Elite School in Switzerland


 
IndeksRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 POKÓJ NR 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 02/03/2013

PisanieTemat: POKÓJ NR 2   Sob Mar 09, 2013 12:59 pm


(obrazek przykładowy, do dowolnej zmiany)

POKÓJ TEN ZAMIESZKUJĄ:

1) Hannah Schrödinger
2)
3)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hannah Schrödinger
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Wiedeń
Liczba postów : 40
Join date : 06/04/2013

PisanieTemat: Re: POKÓJ NR 2   Pią Kwi 19, 2013 8:05 pm

Biedna Hania, po tym, jak ujrzała Maxa świetnie bawiącego się w towarzystwie innej dziewczyny, ledwie ogarnęła swoją wewnętrzną rozpacz, dół, niemal tak głęboki, jak Rów Mariański, również z trudnością pożegnała, tak więc generalnie można by rzec, że miała się, delikatnie rzecz ujmując, nie najlepiej. Długotrwały kryzys psychiczny i ocean wylanych łez niestety pozostawiły po sobie ślad…
Nie no, dobra, koniec tej głupiej opowiastki, w którą zapewne i tak nikt nie uwierzył. A przynajmniej ci, którzy pannę Schroedinger znali. Wiadomo, była tylko nastolatką, czasem głupiutką, pomimo swojego wysokiego IQ (8D), bo każdemu zdarza się raz kiedyś „moment blond”, ale jednak na tyle ogarniętą, by w takiej sytuacji nie popadać w histerię i nie robić z siebie ofiary, albo gorzej - męczennicy. Ot, stało się, standardowo poleciał mały foszek, Max poszedł w odstawkę, ale kondycja psychiczna Hanki była jak najbardziej w dobrej formie. Żadne zakłócenia w postaci ona – faceci, nie mogły tego zmienić. Chłopak robił, co chciał, szalejąc do woli i najwidoczniej wypadało to zaakceptować, najzwyczajniej w świecie zapominając o tym, że kiedykolwiek, cokolwiek mogłoby pomiędzy nimi być. Bo w mniemaniu młodej Schroedingerówny z kimś takim, póki co, nie warto było budować dłuższych związków, bo przecież szkoda nerwów. Nie zmieniało to co prawda faktu, że nie potrafiła o nim „od tak” zapomnieć, ale tę kwestię póki co można przemilczeć.
Kiedy więc Hannah dostała od Maxa wiadomość z propozycją spotkania (w sumie została postawiona przed faktem dokonanym, noale), nie zgodziła się od razu, bo sama nie była pewna, czy chce go widzieć. Och, takie tam kobiece niezdecydowanie… W gruncie rzeczy wiedziała, jak się to spotkanie skończy i wcale nie miała na myśli tego, co zapewne mieliby wszyscy inni. Finał byłby taki, że on usilnie starałby się ją przekonać, że nic wielkiego się nie stało i zupełnie nie rozumie, skąd u nie ten cały foch z przytupem i melodyjką, a na co ona upierałaby się przy swoim, by ostatecznie tylko zirytować i siebie samą i Maxa przy okazji. Z drugiej jednak strony jakiś wewnętrzny głosik usilnie namawiał ją do tego spotkania, wmawiając jej, że przecież pragnie ujrzeć jego mordkę, więc po co się waha? Odwieczna walka serca i rozumu, którą w 90% przypadków wygrywa to pierwsze, niestety (albo stety?).
Przejdźmy jednak do sedna – co zapewne nie pozostawia żadnych wątpliwości, Hania znalazła się w tej większej grupie, u których rozum zawsze przegrywa, a co za tym idzie, raczyła w końcu powiadomić pana Buckleya, że przyjmie go w swoje skromne progi. Mogła go tak na dobrą sprawę spławić i zaproponować spotkanie np. w jakiejś opuszczonej sali, ale była na tyle serdeczna, że mimo wszystko pozwoliła mu wpaść do siebie do pokoju, bo jej szanownych współlokatorek akurat nie było i bardzo prawdopodobnym było, że one same nie wiedziały, kiedy wrócą, biorąc pod uwagę, iż był piątek, weekendu i melanżu początek. Tak więc Hania i Maxiu będą mieli świetną okazję do tego, by po raz kolejny na spokojnie POROZMAWIAĆ (i nie dojść do żadnego kompromisu, nie oszukujmy się).

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Max C. Buckley
Uczeń
avatar

Skąd : Londyn, Anglia
Liczba postów : 53
Join date : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: POKÓJ NR 2   Pią Kwi 19, 2013 10:14 pm

[dwa dni po wizycie u Sanki, kilka dni po owym ujrzeniu go z inną, bezczel]
Tego dnia Max po prostu nie miał nic do roboty. Postanowił znowu pomęczyć Hankę smsami, by w końcu ogarnęła swoje cztery litery, które nie ukrywajmy, Maksymilianowi się podobały. A jemu rzadko co się podobało, bo mimo iż miał koleżanki, przyjaciółki, jakieś tam kochanki, co tylko zaspokajały kiedyś jego potrzeby, bez większych zobowiązań, bo jak tu się wiązać mając osiemnaście lat, był wybredny. I tyle. Miał wiele marzeń, ukrytych fetyszy i niestety, nie każda spełniała kryteria. To jak z deserem. Musiał być ten jeden, wyjątkowy, bo jak się już spróbowało wielu, to ma się wyrobiony gust i opinię, który jest najbliższy ideałowi. Tym najbliższym była Hanka, ale jej nie powie, bo jeszcze wpadnie w samozachwyt i ucieknie do tych swoich Węgier, czy skąd ona tam dziewojka, do jakiegoś innego. A tego to by biedaczysko nie zniósł. On sam nie łamał serc, nie specjalnie oczywiście! To dlaczego ktoś miałby mu złamać? Niewdzięcznicy są wśród nas? To nie było tak, że robił nie wiadomo co z tą dziewczyną. Po prostu źle to zinterpretowała, a nawet jeśli, to nie byli związani. Ba, nawet nic na to nie wskazywało, bo ona to uparta bestia i ciągle go miała za dupka i pajaca, który podrywa. Masz Ci babo placek. Nie dogodzisz tej dziewczynie, nawet jak się będziesz starał.
Postanowił jednak nie poddawać się i nawet jeśli będzie musiał się ulotnić, trochę ją pomęczyć. Nie będzie tak, że to ona się nim bawi i rozdaje karty. Oj nie. On musiał o czymś decydować, był facetem, duma i te sprawy. Niektórzy rozumieją. Napisał jej więc, by nie narzekała i że niedługo się pojawi u niej. Czy miał zamiar zabrać do niej słoik nutelli? Nie. Miał ostatni, ale w końcu, gdy już ubierał czysty t-shirt postanowił wziąć małe cudo i pójść do niej z dwoma łyżeczkami i czekoladowym niebem w słoiku. Wyszedł z pokoju, zamykając go na klucz, bo nikogo nie było i skierował się do sypialni Hanki, mając nadzieję, że nie ma rozchichotanych koleżanek. Boże jak ich nie lubił. Ale gdy nie słyszał żadnych śmiechów na korytarzu odetchnął z ulgą. Nie pukał, po co, nacisnął klamkę, mając nadzieję, że otwarte są drzwi i wszedł.
- Cześć moja piękna, niedostępna, która mnie nie kocha!- Zawołał na progu, jak zwykle robiąc z siebie debila, ale co tam. Podszedł do jej łóżka, postawił mały słoik nutelli na szafce i dwie łyżeczki, uśmiechając się do niej. - Ostatni, znaj moje miłosierdzie, najdroższa. - Nastawił się do jakiegoś buziaka, no bo się namęczył idąc tutaj! A wcześniej musiał się umyć po treningu, ubrać i jeszcze myśleć, czy dać jej swoją rozkosz czy nie! A to naprawdę wielki wysiłek!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hannah Schrödinger
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Wiedeń
Liczba postów : 40
Join date : 06/04/2013

PisanieTemat: Re: POKÓJ NR 2   Pon Kwi 22, 2013 9:02 pm

Oczywiście zanim szanowny pan Buckley dotarł do pokoju Hanki, zdążyło minąć TROCHĘ czasu, w którym dziewczyna zdążyłaby trzy razy posprzątać szafę, wziąć prysznic i jeszcze cztery razy zmienić strój, no ale Max był w końcu facetem, więc właściwie nie było się czemu dziwić. Jednak nadeszła ta długo wyczekiwana chwila, kiedy drzwi pokoju numer 2 otworzyły się z cichym skrzypnięciem, a pojawił się w nich bożyszcze nastolatek, zamieszkujących mury St. Bernard, najlepsze ciacho w szkole, najprzystojniejszy facet w promieniu 21452 kilometrów etc., aż serce Hanki mocniej zabiło na jego widok. Foszka co prawda miała solidnego na tegoż przedstawiciela Pum, ale to nie przeszkodziło wcale upierdliwym motylkom, pasożytującym w jej brzuchu znów dać o sobie znać. Trzeba było przyznać, że aparycję miał chłopak naprawdę niesamowitą, jednak zostawmy tę kwestię, o której można by się godzinami bez sensu rozwodzić, a wróćmy do konkretów. Jak już było wspomniane, Schroedingerówna miała dylemat, czy w ogóle w tym momencie ma ochotę oglądać tę śliczną mordkę, ale kiedy okazało się, że jej właściciel przyniósł ze sobą słoiczek Nutelli, czyli towar deficytowy w szkole (serio, łatwiej było złapać kogoś z zielskiem w kieszeni, niż tym czekoladowym cudem!), Hania raczyła się nieco rozchmurzyć, dla zasady nie dając tego po sobie poznać. W jej jasnych oczach błysnęły co prawda radosne iskierki, a mimo tego na twarzy nie pojawił się nawet ślad uśmiechu. Żeby nie było, że nie jest zła, że jej już przeszło, od razu przywitała Maxa w bardzo uroczy sposób, w jaki zapewne chłopak chciałby być powitany: – To nie stodoła, więc z łaski swej nieprzymuszonej naucz się wreszcie pukać. – powiedziała to głosem tak śmiertelnie poważnym, jakby biedny Buckley właśnie co najmniej drzwi wywarzył, a nie po prostu (względnie) kulturalnie wszedł, ale foch to foch. Jak oczywiście można się było spodziewać, jego słowa a propos tego, że jest niedostępna i pozbawiona serca puściła mimo uszu, tak samo, jak zignorowała nadstawiany przez Maxia policzek. Tzn. może nie do końca go zlekceważyła, bo nie omieszkała się dorzucić kilku złośliwych słów na ten temat, jednak nie uraczyła chłopaka buziaczkiem. – Bardzo seksowny masz policzek, ale mógłbyś się ogolić i pozbyć tego okropnego pryszcza z jego środka, bo straszysz dzieci na korytarzu. – żadne górnolotne docinki to zdecydowanie nie były, ale takie należało zachować sobie na później. – Ale dzięki za okazane mi miłosierdzie. – zgodnie z zasadą „jak Ty komu tak on Tobie”, skoro Max mógł bez pytania wpakować się do pokoju Hanki, ona bez zawahania niekulturalnie chwyciła słoiczek z czekoladowym skarbem, łyżeczkę i rozpoczęła, póki co, samotną konsumpcję, bez zamiaru podzielenia się z towarzyszem. Taka była z niej podła bestia! – Co słychać u Twojej nowej koleżanki? – młoda Schroedinger nie byłaby sobą, gdyby zaraz na wstępie nie poruszyła tej drażliwej kwestii, która parę dni temu poróżniła tę dwójkę. Max udawał, że nic się nie stało, Hanka mu nie wierzyła, bo swój rozum ma i wie, co widziała, więc o żadnych kompromisach mowy nie było. Cud musiałby się wydarzyć, żeby doszli do porozumienia, naprawdę. I ona wcale nie wyolbrzymiała, co usilnie starał się wmówić jej Buckley. Jasne, razem nie byli, ale Hannah miała wrażenie, że wszystko do tego zmierzało, a tu taki, kolokwialnie mówiąc, zonk. Ech, facet to jednak facet. Najchętniej Schroedingerówna potraktowałaby swojego niewiernego kochanka łyżeczką, którą akurat trzymała w rękach i skrzywdziła jego uroczą twarzyczkę, ale na takie zabawy zapewne jeszcze przyjdzie pora, jak ów nieszczęśnik skutecznie wyprowadzi ją z równowagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Max C. Buckley
Uczeń
avatar

Skąd : Londyn, Anglia
Liczba postów : 53
Join date : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: POKÓJ NR 2   Pon Kwi 22, 2013 9:44 pm

Oj tam, oj tam, od razu, że niby się tak guzdrał. Oczywiście, musiał się jakoś postarać i wyglądać dla niej, ale żeby od razu wieki na niego musiała czekać, to nie. Wyolbrzymiała, albo czas jej się tak dłużył w oczekiwaniu, że nie ogarniała zegarka. Nie musiała go tak bardzo klasyfikować. Był facetem, co z tego. Ona laską, jakby ją zaprosił na romantyczną kolację godzinami by się przygotowywała, a on musiałby biedny czekać! Coś za coś, niech poczuje ten smak. On też nie chciał pokazywać, że się cholernie cieszy na jej widok. Stał lekko uśmiechnięty, jak zwykle przygotowany do droczenia się i żartowania z biednej Hani, ale cóż, taki charakter i chyba takiego (prócz jego wspomnianego cudownego wyglądu) go kochała.
- Oj przestań marudzić, mogłem w ogóle nie przychodzić, jak masz zamiar się tak zachowywać. Przejmujesz cechy rozkapryszonej księżniczki? - Mruknął i zmrużył oczy. - Sama sobie pukaj, ja nie mam zamiaru Wasza Wysokość.. - Ukłonił się teatralnie. Nie znosił, gdy ta zaczynała mu coś wytykać, nawet żartobliwie, on od razu się burzył i przygotowywał swoją gadkę. Atak to atak, a ona ostatnio bardzo działała mu na nerwy. Serio. Nie mógł sobie wyobrazić jak długo to jeszcze potrwa. Nie chciał. Skoro miała robić mu fochy, to on też się fochnie i tyle dobrego z ich związku, czy tam przyszłości, do której nieudolnie dążą, kłócąc się o byle gówno. - Tak, widać i to Ci przeszkadza, więc nie będę się golił i nie umówię się do kosmetyczki na poprawę stanu swojej cery, skóry, czy co one tam wam robią. - Mruknął. - Jak Ci się nie podoba, to sobie zmień obiekt westchnień, na mniej pryszczatego i zarośniętego, - Pokazał jej język i pokręcił głową. No skoro nie chciała go całować, to on się prosić nie będzie. Patrzył tylko jak pałaszuje sama nutellę łyżeczką. Stanął pod ścianą i westchnął cicho, krzyżując na piersi ręce. Obserwował ją dłuższą chwilę. Lubił to.. lubił ją, zacznijmy od tego, ale jej nie powie. Nie zamierza, dopóki go nie zmusi. Ale jak widać, miała bardzo dobre pomysły na wyduszenie z niego informacji.
Po chwili zaczął się temat tego co było. Miał nadzieję, że już skończyli, ale nie. Ona dalej brnęła w swoje, w to bagno, z którego ciężko było wyjść. Szczególnie im. Oboje czuli motyle, które chamsko paradowały w ich brzuchach, siejąc zamęt. Ale też powodowały, że oboje chcieli się bardziej kontrolować, jakby był jakiś strach związany z ich związkiem. Do którego oczywiście nie doszło, bo panna wielce niezdecydowana i nie mówiąca czego tak naprawdę chce, musiała zobaczyć go z inną, jak się przytulał i zrobiła wielką awanturę. Foch forewerewerzerolof, melodyjki, przytup i tak dalej. Wkurwiało go to już. Miał nadzieję, że sobie ułoży życie, ale nie. Jak widać. No dobra, był niezdecydowany i pewnie pięćdziesiąt procent winy jest jego, ale naprawdę nie potrafił długo stać w martwym punkcie.
- Znowu zaczynasz. - Westchnął i opuścił głowę. Spojrzał na swoje trampki i zaśmiał się. - Wiesz co.. dobrze, całkiem nieźle. Przynajmniej tak cholernie nie marudzi jak Ty! Ogarnij się Hanka, czego Ty właściwie ode mnie chcesz? - Podszedł do niej i spojrzał jej prosto w oczy. Nerwy zaczęły puszczać. - Jestem tu! Na Twoje zawołanie, a Ty tylko zobaczyłaś mnie z inną. Przytulaliśmy, całowałem ją w policzek, to nic takiego.. jakbyś nie zauważyła do każdej zwracam się ' Słonko', 'Kochanie', czy 'Skarbie', bo wiem, że im miło ! Ale nie.. Ty wielce obrażona, że takie zdarzenie miało miejsce. - Zaśmiał się w tym momencie. - Nie jestem Twój, nie jesteś moja.. czego oczekujesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hannah Schrödinger
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Wiedeń
Liczba postów : 40
Join date : 06/04/2013

PisanieTemat: Re: POKÓJ NR 2   Czw Kwi 25, 2013 7:02 pm

Wszyscy doskonale wiedzą, że kobiety i mężczyźni różnią się właściwie pod każdym względem – inaczej myślą i czują, inaczej kochają i tak dalej. Można by wymieniać i wymieniać. Może i faktycznie w stwierdzeniu, że te pierwsze są z Wenus, a ci drudzy z Marsa, jest jakieś ziarenko prawdy, bo czasami aż ciężko uwierzyć, że to przedstawiciele jednej rasy. Ale koniec tych filozoficznych rozważań, wróćmy do tego, jak ten fakt ma się do sytuacji Maxa i Hanki. Otóż, Schroedingerówna, jak widać mylnie, sądziła, że jeżeli rzeczywiście Buckley coś do niej czuje, to będzie zachowywał się podobnie do niej. Ustatkuje swoje bujne życie towarzyskie, zrezygnuje z obściskiwania się z różnymi niewinnymi dziewczątkami na imprezach, generalnie rzecz biorąc będzie tylko jej i dla niej. Cóż, była tylko kobietą, która jakkolwiek by się tego nie wypierała – marzyła o przystojnym księciu na białym rumaku, który nigdy jej nie opuści i będzie ją kochał aż po grób. Miała co prawda dopiero te siedemnaście lat, ale takie marzenia można mieć w każdym wieku, równie dobrze mając lat pięć, jak i sześćdziesiąt pięć. Takie właśnie nastawienie zaprowadziło Hanię do zbędnego rozczarowania, bo jednak nic nie wyglądało tak, jak sobie wymyśliła. Rzeczywistość była kompletnie inna, sprawy potoczyły się innym torem, niż ona im wyznaczyła. Z tego względu (nie)związek jej i Maxa aktualnie pełen był całkiem niepotrzebnych utarczek, konfliktów, a szczególności fochów z jej strony. Nie warto wspominać o tym, że powód tego wszystkiego leżał nie tylko po stronie marzycielki Hanki, ale i tego, że ani jedno ani drugie nie potrafiło wyznać swoich uczuć. I drama gotowa.
– Mogłeś nie przychodzić, przecież nikt Cię tu nie zapraszał. – burknęła od niechcenia, pakując do buźki łyżeczkę pełną Nutelli. Po takim tekście, jaki usłyszał Max, zapewne każdy normalny człowiek opuściłby pokój, bo Hania zdecydowanie nie popisała się kulturą, ale zostanie jej to wybaczone, prawda? Zirytowane, rozkapryszone księżniczki tak już czasem mają. A poza tym Max doskonale wiedział, że Schroedingerówna w głębi serca wcale nie chciała się go pozbywać, tylko zgrywała taką zimną i obojętną. W odpowiedzi na kolejne stwierdzenie, a propos mniej pryszczatego i zarośniętego obiektu westchnień, Buckley usłyszał znów bardzo budujące słowa z ust swojej obrażonej królewny: - A skąd wiesz, że już go sobie nie zmieniłam? Niczego nie możesz być pewien. – tym razem, dla odmiany, Hanka po prostu wzruszyła ramionami, wychodząc z założenia, że Max i tak jej nie uwierzy, więc nawet nie próbowała dalej go bujać.
Jakież było jej zdziwienie, kiedy ten wiecznie radosny, uśmiechnięty, niewierny ukochany, nagle spoważniał, zmienił miejscówkę i w ułamku sekundy znalazł się przed nią, zamiast dalej stać pod ścianą, we względnie bezpiecznej odległości. Ba, do tego nawet przemówił, nie kończąc tylko na paru docinkach, ale prowadząc dłuższy monolog! Cóż, Hania, zanim zdążyła jakkolwiek zareagować, najpierw musiała pozbierać szczękę z podłogi i zastanowić się chwilę, co odpowiedzieć, byleby tylko nie skończyć na krótkim i jakże wymownym ”yyy”, ewentualnie równie ambitnym ”eee”. Po dłuższej chwili milczenia w końcu udało jej się sklecić kilka sensowniejszych słów: – Skończyłeś, czy jeszcze masz coś do dodania? – w tym momencie młoda Schroedinger naprawdę spoważniała, w duchu prawie się gotując. Nie było jej ani do śmiechu, ani do płaczu, ani właściwie do niczego. Patrzyła się na Maxa jak na jakieś dziwne zjawisko nie z tego świata, z wyrazem twarzy, który większość uznałaby za raczej tępy. Po raz pierwszy serioserio nie wiedziała, co powiedzieć. – Naprawdę, bardzo się cieszę, że jesteś taki miły dla innych dziewczyn i tak dbasz o to, by czuły się dobrze. Wszystkie napalone i śliniące się na Twój widok niewiasty przecież wprost uwielbiają, jak tak mile połechtasz ich ego, więc jak taki altruista, jak Ty, mógłby tego nie zrobić. Może teraz powinnam Ci jeszcze podziękować, że mnie też to mówisz, że mogę poczuć się jak one? Ba, nawet widuję Cię trochę częściej, więc w takim wypadku zapewne powinnam bić pokłony i całować po rączkach! –punkt kulminacyjny wieczoru właśnie nadszedł, a wraz z nim najwyższa pora na stawianie zakładów, które z tej dwójki pierwsze eksploduje z nerwów. – Teraz już chyba niczego od Ciebie nie oczekuję, oprócz świętego spokoju. Szkoda, że wcześniej mnie nie poinformowałeś, że jeżeli polubię Cię trochę bardziej, niż powinnam, to będę i tak zmuszona dzielić się z Tobą z innymi dziewczynami i kto wie, może chłopakami też. Zresztą, o czym ja w ogóle mówię, skoro, jak sam to piękne ująłeś, i tak nie jesteś mój, nigdy nie byłeś, więc sama nie rozumiem, w czym widziałam problem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Max C. Buckley
Uczeń
avatar

Skąd : Londyn, Anglia
Liczba postów : 53
Join date : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: POKÓJ NR 2   Nie Kwi 28, 2013 9:10 am

Matkoświętacozadługipost a z moją weną to Ci go skrócę.
Pewnie, by i się ustatkował, nie podrywał księżniczek, nie oferował swojej pomocy, w zamian za liczne podarunki w formie fizycznej. Ale taki był niestety Max i dopóki nie określili statusu swojego związku, zupełnie jak na fejsie, to nie miała co liczyć na wierność kochanka. Jeśli chciała księcia z bajki, to niestety nie tędy droga, bo on oczywiście raczej był księciem w czarnej zbroi, który pilnował swojego haremu. Nie chciał być wyobrażeniem o cudownych latach, małżeństwie, romantycznych chwilach. Nie pasował do tego obrazka, ale może właśnie dlatego był tak pożądany i atrakcyjny. Wyłamywał się z kanonu księciulków, którzy myśleli tylko o tronie, żonie i władzy. On miał gdzieś całą tą szopkę. Właściwie to dziwił się, że Hanka cokolwiek do niego poczuła (bo on sobie tam czuć mógł do każdej, nie był jakoś ograniczony), była przecież księżniczką jakich mało.Wydawałoby się, że potrzebuje porządnego faceta, a nie jakiegoś gościa co wyrywa panny na swój system grzewczy, który przy okazji lubowała. Nie rozumiał tego wszystkiego. Z drugiej strony, jakby tak patrząc wewnątrz Maksa, to ona była jego ideałem. Ułożona, piękna, no trochę rozkapryszona, ale jaka księżniczka w tym zamku taka nie jest - szczególnie te pseudo panny, które kreują się na królowe, a ani krzty autorytetu nie mają; przy okazji chyba nawet jej koleżanka tak się zachowuje. A przynajmniej Max miał coś takiego w pamięci. Takie to wywlec za włosy i wyrzucić. No ale wracając do Hani. Jak na nią patrzył widział słodką, niewinną dziewczynę. Była naprawdę piękna i pewnie gdyby był choć trochę lepszy już dawno byliby parą. Ale nic nie jest idealne. On zakochał się w pannie, która ma o nim nie najlepsze zdanie, a ona w faceci, który jest dupą wołową i najchętniej to by go walnęła, a potem się tuliła. Dziwne są uczucia, co nie?
- Chcesz, mogę wyjść, o Pani.. - I znowu skłonił się teatralnie, mając dość jej gadki. Nie chciała go? Proszę bardzo, mogła mu powiedzieć. Przecież on był tylko biednym chłopakiem, daleko mu było do doskonałości Schrödinger. Tak, łatwo się wkurzał. Ale całkiem go to wszystko bawiło, widząc ją taką niby oschłą, obojętną i mającą go gdzieś. Tak naprawdę wystarczyło gdyby ją pocałował. Od razu by się zamknęła. Ale Maks jakoś nie miał ochoty całować tej wrednej małpy. Potem jej wybaczy... może. - No to widzisz, trzeba było go tu zaprosić. Gdybym wszedł pewnie jasno byś dała mi do zrozumienia, że jestem Ciebie nie wart. - Prychnął i odwrócił spojrzenie. Znowu się zaczynało. Widocznie ta dwójka nie mogła przebywać przy sobie dłużej niż trzy sekundy, bo zaczynali na siebie warczeć. Ale jak widać, to nie był koniec. Po swoim wywodzie, po którym powinna oczywiście, jego zdaniem, przeprosić i powiedzieć, że nie chciała wcale się tak na niego wkurzać i że rozumie, ona pyskata wkurwiła go niemiłosiernie. On nie był z tych cierpliwych. Nie miał zamiaru czekać w nieskończoność, aż cokolwiek między nimi zajdzie, a skoro ona miała taką postawę, że należy jej się Maks, skoro czuje coś więcej, to sory. Nigdy mu nie powiedziała, że chce, by był tylko jej, niech nie ma pretensji, że będąc wolnym człowiekiem chce kontaktować się bliżej z dziewczynami. Nic nie mówił. Wysłuchał jej i w końcu zaśmiał się.
- Wiesz co Schrödinger? Nie jestem facetem, który po kilku wzmiankach i spacerkach będzie Twój. Nie oczekuje od Ciebie niczego, Ty też nie powinnaś oczekiwać ode mnie. Nie musisz mi dziękować. Szkoda tylko, że nie zauważyłaś jak się zachowywałem wobec Ciebie. Szkoda, że przy tak dogłębnej analizie mojego charakteru i tego co robię nie spojrzałaś na nasze relacje. - Pokręcił głową. Odetchnął kilka razy, by się uspokoić i nie wrzeszczeć. A naprawdę się w nim gotowało. - Skoro jesteś taka zazdrosna to czemu nie przyszłaś i nie powiedziałaś, że Ci się to nie podoba. Robię to od dawna. Ale nigdy, nigdy nie powiedziałaś mi, że chciałabyś mnie mieć dla siebie. Że naprawdę Ci zależy. Stwierdziłem, że jestem wolny, Ty jesteś wolna.. róbmy co chcemy, skoro szanowna księżniczka nawet nie wyraża chęci powiedzenia o swoich uczuciach. Mnie znasz H. ja nie mówię o tym kogo lubię bardziej, ale to widać. - Spojrzał jej w oczy. - Nigdy nie traktowałem innych tak jak Ciebie i wydawało mi się, że to zauważasz. Ale Ty wolisz być zazdrosna i robić mi o to jakieś awantury, obrażać się na cały świat, że odważyłem się dotknąć inną. - Wstał i podszedł do drzwi. - Dostaniesz święty spokój, nie martw się. Nie zabiorę Ci przecież tego. - Uśmiechnął się zjadliwie i już miał wychodzić..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hannah Schrödinger
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Wiedeń
Liczba postów : 40
Join date : 06/04/2013

PisanieTemat: Re: POKÓJ NR 2   Wto Kwi 30, 2013 9:13 pm

... i już miał wychodzić, kiedy rozemocjonowana Hanka, która do tej pory ledwie nad sobą panowała, podobnie jak Max, wreszcie się nieco ogarnęła i powiedziała, względnie spokojnym głosem: – Zaczekaj. – i bynajmniej nie chciała go zatrzymać, by za chwilę obdarować go kolejną porcją obelg, ale też nie miała w zamiarze rozklejenia się i błagania o wybaczenie. Fakt, że sumienie dało o sobie znać, usilnie zmuszając młodą Schroedinger do użycia jednego z trzech magicznych słów, ale póki co jej duma na to nie pozwoliła. – Nie wychodź, porozmawiajmy na spokojnie. Proszę. – i czy powiedzenie, że kobiety są zmienne jak pogoda, nie jest prawdziwe? Zachowanie Hani było po prostu idealnym jego potwierdzeniem. Najpierw nie panuje nad sobą i drze się na biednego Maxa, by chwilę później niemal całkowicie zmienić nastawienie, sugerując bezkonfliktowe rozwiązanie problemu, tak jakby nic się nie stało. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że Hanka nie miała już ochoty dalej wypominać chłopakowi, jaki to z niego potwór, który tak ją skrzywdził, ale wiedziała, że to absolutnie niczego nie zmieni w kwestii ich relacji, Buckley i tak nie weźmie sobie tych słów do serca, a wszystko to tylko pogorszy obecną sytuację. – Poważnie, gdybym powiedziała Ci, że jestem zazdrosna i poprosiła, byś nie zabawiał się z każdą chętną dziewczyną, coś by to dało? Coś mi się nie wydaje. – Hanka w tym momencie zdecydowanie zeszła z tonu, mówiąc wolno i cicho, a w jej głosie dało się nawet słyszeć nutę smutku. – Możesz mnie uznać za cholerną egoistkę, księżniczkę, która nie docenia tego, co ma, ale naprawdę nie zauważyłam, żebyś traktował mnie inaczej, niż inne dziewczyny. Może to wszystko przez zazdrość, która nie pozwalała mi tego dostrzec, może nie, w każdym razie czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, ale wszystko ma swoje granice. Kiedy zobaczyłam Cię te parę dni temu, z NIĄ, coś we mnie pękło. – ogólnie rzecz biorąc Schroedingerówna była twardą babą, bo jak to mówią, na co dzień trzeba być twardym jak orzeszek, a nie miękkim jak kaczuszka, ale w tym momencie, chyba pierwszy raz w życiu jej zachowanie przypominało nieco zachowanie typowej miągwy, których towarzystwa Hania raczej unikała. Co prawda z jej oczu nie popłynęła ani jedna łza, ale wystarczyło, że spuściła głowę, wzrok wbijając w podłogę, a już wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy, który nie może się pozbierać do kupy. – Wiem, brzmi to beznadziejnie, okropnie patetycznie, ale chcę być z Tobą całkowicie szczera…chcę być z Tobą całkowicie szczera, ale jednocześnie nie potrafię powiedzieć, jak bardzo mi na Tobie zależy, jak bardzo pragnę, byś teraz nie wychodził, tylko mnie przytulił. – Przepraszam, że nie umiem rozmawiać o swoich uczuciach, że nie poinformowałam Cię, że chcę mieć Cię tylko dla siebie. Ale skoro teraz to już i tak niezbyt istotne, możemy zakończyć ten temat. To chyba wszystko, co chciałam Ci powiedzieć. Jeżeli dalej masz ochotę wyjść – droga wolna. - chcę być z Tobą całkowicie szczera, i tak to ma właśnie wyglądać w praktyce?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Max C. Buckley
Uczeń
avatar

Skąd : Londyn, Anglia
Liczba postów : 53
Join date : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: POKÓJ NR 2   Wto Kwi 30, 2013 10:42 pm

Spojrzał więc na nią zaskoczony, że w ogóle cokolwiek z siebie wydusiła i chciała by został. Odsunął się więc kawałek od drzwi i kiwnął głową na znak, że zostanie jeszcze chwilę. No oczywiście gdyby znowu zaczęła na niego krzyczeć albo rzucać obelgami, to pewnie by wyszedł trzaskając drzwiami. Ale jeśli chodzi o Hankę on był za miękki. Chciał dać jej jeszcze szanse. A skoro sama chciała, nie musiał się domagać, to czemu nie?
- Nie wiesz co by było. Nie zrobiłaś tego, nie przekonamy się już. Pewnie teraz i tak byś nie uwierzyła mi w to, że zrobiłbym to samo wcześniej. Ale mogę Ci powiedzieć.. gdybym wiedział, że chcesz mnie na więcej niż ukradkowe spojrzenia, wieczorne spacerki i rozmowy, że chcesz mnie mieć dla siebie całego, nie dzielić się - spełniłbym to, bo nie jesteś mi obojętna. Musisz to w końcu pojąć. Nie jestem idealny, jak Ty, czy reszta ułożonych księżniczek i książąt. Mam wiele wad, mam charakter jaki mam, ale jestem wierny jeśli tylko podejmuje się związków. Nie byliśmy nigdy w nim, a szkoda, dlatego nie uważałem mojej postawy za złą. - Pokręcił głową. Spojrzał na nią i chyba nawet się uśmiechnął. Była zazdrosna. To nowość. Jego idealna księżniczka, która starała się mieć wszystko w dupie i robić z siebie niezdolną do wyrażania uczuć panienkę, nagle przyznała się do jednej z największych emocji. Nie dał jednak po sobie poznać, że mu się to podoba. Wiedział, że jest twarda, jak on. Nie płakała, nie była smutna, awanturowała się. Wolała tupać i krzyczeć niż okazać słabość. Oj i tu byli tak bardzo podobni do siebie. I to nie tak, że on nie był zazdrosny. Był, w cholerę, no bo ONA BYŁA JEGO, prawda? Nie jakiegoś gościa, czy gościówy. Była jego, jedyną i bacznie obserwował jej poczynania. Hipokrytą by się okazał robiąc jej taką samą 'awanturę', jaką ona dziś mu zrobiła. Ale nie, on się bardzo pilnował. Jego ograniczenia w okazywaniu uczuć były podzielone. Połowa chciała, połowa była bezwarunkowym przejawem jego charakteru i genów. Takie życie.
- To bądź do cholery. Bądź ze mną szczera, mów kiedy coś Ci się nie podoba, kiedy czegoś chcesz. Zrozum, że jeśli to ma nam pomóc ...to jest to konieczne. I ja też będę szczery. Nienawidzę tych gości, którzy gapią się na Ciebie, próbując Cię poderwać. - Syknął i przekrzywił głowę. - Ale zachowam dla siebie to co bym z nimi najchętniej zrobił. - Tak jej tylko przerwał. Słuchał jej do końca i zaśmiał się. No tak, koniec ich cudownego 'niezwiązku' i zaczynamy żyć realiami. Nie, on teraz na pewno nie wyjdzie i to, że ona stwierdziła, że nie jest istotne to wszystko.. nie znaczy, że on. - Oj zamknij się już.. mam Cię serdecznie dość i tego, że wszystko skreślasz na początku, bo powiedziałem Ci, że oboje jesteśmy wolni. - Przybliżył się do niej, objął ją w pasie, zakładając, że wstała, bo moje niedopatrzenie. I wpił się w jej usta bezceremonialnie. Nie ostrzegał, musiała go przyjąć, ewentualnie walnąć, ale wtedy to by się chłopak w sobie załamał. - Pragnę Cię, do cholery.. - Warknął jej do ucha, nie groźnie, nie był zły. Zaschło mu w gardle, miał chrypę do tego i jakoś samo wyszło, ale miało niezwykły efekt. - I nie wyjdę stąd. Musisz jakoś to znieść. - Spojrzał jej w oczy, unosząc lekko brodę dziewczyny palcami. - Nie istotne jest co było.. istotne teraz co będzie, bo ja nie zamierzam tego tak zostawić. Rozumiemy się?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hannah Schrödinger
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Wiedeń
Liczba postów : 40
Join date : 06/04/2013

PisanieTemat: Re: POKÓJ NR 2   Wto Kwi 30, 2013 11:13 pm

Kamień spadł z serca Hanki, kiedy Max mimo wszystko zdecydował się zostać w jej pokoju, a nie opuścił go z hukiem, po tym, co mu powiedziała. Gdyby to zrobił, zapewne nie byłaby specjalnie zaskoczona, ale wiedziałaby tym samym, że to już definitywny koniec tej bajki i że nie ma już czego szukać u chłopaka, bo generalnie wszystko zepsuła swoim głupim gadaniem. Na szczęście tak się nie stało, Buckley raczył nie wychodzić, a zamiast tego uraczył ją nawet dość długim monologiem, który, mówiąc baaaardzo delikatnie, zaskoczył Hanię. Podczas kiedy ona zarzucała mu tak na dobrą sprawę brak wyższych uczuć, on właśnie udowodnił, że je wbrew pozorom posiada i w rzeczywistości wszystko wygląda zupełnie inaczej, niż sobie Schroedingerówna wyobrażała. Snuła sobie w główce swoje wymarzone bajeczki, później mając pretensje do Maxa, że nie jest idealnym księciem, przy okazji nie dostrzegając, że tak na dobrą sprawę wcale tak wiele mu do niego nie brakuje. A wystarczyło tylko jakiś czas temu usiąść, spokojnie porozmawiać i podzielić się nawzajem skrywanymi uczuciami, a teraz nie doszłoby do tak rozdmuchanego konfliktu. Naprawdę było to takie trudne do zrobienia…? W każdym razie Hanka wpatrywała się w Maxa jak w obrazek, z każdym jego słowem robiąc coraz to większe oczy. Kiedy chłopak zrobił krótką przerwę w swoim monologu, ta rozchyliła usta, by już coś powiedzieć, ale zanim zdążyła to zrobić, uprzedził ją Buckley, kontynuując swoją przemowę. Gdyby nie to, że była twarda, że była świetna w ukrywaniu emocji, zapewne w tym momencie kolana by się pod nią ugięły, z oczu poleciały łzy, a na polikach pojawił uroczy rumieniec. Ale tak się nie stało; dopóki Max nie skończył mówić i nie zamknął hankowych ust pocałunkiem, ona stała jak słup soli. Przynajmniej się zamknęła, tak jak sobie tego życzył, to zawsze jakiś progres. Dopiero po dłuższej chwili młodej Schroedinger udało się powiedzieć ciche: – Rozumiemy. – bo po tym wszystkim, póki co, tylko na tyle było ją stać. Musiała ogarnąć to, co właśnie się wydarzyło, co usłyszała, żeby pozbierać myśli do kupy i jakkolwiek sensownie zareagować, żeby znów na wstępie wszystkiego nie zepsuć. Jedno było pewne – Max nie musiał martwić się o to, że zaraz dostanie w śliczny pyszczek, albo zostanie wyrzucony z pokoju, bo były to ostatnie rzeczy, jakie przeszłyby przez myśl Hanki. – Wiesz, że Cię kocham, Max? – ostatecznie dziewczyna sięgnęła chyba po najodważniejsze słowa, które jednak wspaniale podsumowały monolog Buckleya. Mogła przecież posłużyć się jakimiś skrajnie patetycznymi stwierdzeniami, że nie przeszkadzają jej jego wady, że cieszy się, że jest z nią szczery, że nie chce tego tak zostawić, żeby nie przejmował się ewentualnymi podrywaczami… ale po co, skoro wszystko to zawierało się w tych dwóch słowach? Nie zastanawiała się nawet, jakie mogą być tego konsekwencje, bo skoro teraz najistotniejsza była szczerość – to tak wyszło i już nic tego nie zmieni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Max C. Buckley
Uczeń
avatar

Skąd : Londyn, Anglia
Liczba postów : 53
Join date : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: POKÓJ NR 2   Czw Maj 02, 2013 8:53 pm

No przynajmniej się zamknęła i to było mu na rękę. Nie chciał by marudziła, albo kłapała buźką niepotrzebnie. Pewnie, by mu jeszcze nawrzucała, że zachowuje się jak dupek i nie zważa na nią i jej uczucia. Cholera wie, no takie są laski i czasami gadają po to by gadać. Ale widocznie pocałunek podziałał, usłyszał tylko ciche ' Rozumiemy' z jej ust i wywołało to u niego uśmiech. Naprawdę ją lubił. Bardzo lubił. I cieszył się z zachowanej twarzy. Gdy powiedziała, że go kocha na chwilę zamilkł. Patrzył na nią i jakby wszystko analizował. Przetrawiał jej słowa i swoje, które miał dopiero wypowiedzieć. Nie chciał palnąć głupoty, nie chciał jej urazić, by znowu się obraziła. Ale też nie chciał mówić czegoś - czego nei był pewien. Miał problemy z uczuciami i dziewczyna o tym wiedziała. Jeszcze by się okazało, że wcale jej nie kochał. A on nie chciał łamać serc. Choć czasem było to nieuniknione, ale nigdy perfidnie.
- Mm.. nie wiem, znaczy.. już wiem. - Uśmiechnął się do niej, przesunął palcami po jej policzku, odgarniając jakiś niesforny kosmyk i pocałował ją delikatnie, ale krótko. - Cieszę się, że w końcu mi to powiedziałaś. Bałem się, że jesteś jedną z tych co mają gdzieś uczucia i robią z siebie twarde dziewczynki. - Uśmiechnął się szeroko i po chwili zaśmiał. Objął ją w pasie. - Wiesz, że nie jestem w stanie Ci tego powiedzieć. Nie chce wychodzić naprzód, bo mógłbym Cię zranić. Ale jeśli będę wiedział, co tak naprawdę do Ciebie czuję.. to powiem. - Oparł czoło o jej czoło. Mówił cicho. Jakby nie chciał, by ktokolwiek wiedział o jego uczuciowej stronie. - Jesteś wyjątkowa, jasne? Nigdy w to nie wątp i zawsze pragnąłem Cię mieć przy sobie. Dlatego nie uciekaj po tym do jakiegoś fagasa, bo obije mu mordę. - Pstryknął ją w nosek i kazał iść do łóżka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hannah Schrödinger
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Wiedeń
Liczba postów : 40
Join date : 06/04/2013

PisanieTemat: Re: POKÓJ NR 2   Czw Maj 02, 2013 10:04 pm

Hanka jak wiadomo też specjalnie wylewna nie była, jeśli o stronę uczuciową chodzi, ale w końcu wzięła się w garść, by wyrzucić z siebie to, co już dawno powinna była powiedzieć. Mogła właściwie do tego celu użyczyć nieco innego sformułowania, niż standardowe wyznanie miłości, bo jednak były to naprawdę odważne słowa, których z reguły na wiatr się nie rzuca, ale co się stało, to się nie odstanie. Mimo wszystko liczy się przede wszystkim to, że była w tym momencie w stu procentach szczera, a cała reszta stanowiła aktualnie mnie istotne szczegóły. I wbrew pozorom wcale nie oczekiwała od Maxa, że odwdzięczy się dokładnie tym samym, wyzna, że ją kocha, bo teraz już była pewna, iż nie jest mu obojętna, niezależnie od tego, co zaraz powie. A w gruncie rzeczy ponownie ją mile zaskoczył, sięgając po tak rozbrajająco szczere stwierdzenia. Oczarował ją na tyle, że gdy skończył mówić, na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech, ale oczy, jak zwykle, dla zasady, nawet się nie zaszkliły. Normalna przedstawicielka płci pięknej zapewne wylewałaby właśnie morze łez, słysząc, że jest wyjątkowa, jednak Hanka wciąż twardo się trzymała i raczej nie było najmniejszych szans na to, by kiedykolwiek miało się to zmienić. – Nie wątpię. Ale czy nie ucieknę? Tego nie wiem, bo a nuż znajdzie się taki z seksowniejszym sześciopakiem… – oczywiście znalezienie faceta z lepszym systemem grzewczym, niż ten maxowy, graniczyło z cudem, ale przecież głupio pożartować zawsze można. A to chyba był na to odpowiedni moment. – Ale skoro jesteśmy już przy temacie obijania mordek – mam nadzieję, iż zdajesz sobie sprawę z tego, że ja też potrafię używać przemocy? – uśmiechnąwszy się iście cwaniacko, Hannah puściła Maxowi oczko, po czym, zamiast buziaczkiem, obdarowała go kuksańcem w brzuch. No i koniecznie trzeba dodać, że prawie jak słaba kobieta, dająca się trzymać pod pantoflem, Schroedinger grzecznie powędrowała w stronę łóżka. W końcu od stania bolały ją już nóżki, więc lepiej było sobie wygodnie usiąść. (8 D)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: POKÓJ NR 2   

Powrót do góry Go down
 
POKÓJ NR 2
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pokój przesłuchań
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Pokój medyczny
» Pokój gościnny
» Czarny pokój

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elite School in Switzerland :: S T . B E R N A R D :: ST. BERNARD :: WIEŻA BRACTW :: SOKOŁY :: DZIEWCZĘTA-
Skocz do: