnej na dworze, jak kwiaty i zwierzęta zaczęły wynurzać się ze swoich kryjówek, tak i Keller wyłonił się ze swojego pokoju, roztaczając aurę leniwego zadowolenia. Szkoda, że ten uroczy nastrój musiała przerwać mu brutalna rzeczywistość zajęć, składająca się na zaległości, sporo niezaliczonego materiału oraz tymczasowego nieklasyfikowania. Mówi się trudno.
Na tę chwilę musiał przestać myśleć o pewnych sprawach związanych z ostatnia imprezą, a raczej o jej końcu. Chociaż był pijany, idealnie pamiętał wszystko, co powiedział do Laury. Wtedy bez problemu przeszło mu to przez gardło, teraz na pewno tego wszystkiego by nie powiedział, ba, nie podszedłby do niej nawet. Dlatego postanowił, że będzie unikać jej, a także Liski, której naobiecywał bzdur, do których sam już nie był przekonany.
Dlatego unikając wszystkich, wybrał w końcu bibliotekę. Wszystko składało się idealnie, bo przecież musiał napisać wypracowanie na temat piramidy zdrowego żywienia z biologii jako zaliczenie sprawdzianu. Szkoda, że tych wypracowań było kilka. Wybrał jednak mniejsze zło i bliższy dla siebie temat (tak, żeby jeszcze się zdrowo żywił), niż jakaś nie wiadomo skąd wzięta inżynieria genetyczna. Choć to i tak prędzej czy później go czekało.
Uderzył go spokój i cisza pomieszczenia. Przez jakiś czas odprężył się i odpoczął od zgiełku, ale było także niebezpieczeństwo nawrotu jakichś chorych rozkminiających myśli, które nie dawały mu spokoju. Dlatego zebrał kilka książek na temat żywienia i jedzonka, czyli tego, co tygryski lubią najbardziej, i udał się do jednego ze stolików, żeby zabrać się do pracy. Żeby jeszcze mu się chciało tak, jak mu się nie chce.
Na szczęście w tej chwili zauważył Tamari, uroczą jelonkę, której aparycja podobała mu się i na dodatek ciągnęło ją do niego z racji tego, że ona go ciągle odpychała. "Fe, chłopak" i takie tam. Ciekawe, kto pierwszy pęknie.
Podszedł do niej cicho, tak, żeby nie uciekła i zajrzał pod spód, żeby dowiedzieć się, co czytała.
- Mein Kampf? Jesteś nazistką? - spytał, przysiadając się do niej i spokojnie kładąc przed sobą stos grubych i starych tomiszczy, z których kurz aż ściekał. Jak widać, społeczność St. Bernard była bardzo wyedukowana w kierunku literatury.

_________________
telefon | szafa


Do me a favour, break my nose!
Do me a favour, tell me to go away!
Do me a favour, stop asking questions!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://instagram.com/magicmistle
Tamari de Vries
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : AMSTERDAM
Liczba postów : 91
Join date : 04/04/2013

PisanieTemat: Re: BIBLIOTEKA   Sob Kwi 20, 2013 11:26 am

Tamari i tak by nie uciekła. Nawet przez myśl jej to nie przeleciało. Nie miała w zwyczaju odwracać się i uciekać na widok osoby, która stwarzała problemy dla jej totalnie nieogarniętego, pełnego chaosu światka. Z a z w y c z a j. Właściwie to słowami nie można było jej zaleźć za skórę, bo najzwyczajniej w świecie była bardzo gruboskórna. Chociaż tyle. Levin jednak miał to do siebie, że był taczi-taczi, także Tamari chcąc niechcąc obrzuciła go spojrzeniem, coby się upewnić, że trzyma łapy po sobie.
Bo w końcu była f a j n a. Na tyle fajna, że spokojnie znosiła każde towarzystwo i każdy charakter, rzadko tak naprawdę określając czy kogoś lubi czy nie, nie z jakiejś chorej chęci selekcji ludzi, a własnego niedbalstwa i zapominalstwa – w końcu o ile łatwiej było się głupio uśmiechnąć, niż zareagować na milion innych sposobów: histerycznie, entuzjastycznie, apatycznie, a wszystko to wymagało nakładu energii. I chociaż ciało dziewczyny było w idealnym stanie mimo jej skrajnie niezdrowej diety oraz bardzo wymagającego, podchodzącego momentami pod hardcore trybu życia, jeśli zliczyć te wszystkie używki, które pojawiały się w buzi, przewodzie pokarmowym, a wreszcie krwi Tamari de Vries. Chociaż dzień zaczynała od skręta, nie zawsze była skrajnie spalona. Na przykład teraz, bo nawet jej głupio było zrobić to w bibliotece.
- A jak powiem tak, to sobie pójdziesz? – zapytała obojętnie, posyłając mu jednak swój szczeniacki uśmiech dziecka słońca. – Zatem TAK. A tak poważnie, trzeba mieć jakąś alternatywę w życiu, nie tylko łazić po korytarzach i palić – stwierdziła dziwacznie filozoficznie. Chociaż lekturka jej się nie podobała, bo poza wartością historyczną nie przedstawiała sobą żadnego sensu, ale Tamo czytała chociażby przez wzgląd na to, że był to jedyny egzemplarz w całej bibliotece. Lizała jednak zawzięcie palce, co po krótkiej chwili obserwacji zaczynało wyglądać bardzo dziwnie, z tej prostej przyczyny, że smakowały słodko, jak marihuana którą zwijała dzisiaj rano w bardzo profesjonalnie wyglądającą paczkę skrętów. Której nie miała przy sobie. Przykro trochę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Levin Keller
Przywódca Lisów
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 143
Join date : 20/03/2013

PisanieTemat: Re: BIBLIOTEKA   Nie Kwi 21, 2013 10:48 am

Cicha, powolna i poważna atmosfera biblioteki w pewnym stopniu, całkowicie nieświadomie ze strony Levina, oddziaływała na niego wyciszająco i uspokajająco. Automatycznie ściszał głos, mrucząc bardziej niż mówiąc normalnie, gdyż nawet to wydawałoby się krzykiem. Ponadto zachowywał się zdecydowanie ciszej niż zwykle i nie żuł gumy, jak to często miał w zwyczaju. Nie mówiąc już o wszelkiego rodzaju używkach. Dwójka niegrzecznych dzieciaków spotkała się więc na terenie neutralnym. Dziwne.
Zresztą i tak, pomimo swojego przychylniejszego niż zwykle oka do panny de Vries, nie rzuciłby się na nią z miejsca jak jakieś zwierze i nawet nie chodziło o obecność w bibliotece. Nie był aż tak obślizgły i dziki, za jakiego uważała go dziewczyna, a że raz zdarzyło mu się źle odczytać pewne znaki, przez co ona zniechęciła się do niego - nie miał na to wpływu. Nadal uważał, że jest równą dziewczyną, z którą można pogadać na bliskie mu tematy, a prócz tego nie brakowało jej urody, do której miał słabość. Pełne kształty, gęste włosy, wydatne usta, hipnotyzujące oczy - to tylko część jej atutów, wobec których Levin nie mógł przejść obojętnie. Był przecież facetem, ale oczywiście nie gapił się notorycznie i bez przerwy w dekolt rozmówczyni. O nie, tego zarzucić mu się nie dało. Sam krytykował takie osoby, bo miał jakieś tam swoje pokłady dżentelmeństwa.
Teraz za to przyjmował jej obecność jak gwiazdkę z nieba, dziwiąc się nieco temu, że tak dziwnej sytuacji; on trzeźwy, ona bez tęgiego haju, może nawet grzecznie bez żadnej zieleniny przy sobie. Sprawiali raczej wrażenie intelektualistów. He-he.
- Masz rację - potwierdził, kiwając głową i zastanawiając się, czy jej słowa były aluzją do niego, do niej czy do ogólnej społeczności St. Bernard, która wolała korzystać z pogody niż odwiedzić bibliotekę prócz nielicznych przypadków odludnych Sokołów. Właściwie Levin też wolał siedzieć na dworze. Uśmiechnął się też do pierwszej części jej wypowiedzi. - I tak bym nie poszedł, zobacz ile mam do przejrzenia. A chociaż mnie zajmiesz. Dziwne, że akurat w bibliotece siedzisz, ale dobrze, siedź.
Zdecydowanie na rękę mu była jej obecność, bo mógł się rozerwać rozmową, a ona była jedną z nielicznych osób, których nie chciał unikać i mógł porozmawiać. Kumple gdzieś wybyli, część była na zajęciach, a jego brat na wymianie.

_________________
telefon | szafa


Do me a favour, break my nose!
Do me a favour, tell me to go away!
Do me a favour, stop asking questions!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://instagram.com/magicmistle
Tamari de Vries
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : AMSTERDAM
Liczba postów : 91
Join date : 04/04/2013

PisanieTemat: Re: BIBLIOTEKA   Nie Kwi 21, 2013 5:22 pm

Intelektualiści. Ha. Właściwie to były z nich takie imprezowe kurwy, i z niego i z niej, toteż sam motyw siedzenia spokojnie w bibliotece, w swoim towarzystwie, prowadząc wręcz cywilizowaną rozmowę, wydawał się patologiczny. No, bez przesady. Każdy miał w sobie pierwiastek elegancji, nawet Tamari, także mimo wszystko pasowała do otoczenia. Chociaż z całą pewnością nie miała na sobie wydekoltowanej bluzki ani nic co mogłoby jakoś uwydatnić jej kształty, prędzej szerokorozumiany worek, którym była nie pierwszej świeżości bluza niewiadomego pochodzenia i utajone wylaniem na nie wszystkiego, co kiedykolwiek piła, seven jeans. I standardowy brak butów na nogach obitych w skarpetki w serduszka. Zdziwiłaby się zapewne szczerze, gdyby Levin jakoś uzewnętrznił te swoje obelżywe myśli (żarcik, żarcik), bo obiektywnym okiem mogła stwierdzić, że właściwie nic w niej pociągającego w tym momencie nie było. Poza aurą niedbalstwa, ewentualnie słodkawym zapachem trawki, który stanowił jej stałe perfumy.
A miała porównanie, bo od czasu do czasu musiała się wbić w tę znienawidzoną część szafy i ubrać jak człowiek, pomalować jak trzydziestolatka i wozić jak zupełnie nie ona tylko dlatego, że nie miała na tyle silnego charakteru, żeby wybić to rodzicom z głowy. Była chyba zbyt wygodna by rozpocząć walkę o swoje prawdziwe ja, także w pewnym sensie tańczyła jak jej zagrano, co nie obywało się bez zgrzytania zębami. No i mile połechtanej próżności, czy też jej szkieletu pałętającego się gdzieś w odmętach jej podświadomości, czasem też lubiła się poczuć atrakcyjna, albo nieosiągalna. Albo i jedno i drugie.
Wracając do tu i teraz, przypatrywała się Levinowi i jego spokojnej, chłopięcej buźce, po której w życiu by nie powiedziała, że serwuje takie skurwysyństwo – tak to odbierała. Jeśli chodziło o Tamari, pasował na geja, a że nim nie był i wyraźnie się nią interesował, trochę tracił jej w oczach. Trochę mocno. Bo wysoce problematyczne były dla niej momenty, kiedy wymagano na niej bliskość, której w sumie nie lubiła: bo nie podobało jej się ani razu, jak dentysta, a takich rzeczy się unika.
- Siedź – powtórzyła z przekąsem. – A właściwie, od kiedy ty się uczysz? – zapytała, zerkając na książki, bez żadnego tam negatywnego wydźwięku, a ze szczerym zdziwieniem. Bo tak, jak nie widuje się ich w bibliotece, tak również przy nauce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Levin Keller
Przywódca Lisów
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 143
Join date : 20/03/2013

PisanieTemat: Re: BIBLIOTEKA   Sob Kwi 27, 2013 6:34 am

Chwała Levinowi za to, że jeszcze potrafił zachować umiar. Nie chodziło tutaj bynajmniej o Tamari, która - nawet mimo swojego dzisiejszego niedbałego wyglądu - roztaczała aurę tajemniczości i atrakcyjności, której chłopak normalnie potrafił się oprzeć, chociaż zauważał przecież piękno nawet pod takim ubiorem. No bo za sztuką było chwalić wywalone na wierzch cycki i długie nogi na niebotycznie wielkich obcasach? Właśnie, sami odpowiedzcie sobie na to pytanie. Levin znał na nie odpowiedź bardzo dobrze i miał na ten temat własne zdanie.
W każdym razie umiar potrafił jeszcze zachowywać, jeśli chodziło o zabawę i obowiązki. Kiedy impreza, to impreza, a kiedy trzeba przysiąść do książek, to trzeba. Zauważmy fakt, że był niezwykle ambitny, więc jeśli pomyślał o przyszłości, od razu nabierał ochoty do nabywania nowej wiedzy. Nie dążył jednak do tego z takim uporem i zachłannością, jak napalone Sokoły (chociaż te określenie było dla nich co najmniej nieadekwatne), a spokojnie wyważając, co może mu się w życiu przydać, co chciałby wiedzieć, a czego nie. Nierzadko miał takie pragnienie, tylko trzeba z przykrością stwierdzić, że wtedy odciągały go od poszerzania swojej wiedzy rzeczy niewymagające specjalnego myślenia. Tak jak przez cały ten rok szkolny.
Dlatego teraz siedział w bibliotece i miał zamiar poszerzać swoją wiedzę o wymagania organizmu ludzkiego, a dla postronnych osób mogło być to dziwne i zaskakujące. Jak teraz dla Tamari. Zresztą nie oszukujmy się, on też ze zdziwieniem zastanawiał się, co ona tutaj robiła. Ale się dobrali.
- Właściwie to od dzisiaj - odpowiedział z szerokim uśmiechem, sprawiając wrażenie pełnego dumy z faktu, że ma same kropki i jedynki, które musi poprawić. Nie wspominając już o nijakiej frekwencji, którą będzie musiał odrabiać po godzinach, żeby go nie wyrzucili. A tego nie chciał. Zdecydowanie nie takie były jego ambicje i nie tego spodziewał się po nim ojciec. WŁAŚNIE, ojciec. Levin miał nadzieję, że nie dowie się o jego sytuacji, gdyż wtedy mógłby pożegnać się z kasą. Na szczęście była alternatywa - Kaiser, który zawsze był w stanie poratować go gramem ze swojej pokaźnej kolekcji. - Na razie muszę przystopować ze wszystkim, a zwłaszcza z otępiaczem mózgu. - Tak, miał na myśli zielsko, które określał tak, ale bynajmniej nie było to określenie negatywne. Raczej stwierdzony fakt, którym i tak zbytnio się nie przejmował. - W ogóle masz coś przy sobie? - spytał. Tak, to był koniec z jego ograniczaniem.

_________________
telefon | szafa


Do me a favour, break my nose!
Do me a favour, tell me to go away!
Do me a favour, stop asking questions!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://instagram.com/magicmistle
Tamari de Vries
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : AMSTERDAM
Liczba postów : 91
Join date : 04/04/2013

PisanieTemat: Re: BIBLIOTEKA   Nie Kwi 28, 2013 12:15 pm

- Mam amfę w pokoju, jak chcesz pomocy z nauką – wzruszyła lekko ramionami, przeciągając się i zezując w stronę okna. Pogoda, jak to się zwykle bardzo często niestety zdarza w SZWAJCARII, żyła swoim życiem i wszystko wskazywało na to, że słoneczko odwróci się od spragnionych jego promieni uczniów, zalewając ich zimnym deszczem od kolegi chmury. Tamari przybiłaby z nimi piątkę, wredoty. Wierzyła jednak, że Levin wcale nie chce się uczyć, jako że w jej życiu ambicja ograniczona była do poziomu minus jeden, przynajmniej jeśli chodzi o sukces przyszłej kariery, bo i wzorce w życiu de Vries były mocno zachwiane i brakowało w nich osoby, która dąży do celu po trupach i po prostu c h c e się uczyć. A kto wie, może godzinka więcej z rodzicami dziennie i byłaby teraz sokołem? – Trawkę później, bo faktycznie muli i napiszesz jakieś gówno przez co wywalą cię ze szkoły – pokiwała lekko głową, wcale mu tego nie życząc. Właściwie sama nie wiedziała jakim cudem utrzymuje się w tej szkole, dopływu gotówki tak jakby nic nie było w stanie jej odciąć, także w istocie wegetowała, nie robiła nic twórczego, nie rozwijała się i nie stawiała przed sobą wyzwań – no chyba że tych narkotykowych, przez co kilka razy w tym roku doprowadziła w swoim organizmie do jakiegoś zawału, z którego wykaraskała się w pięć minut. A podobno było warto.
Odłożyła namiętnie czytany Mein Kampf na stolik, gotowa podzielić się spostrzeżeniami na temat własnego poglądu na życie.
- Szukam sposobu zmniejszenia populacji Chińczyków na świecie – powiedziała wręcz uderzającym tonem, zdradzającym zainteresowanie tematami ekonomicznymi świata, ale na tym nie poprzestała. – Są potęgą ekonomiczną, napędzającą gospodarkę świata, praktycznie są w stanie nas wszystkich kupić, a z drugiej strony są bandą komunistycznych pizd, którym źle z oczu patrzy i nigdy nie wiesz, kiedy przyłączą się do Kim Yŏng Nama i skolonizują świat, w tym dotkliwie całą Europę. – zakończyła makabrycznie, ale nie raz śniła już o podobnej wojnie w swój spaczony sposób i o dziwo bardzo się tym przejmowała. – Hitler znalazłby rozwiązanie, w końcu dzięki niemu świata nie wykupili Żydzi – dodała jeszcze rasistowsko, wzruszając lekko ramionami. Aczkolwiek do murzynów nic nie miała!

hnś, my tu w Szwajcarii jesteśmy ^^


Ostatnio zmieniony przez Tamari de Vries dnia Nie Maj 12, 2013 5:34 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Levin Keller
Przywódca Lisów
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 143
Join date : 20/03/2013

PisanieTemat: Re: BIBLIOTEKA   Czw Maj 02, 2013 10:32 am

Słysząc o jakichkolwiek pomocach naukowych, Levin ciężko zastanowił się nad swoją ambicją i samozaparciem. Czy byłby w stanie pomóc sobie w nauce sztucznymi sposobami? Jej propozycja kusiła, ale nie był jeszcze do końca przekonany. Równie dobrze mógł nad tym posiedzieć tylko kilka godzin i miałby jeden referat z głowy. Właśnie, jeden. A kiedy wybiegł w przyszłość i spojrzał wyobraźnią na wszystkie te prace i całoroczne zaliczenia materiału za nieklasyfikowanie, już mu się odechciało. Tylko uczniowie wiedzą, jak w tym momencie trudno się przemóc.
- Dobra, możesz mi kopsnąć trochę tego szajsu - stwierdził od niechcenia, decydując się właściwie w jednej chwili odkąd nawiedziła go przerażająca wizja ślęczenia nad książkami. Oj tam, później nadrobi to, co chciałby i powinien wiedzieć. - Ale od ręki poproszę - dodał, zastrzegając, że właściwie potrzebne mu to na tu, teraz i zaraz. Nigdy nie lubił odwlekać spraw, a zwłaszcza takich, które mogły spowodować jakieś końcoworoczne kłopoty. Wolał mimo wszystko tego uniknąć. Narkotyki tego typu były do tego idealne; nie myślcie jednak, że brał wszystko po kolei i bez umiaru, bo wiedział, co dla niego w danej chwili jest dobre. Jeszcze nie udało mu się przedawkować w jakimkolwiek stopniu, swoją granicę już dawno wybadał; nie był w końcu tak nieskończony jak szczęściara Tamara, więc na większe eksperymenty sobie pozwolić nie mógł. I swoje zdrowie przecież jako tako cenił.
A gdy zaczęła swoje dywagacje, przyjrzał jej się uważniej i przysłuchał z niejakim zdziwieniem. Nigdy nie posądziłby ją o takie rozważania i takie zdanie na temat Żydów, wojny i Chińczyków. Uniósł lekko brwi i oblizał wargi, głaszcząc ciągle lekko brudną od kurzu okładkę książki.
- Jego jedynym rozwiązaniem była eksterminacja; czyli chciałabyś, żeby atmosfera zanieczyściła się dymem z ciał Chińczyków? - zmarszczył lekko swój wygodnicki, pedancki nosek. Samo wspomnienie o Hitlerze budziło w nim odrazę, wstręt i pogardę dla człowieka zakłamanego i mimo wszystko słabego. - Zresztą co trzecia osoba na świecie to żółtek, więc skutki ich likwidacji mogłyby być nieco destrukcyjne dla nas. Myślę, że wystarczy żyć z nimi w zgodzie i nic im nie odbije; chyba nie są aż taką bandą dzikusów jak na przykład Muzułmanie - wyraził swoje zdanie wzruszając ramionami, jakby jakiekolwiek konflikty czy władza na świecie wcale go nie interesowały. Zresztą, może i tak było? Może to jeszcze nie jego czas na zainteresowanie się czymś więcej niż swoim małym światkiem?

_________________
telefon | szafa


Do me a favour, break my nose!
Do me a favour, tell me to go away!
Do me a favour, stop asking questions!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://instagram.com/magicmistle
Tamari de Vries
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : AMSTERDAM
Liczba postów : 91
Join date : 04/04/2013

PisanieTemat: Re: BIBLIOTEKA   Pon Maj 13, 2013 9:33 am

Niestety to nie był Hogwart, więc w ręku Tamari nie znalazło się nic, co mogłaby opchnąć Levinowi w tej chwili, bo jeśli chodzi o narkotyki, to zewnętrznie jak i wewnętrznie była czysta. Dlatego przeciągnęła się lekko na siedzeniu.
- Ale to musisz ze mną pójść, bo tu nic nie mam – stwierdziła, nawet nie siląc się na konspirację, we własnym przekonaniu o niezłomności i niekaralności, co czyniło ją zuchwałą i bardzo trudną w jakichkolwiek próbach utemperowania jej upartego charakteru. Generalnie każdy w szkole wiedział co Tamari robi, każdy nauczyciel o tym słyszał, a że takie sprawy raczej nie wyciekały z pilnie strzeżonej szkoły dla utalentowanych dzieciaków, gdyby chciała, mogłaby robić grubą kasę w tym fachu, ale niedbalstwo robiło swoje: więc generalnie jej to wisiało. Naturalnie w sytuacjach takich jak ta, kiedy ktoś czegoś POTRZEBOWAŁ, do głowy jej nie przyszło, że fe chłopak i że właściwie zaprosiła go właśnie do pokoju.
- Chłopcze. Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, palenie zwłok było w poprzednim. Teraz po prostu wysłalibyśmy ich w kosmos, pewnie by nam jeszcze podziękowali, bo w końcu mieliby dla siebie więcej niż metr kwadratowy na dziesięciu – stwierdziła. Dla niej Hitler nie był słabą osobą. Niemądrą i śmieszną, ale na pewno nie słabą, gdyż nikt bez siły charakteru i tej słynnej perswazji nie dokonałby czegoś takiego, co właściwie stało się tak niedawno. Nie czyniło z niej to wielkiej fanki Niemców, ale po prostu osobę, która doskonale zdawała sobie sprawę, że nie byle kto ma taką siłę przebicia.
A w momencie, w którym doszło do tematu muzułmanów, nachmurzyła się tylko i zmierzyła Levina absolutnie nieprzychylnym spojrzeniem, w jednej chwili pozbywając się całej sympatii, jaką ewentualnie mogłaby go obdarzyć w tym momencie. – Głupi jesteś, wiesz? – stwierdziła z dezaprobatą, biorąc z powrotem Mein Kampf i udając, że czyta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Levin Keller
Przywódca Lisów
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 143
Join date : 20/03/2013

PisanieTemat: Re: BIBLIOTEKA   Czw Maj 16, 2013 5:00 pm

W jednej chwili Levina ogarnęło rozbawienie, gdy zdał sobie sprawę, jak gładko prześlizgiwały się dwa tematy w ich rozmowie; całkowicie innej natury i specyfiki, ale w zadziwiający sposób niekolidujące ze sobą. W sumie zdziwił się, gdy bez większego problemu i NAJMNIEJSZEGO zająknięcia zaprosiła go do pokoju. No tak, w sumie zaprosiła. Nie żeby był w tym jakiś niezbyt czysty podtekst (jeśli samych narkotyków nie można nazwać nieczystymi, ale w końcu Tamari przechowywała dobry towar, to wiedział każdy wtajemniczony w tej szkole), jednak Levin idealnie znał stosunek Tamari do siebie i nietrudno było to zgadnąć. Ale proszę bardzo, być może nie jest zbyt pamiętliwa albo tak naprawdę wcale nic do niego nie ma. Nie jemu to osądzać, wolał pozostawić akurat ten temat swojemu biegowi.
- Prędzej czy później sami polecą w kosmos, zobaczysz, kwestia czasu - stwierdził, niezwykle olewawczo traktując jej realne obawy i stosunki na świecie. Na chwilę obecną mógł tylko wzruszyć ramionami na ogólne wiadomości, ograniczając się do własnego bezpiecznego (choć w sumie średnio, bo najeżonego niewyjaśnionymi sprawami, brr) światka. Może i był egocentryczny, ale tak właściwie tym także się nie przejmował.
- Wiem, że jestem - odpowiedział ugodowo i z grubiańskim uśmieszkiem, wcale nie obrażając się na nią za te stwierdzenie. W ogóle nie zależało mu ani na opinii innych ludzi, ani na tej dyskusji.
Bardziej niż ci dominatorscy Chińczycy zajmowała go teraz wizja białego proszku w przeźroczystym woreczku. I poczuł na niego nieodparta chęć, gdy mimowolnie spojrzał na stos książek przed sobą. Nauko, przybywam!
- Dobra, Lolita - zagaił, gdy zauważył, że znów zabrała się za oglądanie tej przebrzydłej książki. Wyciągnął ją z jej rąk i położył na ławce. - Spadamy stąd, potrzebuję tej fryty - stwierdził poważnie, podnosząc się. Z jej nieprzychylnej miny po jego ostatnich słowach mógł wywnioskować, że już wcale nie będzie mile widziany w jej pokoju, a ze sprzedaniem tego i owego może się pożegnać, a jednak podniosła się i poszła z nim. Magia.

ZT

_________________
telefon | szafa


Do me a favour, break my nose!
Do me a favour, tell me to go away!
Do me a favour, stop asking questions!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://instagram.com/magicmistle
Sponsored content




PisanieTemat: Re: BIBLIOTEKA   

Powrót do góry Go down
 
BIBLIOTEKA
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Biblioteka miejska
» Biblioteka miejska.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elite School in Switzerland :: S T . B E R N A R D :: ST. BERNARD :: SKRZYDŁO WSCHODNIE :: I PIĘTRO-
Skocz do: