Elite School in Switzerland


 
IndeksRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 BIURO RZECZY ZNALEZIONYCH

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 02/03/2013

PisanieTemat: BIURO RZECZY ZNALEZIONYCH   Sob Mar 09, 2013 3:08 pm

Dość zagracone pomieszczenie na samym końcu korytarza, pełne półek, komód, stolików, krzeseł, a wszędzie wisi pełno ubrań, leżą książki, zeszyty, walają się długopisy, torby, worki i buty. Oczywiście warto tu zajrzeć, gdy się coś zgubiło, jednak prawdopodobieństwo znalezienia tego jest niewielkie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lars Eisenberg
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 21
Skąd : Lucerna
Liczba postów : 205
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: BIURO RZECZY ZNALEZIONYCH   Pon Kwi 22, 2013 6:05 pm

Lars rzadko kiedy coś gubił, nie był przecież żadnym roztargnionym Jeleniem ani wiecznie upitą Pumą ani zbyt rozrzutną Lisicą. Zawsze pamiętał gdzie co odłożył, o której i dlaczego. Ułatwiało to życie nie tylko jemu ale i współlokatorom, dla których był pewnego rodzaju wyrocznią, od razu wskazującą gdzie jest praca domowa, lansiarski krawat albo majtki tej brązowookiej czwartoklasistki, umiejętnie władającą...na pewno czymś jeszcze oprócz języka. Przecież nie była to szkoła dla prostytutek tylko osób skazanych na sukces.
Tja.
W każdym razie Lars nie zjawiałby się w sprytnie ukrytym (czyżby ironia tych od planowania przestrzennego?) pokoju ze zgubionymi rzeczami, gdyby nie fakt, że skończyły mu się przyrządy do sporządzania notatek (NIE, nie Macbook tylko zwykłe zeszyty) i znów posiał gdzieś połowę pionków do warcabów. Nie było go stać na kupno nowych a poza tym nie chciało mu się wychodzić poza obręb zamku, bo przyszła wiosna.
Słońce świeciło, wszystko się zieleniło i Lars od razu dostał wysypki (wyimaginowanej, ale trudno, nie można mieć wszystkiego), nie mówiąc już o pogorszeniu się nastroju. Obiecał sobie, że nie wyściubi nosa do końca roku szkolnego i tego postanowienia się trzymał, całkiem beztrosko wchodząc do zagraconego, dużego pomieszczenia, gwiżdżąc pod nosem Young Folks i zgrabnie (!!!) przeskakując nad jakimś przewróconym abażurem.
Minął piramidę z krzeseł, minął porozwieszane sukienki (kto to gubi?), minął trzy regały, złapał z półki plik skoroszytów z jakimiś kwiecistymi okładkami i... poczuł nęcący zapach dymu, który zwabił go na szary koniec, gdzie stał wielki, obity zielenią fotel, na którym to zauważył znajomą czuprynę.
Której nie mógł przegapić.
Bez żadnego kulturalnego przywitania minął więc chłopaka, na razie nie ogarniając, co ów robi i usiadł przed nim na zakurzonej podłodze, po turecku, odpalając w trzysekundy swojego własnego fajurka i prześwietlając Aleca sokolimi oczami (z soczewkami, bo bez Lars mógł poszczycić się wadą minus sześć i minus pięć).
- Podoba Ci się Twoja siostra? - spytał od razu z dość parszywym uśmiechem, czując miłe podekscytowanie na myśl o rozpoczętej grze w wykrywanie kłamstw. Cholernie mu się to podobało, zawsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alec Guillaume
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Luksemburg
Liczba postów : 249
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: BIURO RZECZY ZNALEZIONYCH   Pon Kwi 22, 2013 7:32 pm

Alec nie zauważał że gubi cokolwiek. Wiecznie coś mu ginęło, albo było mu podkradane, zwłaszcza przez marznące towarzyszki imprez, które wypiły już tyle alkoholu, że włączał im się tryb kradzieży cudzego odzienia. Kradzieży nawet gorszej niż tej dokonywanej przez obrzydliwych padalców chomikujących jakieś konfitury, albo batoniki pod pazuchą, bo kradzieży manipulacyjnej, aż samemu chce się narzucić na te drżące, licha ramionka jakąś bluzę, a potem się dziwi, że leży z gorączką w pokoju po którejś ze styczniowych imprez, gdy bez skrupułów oddał kurtkę i słiter... komuśtam. Ale pewnie ładna była.
Niemniej jednak Biuro Rzeczy Znalezionych wcale nie stanowiło dla niego ratunku ani nadziei, że znajdzie te dziesiątki bluz, koszulek, nie wspominając już nawet o długopisach, książkach czy spodenkach na wuef. Było miejscem idealnym, żeby dla odmiany stronić od ludzi, wynudzić się w samotności, paląc niepoprawną ilość papierosów (tylko, chlip) i słuchając jakiejś totalnie niszczącej mózg muzyki, żeby n i e m y ś l e ć. Zwłaszcza po otrzymaniu listu od ojca. Listu. Od ojca. Napisanego wlasnoręcznie. Niezastąpionego mailem pisanym przez jednego z pomocników, udzielającego raczej miernej nagany i zawierającego słaby roztwór i tak niezbyt przemawiającego rozkazu poprawy.
Przejmował się ostatnio swoimi wagarami, bo ilość godzin rosła w szalonym tempie, jednak motyw ten został całkiem pominięty na rzecz, no właśnie - całego spisu rzeczy dotyczących jego osoby w roli debiutanta i pełnoletniego następcy tronu. Co go wyjątkowo zdołowało, kiedy okazało się że list to trzy kartki A4 zapisane drobnym, surowym pismem ojcowskim i trzy czwarte odnoszą się do tej katastrofy, która będzie go czekać po ukończeniu osiemnastu wiosen.
Naturalne było, że zwiał. A jeśli chodzi o tą szkołę, to on tutaj znał najlepsze zakamarki na każdy rodzaj nastroju i chęci do robienia czegoś niekoniecznie dozwolonego w regulaminie. Dlatego siedział tutaj już od dobrej godziny, trując się we własnej nikotynokomorze, zamiast treści żołądkowej mając już chyba shake'a substancji smolistych, nie mając nic przeciwko następnej godzinie spędzonej w podobnej sposób, kiedy ponad wieżowcami przeróżnych rzeczy ujrzał czubek głowy, a już chwilę później Lars siedział przed nim z fajką w ustach.
- Eeee co? - zapytał, zbyt wolno wracając do rzeczywistości. Potrzebował kolejnej sekundy by przeanalizować pytanie, tak jakby kiedykolwiek wychodziły mu rzeczy planowane, a nie spontaniczne i wypowiadane bez pomyślunku. - Pojebusie, to moja bliźniaczka. Nie może mi się podobać - zdobyl się na BARDZO SUBTELNE zaakcentowanie odpowiedniego słowa, gasząc niedopałek o jakąś maszynę do szycia stojącą tuż obok.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lars Eisenberg
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 21
Skąd : Lucerna
Liczba postów : 205
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: BIURO RZECZY ZNALEZIONYCH   Wto Kwi 23, 2013 7:10 am

Czasami zazdrościł osobom takim jak Alec. Tego nieogarnięcia, nie przywiązywania wagi do niczego, płynięcia przez życie słodko, beztrosko, radośnie, w czym wspierały dziwne substancje i naturalny charakter przyszłego paniczyka. Eisenberg tak nie potrafił, nigdy nie odlatywał w przestworza wyobraźni ani nawet w krótkie drzemki, ciągle będąc przytomnym, w tej ostrej świadomości prawdziwego świata.
Co było naprawdę męczące na dłuższą metę, a biegł przecież do niej już siedemnasty rok i nie zapowiadało się, żeby miał szybko zejść na zawał (wbrew oczekiwaniom Heather) albo żeby ktoś go subtelnie zdjął. Jakiś radziecki agent z mocą...z jakąś tą mocą, radioaktywną albo alkoholową.
Lars rzadko myślał o śmierci, jakby nie chcąc dokładać do swojego mało sympatycznego wizerunku oskarżeń o wspieranie - wymarłej już - subkultury emo. Tego jeszcze brakowało, gdyby na czarnym swetrze pojawiła się naszywka z czachą a jego wielkie oczy podkreślił eyeliner. Aż się wstrząsnął, strzepując popiół na podłogę i patrząc na niego przez dłuższą chwilę, żeby nie puścić z dymem swojej ukochanej szkoły i obiektu badań.
Który był szczery. Podirytowany, ale szczery, więc Lars odrobinę się zawiódł - zawsze liczył w takich sytuacjach na jakieś pikantne szczegóły - ale nie okazał tego po sobie, krzyżując chude nogi w czarnych (ofc) dżinsach i nie spuszczając z Aleca oczu.
- Może. Jesteście podobni. To znaczy, że nie podobasz się też sobie - przedstawił swoją wspaniałą tezę, prawie sobie przyklaskując i zaciągając się mocno, trochę jak nowoczesny Freud, jego idol. - Masturbujesz się z myślą o kimś z tej szkoły? - kontynuował swój popieprzony wywiad ze skrupulatnością jakiegoś wieloletniego gliny, dopalając papierosa do końca i mnąc filtr w palcach, zauważając jednocześnie, że Guillaume jest jakiś nieswój. Smutny, zaniepokojony, zły? Zmarszczył brwi, jakby liczył na to, że jego moc zmieni się zaraz w jakąś związaną z rozpoznawaniem emocji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alec Guillaume
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Luksemburg
Liczba postów : 249
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: BIURO RZECZY ZNALEZIONYCH   Wto Kwi 23, 2013 7:48 pm

Z Alciem był taki problem, że przejmowanie się, to takie intensywne, powodujące siwienie, krzywicę i jakieś inne niezbyt wesołe efekty uboczne, u niego zazwyczaj nie występowało. Owszem, zdarzało się, że się martwił czy zda (i to nie dlatego, że był debilem, a po prostu niektórzy nauczyciele zbyt poważnie brali do serduszka zasadę o co najmniej pięćdziesięcioprocentowej frekwencji na zajęciach), albo co się stało z kartą kredytową na wczorajszej imprezie, ale to były małe troski, które niezbyt wpływały na ogólną idyllę jego egzystencji.
Dlatego właśnie mały, gimbolski emocjonalnie Guillaume, nie umiał sobie radzić w sytuacji stresowej, a takową na pewno było realne zagrożenie wciśnięciem w garnitur, poskromieniem włosów (o zgrozo) i koniecznością rozmów wysokich lotów na poważne tematy z ważnymi osobami Europy i nie tylko. Może po cichu liczył że się zanikotynizuje na śmierć? Albo, że spadnie na niego tona ubrań z chwiejnej konstrukcji nieopodal wzniesionej? Mimo wszystko chyba wybrał wyjście pierwsze, bo choć powoli zaczynało go skręcać i naciągać na wymiotowanie smołą, to odpalił kolejnego papierosa, ledwo zgasiwszy poprzedniego (wśród jakiś dwunastu innych z ostatniej godziny).
- Niespecjalnie się nad tym zastanawiałem. To Laura zawsze była od panikowania jeśli mówimy o prezencji - zaśmiał się, wprowadzając dym do płuc. Którym o mało się nie zakrztusił usłyszawszy mało subtelne pytanie Larsa (jakby kiedykolwiek doceniał takie wartości jak subtelność, wyczucie i klasa). - Nienawidzę, gdy zaczynasz się bawić - uśmiechnął się z błyskiem w błękitnym oku, ale też zaczął się zastanawiać. Smutne, ale odpowiedź od razu wyklarowała się w jego umyśle.
- Tak... - zawahał się, jednak pytanie nie kazało mu wymienić żadnego konkretu, z czego się ucieszył. Z taką gromadką wiecznie napalonych Lisic piętro niżej niż pumciowy akademik, masturbacja wydała mu się w tym momencie żałosna. Peszek.
I jakoś tak wyszło, że kolejny raz brak ogarnięcia Aleca znajdował swoje ujście. Bo poczuł tylko to śmieszne coś w sobie, co informowało go, że jest już za późno by cokolwiek powstrzymać, bo mu się prowokacja cudzej podświadomości włączyła, że aż wnikliwiej zaczął Larsa obserwować oczekując jakiegoś ciekawego wybuchu dyktowanego ukrytymi zamiarami.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lars Eisenberg
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 21
Skąd : Lucerna
Liczba postów : 205
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: BIURO RZECZY ZNALEZIONYCH   Nie Maj 12, 2013 11:15 am

- No tak, Laura - powiedział, wywracając wielkimi oczami tak, że błysnęły mu białka i przez chwilę wyglądał jak ofiara epilepsji, po czym powrócił do zwykłego, uporczywego spojrzenia. Obydwaj doskonale rozumieli panienkę Guillaume, na pewno jej bliźniak lepiej, ale Lars mógł z pełnym przekonaniem stwierdzić, że on poznał ją lepiej. Przynajmniej w niektórych aspektach. Łóżkowych. Bo skoro się Alecowi nie podobała, to kazirodztwo odpadało. Nudy. Zero akcji. Nic się nie dzieje.
Lubił pikantne historyjki, dodawały temu zamkowi jakiegoś cudownego pieprzu, kręcącego w nosie i wzbogacającego te same potrawy na jadalnianym stole. Wyciągał je z ludzi bezpośrednio i z radością złośliwego chłopca, wrzeszczącego pod oknem starszych sąsiadów o szóstej rano, w sobotę, waląc przy tym jakimiś wiadrami. Nie robił tego z niechęci do ludzi, ale dla własnej satysfakcji. Musiał mieć jakieś stymulujące wydarzenia i historie w zasięgu wzroku (i słuchu), żeby sobie na nich wyrastać jak wyjątkowo wychudzona huba. Albo inny pasożyt.
Zgasił papierosa o drewno, ostatniego już, wystukując długimi pajęczymi palcami rytm o zakurzoną podłogę i z szerooookim uśmiechem kota z Chesire przywitał odpowiedź Aleca. Odrobinę zawstydzonego, z urażoną dumą? Oczywiście, że Lars wchodził z butami w najbardziej intymne i żenujące rejony ludzkiego życia, od tego właśnie był i to najbardziej mu się podobało.
- O kim wtedy myślisz? - spytał od razu, dalej z tym uśmieszkiem, już nie mogąc doczekać się odpowiedzi i... poczuł coś dziwnego, jakby nerwy napięły mu się jak postronki, jakby umysł zaczynał mu drżeć i jakby stał się rozpędzonym ferrari, wszystko cudnie i gra, ale nie może zahamować, a zbliża się z wielką prędkością do betonu. Nieprzyjemne uczucie, trochę zadławiło go w gardle, ale tylko na chwile, bo potem już wstawał a sekundę później wsuwał dłoń w długie włosy Aleca, chwytając je tuż nad karkiem i ciągnąc jego głowę w górę, do swoich ust.
Ale nie było żadnego pocałunku, nieco spanikowany wewnętrznie mógł się zatrzymać w tej ostatniej chwili. Nie mógł jednak zamknąć ust. - Mam nadzieję, że o mnie - powiedział, odruchy, myśli spływające na język i krtań. Potworne uczucie braku jakiegokolwiek panowania i hamulców, jednak moralności jako takiej się trzymał.
To uczucie pchało go dalej, ale zaczynało słabnąć, odsunął się od niego szybko, nie czując paraliżującego wstydu tylko dlatego że był a) śmiertelnie zaskoczony b) wybity z rytmu c) po prostu sobą, mało przejmującym się czyimiś opiniami. Kto mocą się bawi, od mocy ginie i Eisenberg doskonale to teraz zrozumiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alec Guillaume
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Luksemburg
Liczba postów : 249
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: BIURO RZECZY ZNALEZIONYCH   Sro Maj 15, 2013 3:40 pm

Nie mógł się nie zgodzić, że jego siostra była bardzo specyficzną personą, czy to brylując na szkolnych korytarzach, czy dowodząc oddziałami Uprzejmych Panienek (ehe), czy rzygając do jego kibla gdy Panienki zbyt zaszalały po imprezie dobroczynnej. Jakoś wtedy nie czepiała się o powyciągane t-shirty, aprobując jeden z wielu jako piżamkę. I do tej pory serio nie myślał o niej jakkolwiek inaczej niż właśnie bratersko-siostrzanie, jako o bliźniaczce z jednego łona i drugiej połówce, której nie musi chłodzić w lodówce. Wszystko jednak przez przeklętego Eisenberga i chore wywiady. Jeszcze kiedyś będzie przez to wydawał miliony monet na specjalistycznych psychologów.
A jednak to jeszcze nie była chwila by myśleć o Laurze w kontekście masturbacji, a pytanie było jasne. I nie mógł skłamać. Po prawdzie to odpowiedź w jego głowie pojawiła się szybko, jeszcze szybciej zastąpiona przez drugą. Rozchwiana emocjonalnie Lisa z całym wachlarzem dziwacznych zachowań niezbyt mu się podobała, jednak jego myśli częściej wędrowały ku tej długowłosej Sokolicy przez którą prawie zemdlał na korytarzu i niestety nie dlatego, że miała takie świetne nogi. Freja.
- Poznałem ostatnio taką laskę. Sokolica. Freja. Podejrzewam że ma jakąś moc omdleń czy coś takiego - zdążył odpowiedzieć, ale nie był pewny czy Lars odbiera bodźce słuchowe. Jakiekolwiek w sumie. Bo oczy rozbłysły mu czymś pierwotnym, choć nie zwierzęcym; czymś co już znał dobrze, ale podejrzewał, że Lars niekoniecznie. Pohamował grymas, gdy ścisnął mu w garści włosy, na rzecz uśmiechu. Tego charakterystycznego, a'la złośliwy chochlik.
- Schlebia mi, że właśnie to Ci chodzi po głowie, Eisenberg - powiedział, zaczynając się śmiać i wstał, gdy Lars postanowił się odsunąć. Okazuje się, że zaskakująco mało Alec myślał o sprawach tego typu, jakby był krypto odludkiem. A jednak się nie pocałowali - i znów uruchamiał się krypto odludek, bo nawet się nie zastanawiał czy żałował. - Ciekawe co jeszcze tam masz w podświadomości. Przepytujesz mnie dalej? - spytał prawie znudzony, jakby w ogóle nie przeszkadzało mu to intymne śledztwo. I napastowanie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: BIURO RZECZY ZNALEZIONYCH   

Powrót do góry Go down
 
BIURO RZECZY ZNALEZIONYCH
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Antidotum - wydanie wielkanocne. #3
» Kilka pomysłów na poprawienie bzdurnych rzeczy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elite School in Switzerland :: S T . B E R N A R D :: ST. BERNARD :: SKRZYDŁO WSCHODNIE :: II PIĘTRO-
Skocz do: