Elite School in Switzerland


 
IndeksRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 DZIEDZINIEC

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 02/03/2013

PisanieTemat: DZIEDZINIEC   Czw Mar 07, 2013 9:50 pm



Zawsze kręci się tu mnóstwo osób, zwłaszcza latem, gdy milej spędzić przerwę na świeżym powietrzu, niż za chłodnymi murami zamku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lars Eisenberg
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 21
Skąd : Lucerna
Liczba postów : 205
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Nie Kwi 07, 2013 4:09 pm

Piękny dzień przywitał Larsa Eisenberga, budząc go upierdliwie głośną rozmową telefoniczną swojego współlokatora, krzyczącego coś do swojej dziewczyny o zdradzie, końcu związku i o zamordowaniu jej - co było na tyle zabawne, że z tego co Lars ogarniał, to owe dziewczę było nieśmiertelne. Nie wytknął jednak tego błędu swojemu przeklętemu koledze, naciągając na głowę cieniutki koc, który jednak nie tłumił dźwięków.
Ani usnąć ani coś poczytać, tragedia w odcinkach, a Lars nie znosił tasiemców. Przynajmniej oficjalnie, bo pod poduszką trzymał całkiem niezły zapas literatury wszelakiej, w którą jednak miał zamiar zagłębić się w sprzyjających okolicznościach.
Po kwadransie wysłuchiwania niesamowitych inwektyw wstał z łóżka, przebrał się w co tam miał pod ręką - dżinsy, podkoszulek, czarny sweter, rodem z piosenek Banany - i wyszedł z pokoju, pod pachą trzymając butelkę soku bananowego i jakąś szmirowatą książkę o sadomasochistach, chyba, nie wiedział dokładnie, poleciła mu to leciwa bibliotekarka, gdy poprosił o coś relaksującego.
Chętnie poczytałby sobie w bibliotece (jakieś spotkanie profesorów, zamknięta) albo na korytarzu (dziki tłum, bo ktoś z mocą panowania nad klonowaniem zabawił się z bractwem Jeleni, z nieogarem w oczach zapychających wszystkie przejścia komunikacyjne) albo w pustej sali (pozamykane na klucz), ale niestety był zmuszony do opuszczenia zamku i wyjścia na zewnątrz.
Siąpiło odrobinę i było chłodno, ale on zawsze wręcz parzył wszystkich dookoła, więc usiadł sobie pod arkadami na drewnianej ławeczce, słuchając spadających z drzew kropel i wiosennego wiatru. Cisza, spokój i piękne okoliczności przyrody - niczego więcej nie pragnął w ten sobotni poranek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Heather Leutzinger
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Delémont, Szwajcaria
Liczba postów : 90
Join date : 05/03/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Nie Kwi 07, 2013 4:32 pm

O odgłosach ze snu wybudzających Heather mogłaby spłodzić czternastotomową sagę. Z sequelem do każdej części i obszerną przedmową; o spisie alfabetycznym i gatunkowym nie wspominając. A homo sapiens to zaiste jeden z przyjemniejszych przyczyn rozproszenia snów.
Dzisiejszego dnia nie była nawet pewna w jakiej grupie (stolarskiej? ptasiej? wietrznej?) powinna się dopatrywać sprawcy. Wystarczyło, że tego dnia o niezdrowo wczesnej godzinie zwlokła się z łóżka, owijając w drodze do łazienki ramiona granatowym kocem i próbując palcami wolnej ręki przeczesać splątane ufryzowanie. Mooocno odbiegające do kanonu piękna. Po dwóch minutach niemego psioczenia na siebie i pół świata z wzrokiem w odbiciu swym upiornym utkwionym, przewędrowała do pokoju, konkretniej - w rejony kaloryferowe, upewniając się czy jest podkręcony na full a okno domknięte ciasno i szczelnie. Gryząc szczoteczkę do zębów wytężyła spojrzenie, zauważając na dziedzińcu, na które okna jej pokoju wychodziły, przygarbioną nad lekturą długą i pochmurną postać. Co dość dokładnie precyzuje aparycję Larsa.
Uchyliła okno i zawahawszy się przez jedną sekundę tylko splunęła pastą wprost na... hmmm. OJ niewiele brakowało. I niemało adrenaliny uderzyło i zagotowało się jej w głowie (przynajmniej tak to czuła), kiedy biała paćka wylądowała na poręczy ławki, na której Lars przysiadł.
- Och, r o m a n t y k - mruknęła, przekonana że Sokół doskonale słyszy jej słowa w tej nieco paraliżującej ciszy pogrążonej we śnie szkoły. Właściwie wydarłaby się z ochotą w miarę możliwości, gdyby uśmiechała się jej ucieczka przez rozwścieczoną lokatorką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lars Eisenberg
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 21
Skąd : Lucerna
Liczba postów : 205
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Nie Kwi 07, 2013 4:48 pm

Właśnie przechodził do konkretniejszych szczegółów książkowej szmiry (NAPRAWDĘ nie spodziewał się czegoś tego pokroju, aż mu zmroziło zęby, które nieprzyjemnie zaczęły drętwieć), gdy usłyszał głośne skrzypienie jednego z zamkowych okien. Oderwał się tylko na chwilę, nieogarniętym odrobinkę wzrokiem rozglądając się dookoła, jednak nie widząc żadnego bezpośredniego zagrożenia przerwaniem spokoju, powrócił do wkręcania się w coraz mniej rozbudowane zdania i jakieś idiotyczne wykrzykniki o świętym Barnabie. Tragedia.
Nie zdążył jednak przeczytać więcej niż pół strony, może to i dobrze, gdy coś świsnęło (bo lecąca pasta powinna świstać? chyba?) i pacnęło na oparcie ławki. Co wywołało w dość skupionym Larsie odruch dość nerwowy, mianowicie zatrzaśnięcie książki i oczywiste spojrzenie od razu do góry - tak, Eisenberg był jedną z niewielu osób, które patrzą na palec, gdy ktoś wskazuje niebo. Albo na odwrót.
Oczywiście z okna wychylała się znajoma czupryna, oczywiście, bo któż by inny ośmielił się zakłócać święty spokój STARSZEGO kolegi o najlepszej średniej w szkole.
-HMM - powiedział elokwentnie i głośno, wykręcając sobie szyję do góry, jednak po chwili zrezygnował z tej wątpliwej aktywności fizycznej, powstając i tkwiąc w pozycji stojącej pod wieżą, dalej z niewygodnie zadartą brodą. Dobrze, że Pumy mieszkały na niższych piętrach i że on sam był dość wysoki, bo inaczej pewnie skręciłby sobie kark. - Zejdź do mnie, odegramy odwróconego Romea i Julię - zarządził, bo naprawdę spodziewał się, że ktoś tak wysportowany jak Heather wbije swoje paznokcie w dziury w murze i za minutę znajdzie się na dole.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Heather Leutzinger
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Delémont, Szwajcaria
Liczba postów : 90
Join date : 05/03/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Nie Kwi 07, 2013 5:09 pm

Flegmatyzm i ślamazarność Larsa od wieków niepamiętnych (jeszcze wtedy kiedy miał blond pasemka. kiedy odkrywała tajniki wirtualnych przestrzeni) była cechą nieodzowną, a teraz zdublowaną tak bardzo kojarzyła się z jej plackiem pasty do zębów, spływającym po rdzewiejącym zdobieniu przy drewnianej ławce. Włożyła szczoteczkę z powrotem do ust, rejestrując zaskakująco dobry (nie prycha? nie warczy? gdzie mord w ogromnych oczętach?) nastrój Eisenberga. Albo zbyt poranny nastrój, żeby mógł być jakkolwiek emocjonalnie nacechowany.
- Oh, ne uhmecha mi się ho 'cale - wydukała z buzią pełną szczoteczkowego włosia i kolejnej partii piany. Wycofała się do ciepełka, zostawiła w łazience to co zbędne i ubolewając, zagryzając następnie w wielkiej konsternacji wargę w miarę pokonywania wewnętrzne ochoty, by okno zatrzasnąć czym prędzej, rzuciła szybkie "zaraz będę" i ruszyła o przestronnej szafy w celu nałożenia na siebie czternastu warstw najcieplejszej odzieży.
- Czytanie na dworze w taką pogodę zawsze nie miało dla mnie sensu - podjęła po czterech minutach, kiedy siedziała już obok Larsa (byle jak najdalej od przymarzającej pasty do zębów) i popełniała swój firmowy błąd językowy. - Ręce marzną, książka wilgnie, tyłek odmarza - stwierdziła z nutą oburzenia w głosie, próbując opatulić wielkie łapska Larsa w zapasowy szalik. Nie wspomniała o samej idei wczytywanie się w jakieś romansidła (zawsze podejrzewała o to Larsa) dla... hmm, rozrywki? J a k t o.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lars Eisenberg
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 21
Skąd : Lucerna
Liczba postów : 205
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Nie Kwi 07, 2013 5:23 pm

Oczywiście był przekonany, że Heather zejdzie do niego w mgnieniu oka. Mimo półtora (?) rocznej znajomości przysposobił tego nadpobudliwego dzieciaka tak wspaniale, jakby razem wychowali się w kawalereczce rodziców Larsa, wyrywając sobie zabawki i bijąc się o stetoskop ojca. Ale nie, nie, nie traktował jej jak swoją siostrę, to była zupełnie inna relacja, której nigdy nie chciał dokreślić do końca. Szufladkować lubił, ale w tym wypadku jakoś się od tego powstrzymywał, ciągle trzymając Heather na zewnątrz. Może za dwadzieścia lat, kiedy ten jej nadpobudliwy rytm życia sprawi, że będzie musiał wozić ją na wózku i czytać jej książki, może wtedy wepchnie ją ukradkiem do komódki z najważniejszymi istotami ludzkimi. Gdzieś obok jego świętej pamięci kota Feliksa, jedynego przedstawiciela gatunku zwierzęcego, którego polubił. Podobnie miała się sprawa z Heather, śmierdzącą pastą do zębów, próbującego związać go szalikiem (oj, oj, oj), z czymś w rodzaju siana na głowie.
Właściwie cała wyglądała jak jakieś napchane ptaszysko, mając na sobie jakieś dziesięć warstw swetrów i Lars dałby się ZABIĆ, że ma na sobie też kurtkę narciarską, gdzieś, pod którąś warstwą wełny.
- Marznięcie w tak ciepły dzień nie ma sensu - odparł flegmatycznie, doskonale wiedząc, że jemu NIGDY nie było w życiu zimno, nawet, gdy w pierwszej klasie jacyś kolesie z LSD wypchnęli go na śnieg w samych bokserkach. Potuptał wtedy trochę i nawet ulepił bałwanka bez żadnej skazy na ciele. Może to jego druga moc, kto wie. - Nie mów brzydko - dodał po sekundzie, krzywiąc się na widowiskowe WILGNIE i dał Heather po łapkach, próbując wyswobodzić się z szalika. - Czytałem o tym przed chwilą. O wiązaniu. Nie skończyło się to DOBRZE - powiedział niezadowolonym tonem, w końcu uwalniając swoje dłonie z jakiegoś pasiastego węża i odrzucając go od siebie, jakby był Nagini albo innym pieroństwem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Heather Leutzinger
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Delémont, Szwajcaria
Liczba postów : 90
Join date : 05/03/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Nie Kwi 07, 2013 5:48 pm

(teraz mam mindfuck bo nie wiedziałam, że "wilgnie" to błąd a chodziło mi "zawsze nie lubiłam" 8D ło. ta. fak)

Uważnym, podejrzliwym spojrzeniem obrzuciła po raz ostatni pastę, jakby chciała odkryć w niej przyczynę owego spektakularnego splunięcia. Przejęłaby się swoim debilizmem, gdyby nie autentyczne autopropsy za celność - metalowy, powykręcany pręt był naprawdę wąski i na łatwy cel nie wyglądał. Zwłaszcza z bliska.
- No... właśnie. Nie ma sensu - wyartykułowała, akcentując samogłoski i nieco... motając się w ciągu myślowym bo... - nie, wcale nie ciepły dzień, przecież... - pokręciła dynamicznie głową, zamierając na chwilę, kiedy próbowała sobie poukładać w głowie faktyczny sens wypowiedzi Larsa. Westchnęła głęboko i z upokorzeniem. - To było chamskie.
Powstrzymana w swych miłosiernych działaniach sama wcisnęła dłonie pod pachy, opierając się pół plecami - pół bokiem o osobę Jego Wysokości i przytupując trzy-centymetrowym obcasem trzewika. Właściwie teraz, kiedy już wyposażona w dwumetrową warstwę ocieplenia była, ten poranek wydawał się całkiem przyjemny i psioczenie na cokolwiek sensu nie miało. Mogłaby spróbować rzucić narzekanie hmmmm.
- Wiązaniu, mówisz...? - uśmiechnęła się parszywie, dostrzegając na horyzoncie nadciągającą falę zbereźnych skojarzeń. - Wiedziałam, że jesteś t a k i. Trzymetrowy mutant nie może mieć normalnych fetyszy - dodała teatralnie wywracając oczyma, czego pewnie Lars dostrzec nie mógł z tej pozycji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lars Eisenberg
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 21
Skąd : Lucerna
Liczba postów : 205
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Nie Kwi 07, 2013 6:13 pm

Niekiedy zastanawiał się, co też go związało z ową niezbyt lotną umysłowo osobą (nie, żeby specjalnie ją hejtował, po prostu...większość ludzi była tak przeciętna mądrościowo jak Heather), jednak nigdy nie mógł dojść do jakiegoś sensownego wniosku, wobec czego zostawił to pytanie bez odpowiedzi, woląc z tej relacji korzystać niż dywagować bez sensu i stawiać na szali swoją towarzyskość, mocno zaangażowaną dzięki znajomości z Leutzinger.
Nawet, jeśli wzdychała przy nim tak cierpiętniczo, jakby co najmniej robił jej tak brzydkie rzeczy, jakie wyczytał w tej taniej szmirze.
- Nie jestem chamski - zaprzeczył od razu, jakby od tej opinii zależało jego życie i lekkim przymrużeniem oczu obserwował jak się kokosi i opiera o niego, przygniatając go odrobinę imponującą masą dziesięciu swetrów, trzech płaszczy i dwóch futer, schowanych za pazuchą. - Po prostu o Ciebie dbam - wyjaśnił najbardziej oschłym tonem, na jaki było stać jego struny głosowe, żeby chociaż odrobinę odciotowić ostatnie słowo, bo również ostatnią (!) osobą, którą można było posądzić o dbanie o kogokolwiek był właśnie Eisenberg. Teraz słodko służący za wygodne oparcie.
- I nie mam fetyszy - zaprzeczył, zgodnie ze swoim stylem przemawiania. Zazwyczaj coś prostował, używając dużo zaprzeczeń i potwierdzeń, cóż, taka moc, która czyniła z niego wesołe wahadełko. -Czy Ciebie kręciłoby - zaczął, otwierając książkę na przypadkowej stronie i czytając obojętnym głosem - związanie kostek u nóg razem z nadgarstkami i obwiązanie talii i polewanie woskiem? - spytał dość naukowo, próbując sobie to zwizualizować. Bezskutecznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Heather Leutzinger
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Delémont, Szwajcaria
Liczba postów : 90
Join date : 05/03/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Nie Kwi 07, 2013 6:54 pm

- Te wasze inteligenckie uszczypliwości - mruknęła, tonąć w szaliku i stwierdzając, że nawet Lars nie wydaje się taki kościsty w tym istnym zgromadzeniu powszechnym swetrów. Napisze kiedyś o tym na blogu... Chociaż Heath nie była pewna czy to dobre przedsięwzięcie promocyjne. Osoba Eisenberga i jego chudości to nie to samo co ploteczki z kręgów LSD, które wyłapała pomyliwszy ostatnio łazienki w skrzydle wschodnim.
Wizja rosnących statystyk popularności bloga jednak rozproszyła się, przygnieciona okropieństwami, które wygadywał Lars, a które brzmiały jeszcze gorzej niż mogłyby, przez ten jego metodyczny, bardzo suchy i lektorskie zdolności ujawniający ton.
- Lars, f u j. I też: a ł a - się wypowiedziała, nie chcąc brnąć w ten temat. Założyła, że podobne wykrzyknienia powstrzymają kolejne dygresje i chęci na brnięcie w temacie. Czasami wyobrażała sobie, jakby to było gdyby Sokół był nieco bardziej... ludzki. Hmm, gorzej - miała takie niejasne i uspokajające ją przeczucie.
- Co do Twoich niby-nie-istniejących fetyszy nie byłabym taka pewna chłopcze - zwątpiła, wykręcając szyję by móc spojrzeć na niego (właściwie dosłownie spode łba) i posłać znaczący, szelmowski uśmiech. - Wiesz, że mogę przypadkiem zobaczyć pod czego wpływem serce Ci szybciej bije w piersi - chociaż nie była to literalna groźba lubiła czasem szantażować niewinnie niespodziewających się podobnej zdolności ludzi. Tak jak wtedy tę praktykantkę, która kłamała lsd'kom że jej piersi są n a t u r a l n e. Taaa jaaasne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lars Eisenberg
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 21
Skąd : Lucerna
Liczba postów : 205
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Nie Kwi 07, 2013 7:38 pm

Miał jedynie Heather zacytować przypadkowy fragment, żeby niejako usprawiedliwić swoje nawiazania do wiązania (osiem-de), jednak jej reakcja dość go rozbawiła (co oczywiście skwitował kamienną twarzą, żadne tam śmieszki, chichotki i łaskotki), więc kontynuował wykład tonem najnudniejszego profesora od historii, którego NAWET Eisenberg nie darzył najmniejszą sympatią. Warto zanotować. - A może - zaczął, kartkując pocieszną książeczkę w poszukiwaniu jakichś ciekawych słów-kluczy, takich jak penis, piersi i inne organy potrzebne do zabawy. - Obwiązanie sznura pod kolanem i przeprowadzenie go między nogami i związanie z obrożą? Na szyi, oczywiście? - zaproponował pod rozważenie, zamykając jednak przeklętą szmirę, bo bał się, co może odkryć na następnej stronie. Wbrew pozorom był bardzo wrażliwy.
Także na groźby, wystosowane przyjacielskim, zwodniczym tonem. Co gorsza, groźby PRAWDZIWE, co Lars mógł oczywiście sprawdzić. Nie wyczuwał w głosie Heather żadnego fałszu, faktycznie mogła ogarnąć, kiedy jego organy wewnętrzne. Co do zewnętrznych - wolał się nawet nie zastanawiać.
- Możesz zobaczyć, ale to nic nie znaczy. Mogę wtedy umierać na zawał. Albo zmęczyć się biegiem - zbił jej genialną teorię, oczywiście zdając sobie sprawę z tego, że to ostatnie usprawiedliwienie jest baaardzo naciągane. Ostatnio BIEGŁ mając lat siedem i pół, potem poruszał się tak jak w wieku obecnym - spokojnym, pewnym, wręcz filozoficznym krokiem, nigdy nie zbliżając się do prędkości światła, z jaką biegali nowocześni ludzie. W miastach to była mordęga, zawsze korkował przejścia podziemne i bramki metra. Na szczęście na tym wygnaniu nikt na niego nie sykał ani nie szturchał parasolem w żebra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Heather Leutzinger
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Delémont, Szwajcaria
Liczba postów : 90
Join date : 05/03/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Pon Kwi 08, 2013 5:52 am

Istniało kilka przerażających - nawet jak na dziwolągowe standardy st.bernardowskie - cech w Larsie, z których nawet ta w najmniejszym stopniu naturalna odporność na zimno nie królowała. Właściwie Heder nie poczuła się wyjątkowo zaskoczona literaturą, jaką dobrał sobie adekwatnie na warunków klimatyczno-wewnętrznych Sokół. Niekoniecznie z racji umiłowania przez reprezentantów tego bractwa, wszystkiego co literkami i cyferkami pokryte (prawdopodobnie wczytywanie się w klawiaturę niosło ze sobą wiedzę, ciekawostki i światłość renesansową), ale przez bardziej średniowieczną aurę, którą chcąc nie chcąc roztaczał w promieniu stu metrów. Wystarczył krótki ogląd sytuacji, przeanalizowanie upiornie poważnej twarzy jego i skupienia, ba! wręcz namaszczenia, z jakim spijał nieszkodliwe informacyjki z tego rozklejającego się poradnika turtur i perwersji, żeby stwierdziła jak idealnie Eisenberg wkomponowałby się w krajobraz wilgotnych, zimnych lochów, z czarnym, spiczastym kapturem na głowie i pochodnią, którą przysmażałby pięty.
Z najwyższym trudem Heather powstrzymała chichot z gardła się jej wyrywający - a w jednej chwili okropieństwa wyczytywane przez Larsa przestały być tak nieznośne.
- Oooch, w Londynie robili nam tak co drugi tydzień - podjęła, szczęśliwa, że przy Eisenbergu nie musi - jak przy większej części facetów - żartobliwy ton wypowiedzi w jakikolwiek niewerbalny sposób podkreślać. - Wiesz, profilaktycznie.
- Jestem całkiem przekonana, że w twoim wypadku długodystansowy pęd, jakieś sześćdziesiąt metrów szacuję, nieodwołalnie wiąże się z zawałem - stwierdziła ze śmiertelną powagą, gryząc się w język, żeby tylko nie zaczynać wywodu na temat stanu zdrowia Sokoła. Odkąd jednak łapała się na tym iż zastanawia się kiedy chłopak dorobi się raka płuc, powstrzymywała podobne dyskusje z racji a)bezsensu b)lekkiej paniki, nietypowej dla jej chilloutowego życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lars Eisenberg
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 21
Skąd : Lucerna
Liczba postów : 205
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Pon Kwi 08, 2013 12:13 pm

Lars bardzo lubił słuchać opowieści Heather o Londynie, o zamieszkach, o rozmowach na wysokim szczeblu i o nerkach tamtejszej dyrektorki. Było to takie okno na inny świat, jako że Eisenberg był za granicą jeden, jedyny raz, w Niemczech, kiedy to musiał wyjechać na jakąś wymianę, jak na wybitnego przedstawiciela podstawówki przystało. Niemieckie dzieciaki pachniały kiełbasą (fe), nosiły dziwne spodenki (fe2) i miały podejrzanie wąsiki (fe3), co automatycznie wpłynęło na złe postrzeganie Larsa całej reszty świata. Kochał Szwajcarię całym sercem i nawet mógłby iść do wojenki o ojczyznę, ale - o wielkie szczęście! - ojczyzna była zawsze neutralna i tym samym chroniła swoje niewinne dzieci.
- Chciałbym zobaczyć Cię w obroży, naprawdę - odparł na to miłe, londyńskie zwierzenie, równie niewinnie. - Mogłabyś być tanią siłą napędową - dodał od razu, żeby wykreślić wszystkie perwersyjne domysły z dziewczęcej główki i ewentualnych podsłuchiwaczy, chowających się za filarami. - Dziwne, że nasz rząd nie zaczął nas jeszcze wykorzystywać. Wyobraź sobie, zamknąć Was, wszystkie nadpobudliwe Pumy w jakimś reaktorze i kazać wam biegać jak chomikom. - rozmarzył się w tej futurystycznej wizji, rozsiadając się wygodnie i wyciągając z kieszeni wielkiego swetra bananowy sok, który z umiłowaniem godnym najdoskonalszego, wieloletniego wina, upił, aż przymykając z rozkoszy oczy. - Bo, widzisz, bieganie jest dla kogoś, kto nie ma do zaoferowania czegoś więcej w postaci UMYSŁU - wyjaśnił tajemniczym szeptem, pochylając się prosto do jej uszka i mając nadzieję, że nie usłyszy tam swojego echo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Heather Leutzinger
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Delémont, Szwajcaria
Liczba postów : 90
Join date : 05/03/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Pon Kwi 08, 2013 12:59 pm

Unosząc wysoko brwi posłała Larsowi pełen powątpiewania w zdrowy rozsądek uśmiech, po czym przeniosła spojrzenie w inne rejony, z zadartym podbródkiem taksując uważnie szarobure niebo w poszukiwania oznak nadciągającego (hope so) przewrotu prawie majowego. Czegoś, co rozpędziłoby chmury i depresje wszelakie (ludzi wokół ofc, raczej nie Heather). Słońca na przykład. Że tak taki ktoś jak Lars musiał mieć to szczęście i w tym tygodniowym zachmurzeniu dostrzec promyk światełka naturalnego, nie lampki, którą przyświeca sobie późną nocą z tymi zboczonymi książkami pod kołdrą.
Fakt, że przytrafiło się to chodzącej ślamazarności był jednym z niesprawiedliwości tego świata.
- Ty sobie tak żartujesz, jakby miało nas to nie dotyczyć - naciągnęła kaptur kurtki na głowę, znajdując sobie wygodne oparcie szyi na ramieniu Larsa. - A ja nie wierzę w to, że dwie szkoły o tej samej nazwie i hmm... przeznaczeniu mogą się różnić tak bardzo w kwestiach traktowania uczniów - stwierdziła, przywołując w głowie wspomnienie kolejnych ograniczeń i represji wytyczanych wobec niej między innymi w Londynie. W tamtejszej szkole krążyły legendy o tym jak literalnie szmalcowano co przydatniejsze okazy dziwności i talentu wprost w rączki kwitnącego rządu. - Będzie to samo, zobaczysz. Może tylko trochę później bo mieszkamy na odludziu i poza murami szkoły możemy zaszkodzić głównie królikom. Słyszałam że kilkanaście lat temu w Hyde Parku wybuchła niezła orgia podczas zawodów sterowanych żaglowców. Jakiś typek był z dzieciakiem i w tłumie nieco... poocierał się o innych.
Wzruszyła ramionami po części bezradnie, po części olewczo. Mimo wszystko lepiej czuła się będąc zagrożonym mutantem we własnym kraju niż na emigracji. Co nie zmienia faktu, że wizja zapierdzielających w plastikowych kółkach Pum wywołała u Leutzinger nietłumione parsknięcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lars Eisenberg
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 21
Skąd : Lucerna
Liczba postów : 205
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Pon Kwi 08, 2013 3:21 pm

- Mnie traktują idealnie, bez zastrzeżeń - odparł od razu, prawie ucinając jej w środku zdania, jednak nie obruszając się ani nie fochając za jej impertynenckie postawienie sprawy JASNO. Oczywiście nasłuchał się o londyńskich zamieszaniach, jakimiś trzecimi kanałami dostawał niezbyt optymistyczne informacje o podobnych sobie osobach (!), ale... brał to raczej jako fikcję. Dopóki nie usłyszał tego z pierwszej ręki a właściwie z pierwszych ust, uważał to wszystko za wybryk wyobraźni nadpobudliwego dziennikarza. Tak jak z tymi wszystkimi książkami, niby brzmi sensownie, niby mogłoby być, ale... nie mógł wykryć w tym fałszu ani prawdy, co dość mocno kopało jego wysokie poczucie własnej wartości. Przecież wiedział WSZYSTKO, nawet to, że Heather faktycznie była PRZEKONANA, że londyńska zaraza przypełznie także tutaj, na koniec świata i środek najbardziej neutralnego kraju.
Co go odrobinę wybiło z rytmu, bo nie zamierzał być zaprzęgany do jakiegoś obozu pracy.
- Ale może tam są ludzie naprawdę POTRZEBNI rządowi. A przecież rządzący....Mają wykrywacze kłamstw. Mają rentgeny i inne biologiczne nowinki i... - zaczął, ale z każdym słowem ogarniał, jak to naiwnie brzmi, więc zamilkł, wyobrażając sobie, jakie piekło mogłoby powstać na ziemskim padole, gdyby dorwać taką Tamari z mocą nieśmiertelności. Albo tego, który panował nad żywiołami. Albo leczącego choroby. Aż go zmroziło, więc popił jeszcze soku i zakręcił butelkę z głośnym...no, głośnym dźwiękiem zakręcanej zakrętki. - Dobra, cofam to, jeśli się ogarną, to mamy przejebane - odparł odrobinę smutniejszym tonem niż zawsze, obejmując Heather ramieniem. - A właściwie ja mam, Twoja moc jest tak użyteczna, jak moc odgadywania wieku przedmiotu dotykiem - pocieszył ją dość lekceważąco, kładąc brodę na jej włosach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Heather Leutzinger
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Delémont, Szwajcaria
Liczba postów : 90
Join date : 05/03/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Pon Kwi 08, 2013 4:27 pm

Lars to nie Lars a Tomasz. I to niewierny. Po ciężkiej szkole życia, dyplomacji i perswazji, którą Heath przeszła w małym, dusznym i nieprzystosowanym do rozprostowania kości gabinecie niecałe dwa lata temu, była w miarę odporna na niedowierzanie i otwarte negacje. Tak jakby ludzie mogli wiedzieć cokolwiek o tym co działo się w krainie babci Elci i ferajny. Po prostu pumcia przełknęła to, że mądrości i pewność pozjadanych rozumów nie zależą od narodowości ale genotypu gatunku ludzkiego i nie wnerwiała się, nawet jak to sam przyjaciel jej takie okropności czyni i każe po raz 123456 udowadniać rację. Jakby miała tatuaż w nietypowym miejscu a on wciąż i uparcie twierdziłby że to zmywalne gówno i kazał sobie pokazywać no.
Milczała więc łaskawie, podrygując coraz energiczniej nogą - zaczynało ją nosić, chyba się obudziła - i nieomal przyklasnęła, gdy pod koniec Larsik powrócił na prawą ścieżkę zaufania i wiary w jej prorocze słowa.
- Aaaaa widzisz! - zachwyciła się. Chociaż nie powinna w związku z taką kwestią. Uśmiechać się z zadowoleniem też nie, ale to naturalny odruch zwycięski był. - Po prostu ludzie muszą myśleć o tym że negatywne konsekwencje mocy też istnieją i to nawet negatywne wobec nich samych... - urwała nie wiedząc w sumie jak ładnie spuentować wypowiedź i jak zwykle dziwnie czując się, gdy sugerowała komukolwiek, zwłaszcza Sokołowi, zwłaszcza takiemu który był Larsem, użycie mózgownicy, skupienie się, zastanowienie nad czymś. Dokończyła więc myśl głośną, treściwą onomatopeją, której wersja pisana nie istnieje, dzięki czemu prędko powróciła do swojego klasycznego wcielenia delikatnej tępoty i zaniku opanowania.
- Nie wiem, może. Ale jakby co to mogę być osobistym bodyguardem, mieć kilka Pum za sobą i r o z k a z y w a ć: ty, walnij w wątrobę, jest w stanie szczątkowym, ty drugi, tamten ma platynę w kolanie to będzie bolało jak kopniesz - huknęła niskim tonem, marszcząc podbródek, ściągając groźźźźnie brwi i kiwając głową - przez co górne zęby Larsa pewnie ostro poobijały się o dolny rząd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lars Eisenberg
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 21
Skąd : Lucerna
Liczba postów : 205
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Pon Kwi 08, 2013 8:06 pm

Czasami Heather brzmiała jak jakaś moralizatorska zakonnica, ale Larsowi to nie przeszkadzało, Lars to wyjątkowo akceptował i przymykał oko na niejakie oczywistości, które mu przed oczami malowała. Rzadko kiedy zdarzało mu się potwierdzać jej przypuszczenia, rzadko kiedy w ogóle zwracał uwagę na to, jak mądrze mówiła, po prostu wyłapując niektóre jej słówka i kodując gdzieś w głowie. Bez odzewu.
To właściwie było nieco autystyczne; ludzie przy Eisenbergu często opisywali kontakt z owym wysokim młodzieńcem jako kontakt ze ścianą albo inną powierzchnią płaską bez zdolności oralnych i intelektualnych. Smutne, bo Lars rozumiał wszystko, ale nie wszystko (i dobrze) wymagało skomentowania, wobec czego wielu uważało Eisenberga za a) aroganta b) idiotę co było c)bardzo głupie z ich strony. Po co strzępić język, skoro można po prostu posiedzieć i chwilę pomyśleć?
- To jaką masz negatywną konsekwencje wobec siebie? Albo ja wobec siebie? - spytał jednak, chętny do dyskusji, mimo, że zaczynało mu być niewygodnie, zwłaszcza, gdy zęby zaczęły mu się trząść nie z zimna, a z hederowskich wibracji, niemiłych jego szczęce.
- Masz charakter blokersa. To straszne. I nie do przyjęcia. - mruknął, odsuwając się w końcu od niej i widząc jej wiercące się nogi tylko zacisnął usta, pewien, że zaraz nastąpi jakiś kopniak albo że Heather za sekundę zniknie za horyzontem, zostawiając za sobą kreskówkową chmurkę kurzu. - Muszę Cię wychować - dodał bardziej sam do siebie, wkładając bezpiecznie sok do przepastnej kieszeni i wstając z ławki, drugą kieszeń obciążając książką, co wyglądało BAAARDZO żulersko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Heather Leutzinger
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Delémont, Szwajcaria
Liczba postów : 90
Join date : 05/03/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Pon Kwi 08, 2013 8:35 pm

Z piorunującym spojrzeniem niepewnej swego losu surykatki Heather oderwała się od Larsa, doświadczając tego paskudnego zapominalstwa dotyczącego ostatnich kilkunastu sekund. Pragnęła w myśli odtworzyć całą swą wcześniejszą wypowiedź, żeby zarejestrować w którym momencie nie wyraziła się wystarczająco jasno, by Sokół (a nawet S O K Ó Ł (pokr.pogr.pokurs.)) jej nie zrozumiał. Wbrew pozorom Heath mało wiedziała o tendencji wysokościowca do wybiórczego kodowania informacji albo najzwyczajniej nie uważała tego za wpisaną w rodowód cechę której się nie wyplenia, nieraz więc moocno się wkurwiała na niego za, tak, aro- i ignorancję.
W tym przypadku jednak odczekała chwilę, pozwalając Eisenbergowi załapać. Nie. Bez powodzenia.
- No... Lars, przecież mówię, że właśnie to - wpieprzanie się zwykłych ludzi a zwłaszcza tych nadzianych - jest nieprzyjemną konsekwencją. Chyba że ty tak lubisz, ale mi tam beztroski żywot na zadupiu odpowiada - wyjaśniła, zadzierając brodę ponownie na wysokości, gdyż podnieść kościsty tyłek się Larsowi zachciało. Nie to, żeby się rozruszać czy na spacerek zdecydować, tylko pewnie szuka inspiracji do wysiłku umysłowego gdzieś w mezosferze.
Uśmiechnęła się pobłażliwie, słysząc blokersową uwagę, ale właściwie nie mogła zanegować. Sporo sensu w tym tkwiło - w końcu sama połamała jako dzieciak pewnie z kilkanaście kości (w tym tylko dwie swoje prywatne. ale to rykoszet był) i mimo że niespecjalnie sympatyzowała z przedstawicielami tej subkultury, podskórnie(!) czuła że byłaby w stanie nawiązać z nimi konkretną konwersację! O najnowszej edycji warcrafta powiedzmy.
- A jak już tak stoisz to mógłbyś wyciągnąć rączkę i zrobić mi parasol, bo jak próbuję patrzeć na ciebie - odchrząknęła, czując się naprawdę idiotycznie z tak wyciągniętą szyją - to mi siąpi na twarz a to jest zimne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lars Eisenberg
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 21
Skąd : Lucerna
Liczba postów : 205
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Wto Kwi 09, 2013 2:16 pm

Nie zamierzał prostować żadnej ze ścieżek Heatherowskiego myślenia, samemu będąc gdzieś dość daleko w przyszłości, a mianowicie w momencie w którym zacznie żałować rozstania z Laurą. Bo to dawało bezpieczeństwo, jakby na to nie patrzeć, bardzo potrzebne takiemu wybrykowi natury. Miała pieniądze, miała poparcie, miała ważną rodzinę, czegóż chcieć więcej? Szkoda, że przy tych wszystkich plusach była po prostu pustą królewną. I że on - gdyby jednak postawił na konformizm - byłby tylko głupim księciem. A te koronowane pojęcia BARDZO do niego nie pasowały.
Tak samo ja rozchorowywanie się, a naprawdę czuł, że coś mu wchodzi w gardło i że nie jest to to co właśnie wyczytał w książce, na całe szczęście. Odchrząknął więc, wkładając ręce w kieszenie (co tylko bardziej je wybrzuszyło) i obrzucił Heather karcącym spojrzeniem, które pewnie zanim trafiło do jej siatkówki, zmieniło się w spojrzenie sympatyczne. Ach, te wady chwały na wysokości.
- Szkoły powinny być tylko dla mężczyzn - podsumował całą konwersację dość sensownie (tylko dla siebie, JAK ZAWSZE), mrużąc oczy bo i jemu coś niebezpiecznie wpadało za kołnierz. Nie znosił natury. Zwłaszcza kiedy bezpośrednio ingerowała w jego strefę intymną. Brr.
- Chodź, zrobisz mi coś do jedzenia - zarządził, odrzucając tym samym propozycję służenia za londyński parasol (chyba powinna się do siąpienia przyzwyczaić?) i złapał ją za rękaw jednego z dwustu swetrów, ciągnąc ją jak niegrzecznego uczniaka za sobą. Probbali w stronę jadalni albo czegoś, gdzie można dorwać coś, co da się spożyć - ot, taka wesoła definicyjka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Heather Leutzinger
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Delémont, Szwajcaria
Liczba postów : 90
Join date : 05/03/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Wto Kwi 09, 2013 2:49 pm

Heath nie dopatrywała się raczej nigdy na siłę hejtu czy drwiny w wypowiedziach innych i jak dotąd podobny przepis na życie sprawdzał się wyśmienicie - dlatego niejednokrotnie sprawiała wrażenie niesamowicie odpornej na krytykę. Co ofc było nie do końca prawdą bo najzwyczajniej w świecie dziewczę jej nie wyłapywało i jedynie mrugało zawzięcie i z uporem wygłodniałego kota. Pumy.
Tak jak teraz, kiedy przez myśl jej przemknęło, że Lars właściwie może mieć rację. W jej głowie wykreowała się cudowna wizja - mężczyźni z nosami w książkach a płeć piękna na wojażach w kapeluszach z ogromnymi, okrągłymi rondami i splocie słomkowym. Prędko odrzuciła tę opcję, bo niepraktyczne byłoby to w czasie surfingu ale, hmm, w tej chwili naprawdę była skłonna przyznać geniuszowską umysłowość Larsa Eisenberga.
- J e d z e n i e. Masz rację. Tak podejrzewałam że to skrzypienie wydobywa się z Twojego organizmu, nie byłam tylko pewna czy to kości czy żołądek - wymamrotała, targana za fraki w stronę ponurego budynku o - co pogarszało jeszcze estetykę generalnie - rozmazanych od upierdliwej mżawki konturach.
Nie podejrzewała Larsa o szczerość intencji, według których to Heath miałaby mu coś upichcić (cóż mistrzem gastronomi to ona nie była). Jeśli jednak faktycznie miał na myśli to co powiedział to czekało ich szaleństwo kulinarne w postaci miski płatków i mleka.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Austin Sommers
Uczeń
avatar

Skąd : American pie
Liczba postów : 10
Join date : 04/04/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Pon Kwi 15, 2013 1:46 pm

Dobra. Jedna skarpetka, druga... druga gdzieś zjebała pod łóżko. Strasznie musiał się nachylić, by ją odszukać. Plecy go dalej bolały, no schodził z tych głupich stopni. A włażenie z powrotem, bo mają dormitoria na wieżach, NA TYCH CHOLERNIE WYŻSZYCH NIŻ INNE, po prostu ręce opadają. Pomyślał o cyckach, no ale nie posiada owych, taki tłusty znowuż nie był i nie mógł sobie pozwolić na odpowiednio trafne wyrażenie tego, jak się czuje każdy, wchodząc po tylu schodach praktycznie codziennie. Schlanych kolegów, przebywających w altanie po północy też jeszcze nie liczył, zresztą wszędzie wieczorami mogło się spotkać, nakryć na czymś nikczemnym. Serio, jakby nie mogli mieć w piwnicy pokoi, wystrój na pewno lepszy i bardziej klimatyczny, wręcz pasujący do tego miejsca i jego sekretów. Sekretów uczniów. Spojrzał na gołe stopy z cichym westchnięciem i włożył krótkie i czyste skarpetki, nakładając następnie ukochane trampki. W japonkach przecież nie wyjdzie, chyba ich nie zabrał, lol.
Szwajcaria niby normalny klimat[?], a nadal działała Austinowi na nerwy. Wolał tą wybredną bicz z Nowego Jorku, gdzie przynajmniej jak już słoneczko przygrzeje to porządnie, a nie będzie się wlec i wlec ze swoim jestestwem. Tak był zrezygnowany humorkami pogody, że zapomniał po drodze gdzie miał zamiar iść. Przystanął na trochę, zasłaniając sobie ręką pizgające po oczach słońce. Taa, okularów też nie wziął, bo sądził, że sezon przywędruje na przełomie maja, a czerwca. Sierota kompletna. No nic, wampierza udawać nie będzie, ale gdzieś w cień przy użyciu kurtki by się przydało posiedzieć. Rozglądając się po terenie i podsumowując krótką wyprawę oczami po dziedzińcu, zdenerwowany przysiadł na środku. Zapowiadało się dosyć fajnie, aż do czasu, kiedy to spadł. Nic dzisiaj nie idzie po jego myśli.
Położył się na całej pojedynczej ławeczce, podkładając ręce pod głowę. Jeszcze źdźbła trawki brakowało. Tak zajebiście filozoficznie by chociaż raz wyglądał. Możliwe, by coś w końcu inteligentnego wysnuł. A tu pustka, zasnąłby, gdyby miał pewność, ze nikt nie dorysuje mu wąsów, albo nie namaluje penisów. Już jedne zmywał i śmierdział zmywaczem do paznokci.


Ostatnio zmieniony przez Austin Sommers dnia Wto Kwi 16, 2013 8:44 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leonie Bennet
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 53
Join date : 03/04/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Pon Kwi 15, 2013 2:32 pm

Leonie po przeczytaniu gdzieś, zapewne w jednej z książek, co za ironia, że krótki spacer pomoże na spracowany i skatowany wręcz historią mózg, postanowiła się do tego zastosować. Nienawidziła takiej pogody, dlatego najchętniej cały swój wolny czas spędziłaby w szkole, byleby tylko nie musieć wychodzić i marznąć. Bo była człowiekiem, który cały czas miał zimne dłonie i zamarzał czując na skórze najlżejszy podmuch wiatru. Głupio by się czuła przykuwając niepotrzebną uwagę, gdyby opatulona we wszystko co znalazła w szafie, wyszła na zewnątrz, dlatego chcąc nie chcąc musiała nałożyć lżejszy płaszcz. Oczywiście pięć innych warstw tym samym skrzętnie ukryła pod spodem. Całkowicie niespiesznie, wręcz flegmatycznie zaczęła przemierzać korytarze szkoły. Jej wrodzone lenistwo sprawiło, że bardzo ucieszył ją fakt, że cały czas musiała schodzić tylko ze schodów. Co prawda z jej super kondycją zmęczy się później niezmiernie, gdy najdzie ją ochota na powrót do pokoju, to jednak uznała, że potem się tym będzie przejmować. Wstyd, bo to asportowe stworzonko dostawało zadyszki, gdy z dziedzińca wracała na wieżę, do swojego pokoju. Odetchnęła jednak, gdy po wyjściu okazało się, że nie jest tak zimno, więc może jakieś pół godziny da radę spędzić na powietrzu, by później znów zakopać się w pokoju, nie mając nic ciekawszego do roboty.
Zmierzała raczej w kierunku jakiegoś drzewa, ewentualnie w miarę czystej ławki, kiedy dostrzegła Austina. Odpuściła więc sobie dalszy spacer i skręciła kierując się w jego stronie. Przystanęła mniej więcej metr przed ławką, przysłaniając mu tym samym swoim cieniem słońce. Powinien jej być za to taki wdzięczny. Przekręciła lekko głowę i uśmiechnęła się pod nosem.
- Możesz się przesunąć - powitała go marszcząc brwi. Pewnie jej zawrotne kilkanaście kilogramów nie zrobiłoby na nim wrażenia, gdyby ot tak usiadła mu na brzuchu to jednak podarowała sobie to. Wsunęła ręce do kieszeni i zerknęła na niego wyczekująco, a kiedy wreszcie raczył się podnieść, usiąść tym samym i zrobić miejsce dla niej usiadła obok i wyciągnęła przed siebie nogi. I to by było na tyle jeśli chodzi o jakieś rozmowy. No, ale zna Leonie to powinien wiedzieć, że to nieco aspołeczne stworzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Austin Sommers
Uczeń
avatar

Skąd : American pie
Liczba postów : 10
Join date : 04/04/2013

PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   Wto Kwi 16, 2013 8:43 pm

Nie wspomnę o tym, jak się zdołał przez nią wystraszyć, wystrachać, dramatyzmu wtedy nie brakowało. Odrobina fantazji ze strony zielonej koleżanki i na pewno mogłaby się śmiać z jego niezdarności przez drugie, dzisiejsze tyż, zaliczenie ziemi. Ale przesłoniła mu słoneczko, więc wybaczył chwilowo ten bezduszny krok, przelotnie taksując ją wzrokiem. Ubrana jakby zamiast wiosny, to jesień zaawansowany level była. Na sam widok, kolejna salwa gorąca przemknęła przez ciało chłopaka, a dopiero co się wykąpał i będzie śmierdzieć. Podobno prawdziwi mężczyźni powinni nosić ze sobą odrobinę smrodku, ale w tej kwestii był innego zdania. Jednak sam mądrością nie zalatywał, ubrany w skórzaną kurtkę, zamiast normalnej rozpinanej bluzy czy swetra i jeszcze śmie narzekać, wytykać to innym. W nocy by ogrzewać nie mogła, wiecie kaloryfer i te sprawy. Żywy, chodzący, samo myjący naczynia i piorący ubrania w jednym, najlepiej się mu by spodobał. Opcja do przyjęcia, a tak to.. to sobie ziewnął i z racji, że była dobrze mu znaną dziewczynką i bardzo fajnym charakterkiem do wyrwania, to sobie odpuścił te główkowanie na temat przydatności Leonie w jego życiu. Gdybać mu się nie chciało dzisiaj, był poniekąd zmęczony zajęciami, cóż, chociaż w tym się raz na jakiś czas zgadzali. I w przypadku łażenia stale po schodach, nikt właściwie nie lubił męczarni, skoro lekcje wysysają z nich już wystarczającą ilość energii. Siedzenie w ławeczce, słuchanie biadolenia profesorów o możliwościach swojej mocy, uhum. Nuda.
Przyszła i odrazu się rozpycha, zmuszając biedaczysko do wstania i zrobienia miejsca, bo królowa idzie, to trzeba posłuchać i robić, jak każe. A zapowiadał się na prawdę fajny dzień, bez wczuwania się w rolę dobrego słuchacza w rozmowach pomiędzy babą a facetem, któremu słowa wydobywające się z ust może i uroczej kobiety wydają się cholernym szyfrem. Już by po łepkach dogadał się lepiej z niemową, serio. Nawet nie zaprzeczał jej własnej krytyce i tym, że uważa się za aspołeczną osobę. Widywanie Bennet na jakiejkolwiek imprezie szkolnej to rzeczywiście graniczyło z cudem, przez co był często zagubiony w jej towarzystwie. Jak dogodzić, by się nie obraziła, co zrobić, by przestała się złościć i te inne, nawracające czynności. Bądź co bądź, jest miły i nie chce odstraszać zachowaniem innych, tylko wręcz przeciwnie. Tym razem mogłaby się od niego czegoś nauczyć porządnego. Szturchnął jelonka. Raz, czy tam dwa, uśmiechając się słodko przy tym jak tylko potrafił. Do zrzygania może nie, ale najważniejsze, że zero sztucznego. Miał ochotę na oparcie sobie głowy o jej ramię, skoro już się przywlokła tutaj i usadowiła cztery litery obok. ' Nie do tyłu, bo se urwiesz', dzwoniło mu w łepetynie, ale co zrobić, skoro pewnie go ochrzani, że wykorzystuje i w ogóle, albo potraktuje to, jako nowy sposób na Sommersowe zaloty. Aczkolwiek, to ostatnie nie wychodziło z kółka zainteresowań.
- Kurwa, Leo. Dziubulku, nie strasz księżulka, bo zawału dostanie i kto będzie cię chronić przed rozbójnikami nieszczęsnymi, czyhającymi na twoją niewinność! - Oh, jak ten aniołek zdołał przekląć w obecności młodej damy! A no mógł, bo to skurwiel, nie człowiek, chciałoby się rzec. W porównaniu do swoich sióstr, które w kuchni nie ustępowały w obrażaniu nawzajem własnych mordek przez wiązankę wulgaryzmów, był święty. Dobra, przymknął oczy, coby pomilczeć razem z nią i udawać, że pała nienawiścią i Bóg wie czym jeszcze. - Ej, czemu masz na sobie tyle warstw? OD samego patrzenia jest mi duszno tej. - Leonidasie, no. Jej imię od poczatku kojarzyło mu się z Władcą Pierścieni, pewnie dlatego tak ja zapamiętał i tak się skumał z tą dziołchą. Fajne persony kryją się właśnie w tych dziwakach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: DZIEDZINIEC   

Powrót do góry Go down
 
DZIEDZINIEC
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Szkolny dziedziniec

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elite School in Switzerland :: S T . B E R N A R D :: ST. BERNARD :: DZIEDZINIEC-
Skocz do: