Elite School in Switzerland


 
IndeksRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 jadalnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Levin Keller
Przywódca Lisów
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 143
Join date : 20/03/2013

PisanieTemat: jadalnia   Nie Maj 19, 2013 12:46 pm

soon
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://instagram.com/magicmistle
Levin Keller
Przywódca Lisów
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 143
Join date : 20/03/2013

PisanieTemat: Re: jadalnia   Nie Maj 19, 2013 1:12 pm

Pochmurne sobotnie popołudnie wydawało się być nieprzyjaźnie nastawione do wszelakich powitań, zupełnie tak samo jak Levin Keller, który powinien znajdować się w stanie ekscytacji, a odnalazł całkiem inny, zupełnie odwrotny do tego. I wcale nie było to spowodowane pogodą, na którą chłopak wciąż z nudów popatrywał. Wczorajsza impreza wycisnęła z niego wszelkie żywotne soki, przez co dzisiaj narażony był na zatroskane pytania pani domu (wynajętej przez Simona i sprawującej pieczę nad całym domem i męską rodziną Kellerów także) o stan zdrowia i czy nie cieszy się wcale z przyjazdu brata.
Przyjazd brata. Bliźniaka. Drugiego Kellera. Kaisera. To były dla niego tak abstrakcyjne frazesy, że nie mógł sobie tego jeszcze do końca uświadomić. Nie było go przez tak długi czas, przez cholernie ciężki rok, który Levin musiał spędzić w samotności, oddzielony od swojej naturalnej drugiej połówki. Co prawda zawsze czuł jego obecność jak przystało na więzi, które łączą bliźniaków, a także kontaktował się z nim często, jednak to nie było to samo. W każdym momencie go brakowało. Levin długi czas wyrzucał sobie, że nie zrobił nic, aby zapobiec wysłaniu Kaisera na aż tak długi pobyt do Anglii. Uważał, że nie było to trudne do przewidzenia i zawsze mógł użyć swojego daru przekonywania, czegokolwiek, żeby jego brat nie musiał spędzać tyle czasu poza swoim naturalnym środowiskiem. Levin nie mógł sobie wyobrazić, jak wyobcowany i kontrolowany musiał się czuć. Chociaż znając Kaisera zapewne zaaklimatyzował się tam szybciej niż ktokolwiek inny, na dodatek pewnie zakorzenił tam już swoją działalność propagandową.
Na szczęście nadchodził koniec jego banicji, więc wracał do kraju, domu, a Levin nie miał najmniejszej ochoty na rzewne powitania i rozmowy. Z drugiej strony jednak musiał się przed samym sobą przyznać do tego, że brakowało mu konkretnych i prawdziwych rozmów z bratem. Tego nie dało się niczym zastąpić, a rozmowy kontrolowane przez granice wcale go nie satysfakcjonowały.
Jakiś czas temu pani Eisenhauer zawołała go na dół, aby pomógł przygotowywać obiadokolację na przyjazd Kaisera. Ociężałe i powolne ruchy oraz brak mocy i odpowiedniej zręczności sprawiły, że gosposia wysłała go na krzesło i kazała się nie ruszać, żeby nie narobił szkód. W tym stanie zdecydowanie mu to odpowiadało, chociaż denerwowało go czekanie i burczenie w brzuchu. Był głodny, ale wiedział, że nie będzie zdolny nic przełknąć. Ostatnie problemy ciągle zapijał wódką w nietypowych miejscach i miał nadzieję, że Kaiser nie będzie mu prawił morałów. W końcu obydwoje nie byli święci.
Już miał znów włączyć facebooka w telefonie, kiedy usłyszał szum przed domem, który zapowiadał koniec czekania. Po chwili jego kopia weszła do domu - roztrzepana, obładowana i nieogarnięta w zupełnie innej formie niż Levin, po czym rozległy się salwy ucieszenia pani Eisenhauer połączone ze ściskaniem wyższego o głowę chłopaka. Levin ledwo zdołał się podnieść z krzesła, wyłączając muzykę i zwijając słuchawki do kieszeni. Musiał przyznać, że na widok Kaisera na jego ustach pojawił się uśmieszek.

_________________
telefon | szafa


Do me a favour, break my nose!
Do me a favour, tell me to go away!
Do me a favour, stop asking questions!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://instagram.com/magicmistle
Kaiser Keller
Uczeń
LSD
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 74
Join date : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: jadalnia   Nie Maj 19, 2013 2:03 pm

/EJ SORRY ale mam wenę chyba xdddd
Pobyt w Anglii był... skomplikowany. Począwszy od faktu, że jego moc była przez ten rok kontrolowana skrupulatnie, i jak się dowiedział była też na długo zanim zadecydowano o jego przymusowej wycieczce, że nie mógł niczego zmienić, albo przynajmniej cofnąć się, by pożegnać się osobiście, a nie poprzez pospieszne liściki pisane w towarzystwie dwóch oficerów patrzących mu się na ręce. To bolało, że musiał bez porządnego "do zobaczenia" opuścić wszystkich i wszystko, z czym był tutaj oswojony, co stanowiło jego własną niszę ekologiczną. Nie od razu umiał się pozbierać, bijąc się z myślami dlaczego do Kayi nawet nie napisał smsa, a jeden z najdłuższych listów popłynął w ręce Hannah.
M u s i a ł zacząć myśleć o tym wyjeździe inaczej, musiał sobie wszystko przewartościować, poprzekładać, zacisnąć zęby, gdy tylko w jego myślach pojawiał się Levin albo Lars, odpływając w używki jeszcze intensywniej, niż robił to w Szwajcarii. Zatracał się w dziwnych ciągach narkotykowych, bo wbrew pozorom pod latarnią najciemniej, a wzmożona kontrola dawała się obejść łatwiej (jeśli o to chodziło) niż ta szemrana i rzekomo dyskretniejsza, szwajcarska.
Skoro odliczanie dni było tak bolesne, musiał znaleźć inny sposób na to, by przeżyć swój wyjazd, a innej opcji poza aklimatyzacją zwyczajnie nie było. Musiał nauczyć się niwelować mocniejszy, niemiecki akcent na rzecz uczenia się tego delikatniejszego, brytyjskiego; musiał przestawić się na brytyjski tryb zajęć, musiał poznać odpowiednie osoby z tamtego towarzystwa, co udało mu się zaskakująco szybko, gdy tylko porzucił nieracjonalną depresję na rzecz pożytecznej, choć i tak nieprzesadnej otwartości. Ludzie jakoś chcieli z nim rozmawiać, z czasem, gdy dostrzegli benefity w postaci tableteczek, które brał ZNIKĄD, bo przecież jak miał dilować, kiedy niemalże 24/7 miał na karku jakiegoś agenta w garniturze, ze słuchaweczką w uchu. Zresztą, podobała mu się ta bliźniacza analogia szkoły w Londynie i filii w Szwajcarii; dziewczęta z SHD były tak samo zdemoralizowane co SUP (przekonał się osobiście, co do każdej), panowie z E150 przywitali kolegę z LSD bardzo miło, angażując od razu w swoje szemrane działania.
Wszystko to nie wydawało się być takie najgorsze, ale czar pryskał, gdy Kaiser trzeźwiał. Tęsknota wnikała do umysłu, wżerała się jak złośliwy kornik, ćmiła bólem i pustką, której nie wypełniła nawet organizacja największego miasteczka narkotykowego w historii londyńskiego St.Bernard na jedną ze szkolonych imprez. Pragnął wrócić, wiedział, gdzie jest jego miejsce i na pewno NIE był to wymuskany i deszczowy Londyn, z całą masą nowych alergenów. I dlatego właśnie na ten, dokładnie ten dzień czekał niecierpliwie, nawet jeśli nie okazywał tego. Był nieziemsko stęskniony. W świecie szwajcarskim, zabrakło tylko jednego elementu, świat Kaisera zniknął i przymusowo został zastąpiony innym, zgadywał więc, że był w znacznie gorszej sytuacji niż wszyscy, którzy pozostali na miejscu.
Gdy wysiadł z taksówki i razem z kierowcą przetransportował wszystkie walizki i tobołki do domu, był w y c z e r p a n y. Cała radość z powrotu uciekła gdzieś w przestrzeń i nie przywrócił jej nawet upajający zapach tego miejsca, rodziny, domu, mebli; tego wszystkiego, czym się chyba zaczął nieświadomie upajać. Rozpiął swoją kurtkę, wchodząc powoli do jadalni, skąd słyszał podśpiewy pani Eisenhauer (tak podobnie brzmiące nazwisko do Eisenberg) i dźwięki przygotowywanego stołu.
- Dzień dobry pani - uśmiechnął się ciężko, pozwalając się wyprzytulać i wycałować tej niskiej istocie, a jednak jego wzrok padł na... No właśnie. Nie na siebie. Zdążył już przechorować fakt, że oderwano od niego jego odbicie, które funkcjonowało bez lustra. Ile to razy podczas jednej ze zdecydowanie zbyt ćpuńskich nocy, spędzanych samotnie w pokoju, gadał do jakiejkolwiek płaskiej powierzchni, w której widział odbicie, będąc pewnym że to właśnie ten drugi Keller. Brak bliźniaka wpędzał go w konkretną paranoję i to nie było normalne. Rozłąka nie była normalna.
Wreszcie jednak buziaczki pani Eisenhauer dobiegły końca, że mógł mimo wyczerpania podróżą powłóczyć nogami w kierunku brata i objąć go, tak bardzo po bratersku, w idealnie dopasowany sposób wpasować siebie między jego ramiona, i jego między własne.
- Schudłeś chyba, nie jesteś chory? - zapytał odruchowo, choć trochę drżąco. Ale nie przyznałby się że jest wzruszony, to by było już zbyt pedalskie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Levin Keller
Przywódca Lisów
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 143
Join date : 20/03/2013

PisanieTemat: Re: jadalnia   Nie Maj 19, 2013 8:51 pm

Zawsze jedną z najbardziej wylewnych osób w ich rodzinie była matka, która później zastąpiła pani Eisenhauer. To ona była mistrzynią w przygotowywaniu jak najbardziej rodzinnych obiadków, to ona była w stanie wyprawić przyjęcie powitalne dla Kaisera z wielkim szyldem "WITAJ W DOMU!", czapeczkami, tortem i roześmianą buzią. To ją stać było na buziaczki, wesołe komentarze i radość wypisaną na twarzy.
Levin zawsze podziwiał ją za wesołość i prostotę w wyrażaniu uczuć, gdyż sam tak nie potrafił, zbyt zgorzkniały i zamknięty. Zwłaszcza przez ostatni rok stało się to zauważalne, a złożyło się na to wiele czynników, jednak korzeniem tego krzewu melancholii była nieobecność brata i świadomie odczuwana tęsknota. Levin nigdy nie chciał się rozklejać i nie miał predyspozycji do teatralnego rozpaczania; zwykle wolał zajmować się czym innym, więc zaangażował się bardzo w szkolną działalność, głównie imprezową, ale dyrekcja także trochę mu zawdzięczała (skromność mode on). Wiksowa działalność za to zwykle kończyła się dla niego niezbyt dobrze, gdyż pił do upadłego, niejaką uciechę znajdując właśnie w stanie upojenia alkoholowego i nierzadko także narkotykowego. Nic nie było w stanie zakłócić mu życia, dzięki któremu powoli zjeżdżał po równi pochyłej na same dno.
Nic, dopóki w jego życiu ponownie nie pojawił się jego klon, Kaiser. Był to swego rodzaju nowy etap w egzystencji, być może nie do końca odmienny, ale jednak dający poczucie pełności. Bo teraz był zdecydowanie bardziej pełny, dokładnie o swoją połowę. Odczuł to szczególnie, kiedy połączył ich braterski uścisk, tak zupełnie naturalny i wyrażający wszystko, czego nie chcieli okazać na zewnątrz. Czuł to w każdej komórce swojego wątłego ciała. I wcale nie przesadzał; czasami wydawało mu się, że te całe bzdury o telepatycznym połączeniu bliźniaków są prawdą.
- Daj spokój, koszulka mnie wyszczupla - przewrócił oczami z zabawnym wyrazem twarzy. Rozbawiło go to właściwie. Troskliwy Kaiser był nietypowym widokiem, a szczególnie w okresie trzeźwości. Co innego, gdy Levin ledwo żył po kolejnym melanżu gdzieś w kącie akademickiego pokoju. - Za to ty się nic nie zmieniłeś, z a d z i w i a j ą c e - stwierdził, obrzucając go spojrzeniem taksującym, oceniającym i przychylnym. W końcu ciało brata było jego ciałem, więc trudno mu było je krytykować. Chociaż podobno siebie krytykuje się najłatwiej. Chciał mu powiedzieć tak wiele rzeczy, spytać o tyle spraw, ale nic nie nadawało się do publiki, musiał więc poczekać, aż zostaną sami.
Usiadł automatycznie, kiedy pani Eisenhauer zaczęła przynosić jedzenie, nie dając dojść do siebie Kaiserowi; sądziła zapewne, że potrzebuje niezbędnej dawki witamin po tak wyczerpującej podróży. W sumie była połączeniem najlepszej matki i babki, często chorobliwie nadopiekuńczej, ale wszystko dało się przeżyć z tak wspaniałymi obiadami. Teraz Levin żałował, że tak mało czasu spędzał w rodzinnym domu. Jak każdy z nich właściwie.
- Ojciec powinien niedługo dotrzeć - poinformował brata, patrząc na niego nieco z ukosa ze wzrokiem "wiesz, jaki jest ojciec". Pracoholizm nadal mu nie odpuścił, ale jakoś w końcu trzeba poradzić sobie z brutalną rzeczywistością i Levin to rozumiał; każdy na swój sposób to przeżywał, a Simon chyba w najbardziej zdrowy z nich wszystkich. Szczęściarz.

_________________
telefon | szafa


Do me a favour, break my nose!
Do me a favour, tell me to go away!
Do me a favour, stop asking questions!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://instagram.com/magicmistle
Kaiser Keller
Uczeń
LSD
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 74
Join date : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: jadalnia   Pon Maj 20, 2013 1:50 pm

Powoli wszystko zaczęło wracać do normy, tej znajomej, bezpiecznej. Poczucie tego, że znalazł się we właściwym miejscu wróciło, odzyskiwał kontrolę i równowagę, tak bardzo rozchwianą przez przymusową absencję w miejscu, do którego należał. I choć nie bywał ani sentymentalny, ani wylewny (bracia na pewno tego po mamie nie odziedziczyli) to chyba zacznie doceniać, jak istotne jest, by rzeczywiście tkwić w tej znajomej sobie przestrzeni, to tutaj robić głupie rzeczy, tutaj żyć i rozwijać się. Obczyzna była ciekawa, ale niewystarczająca. Była fajna, ale na dwa tygodnie wakacji, kiedy ma się świadomość, że zaraz wróci się do domu, do rodziny i przyjaciół. Obczyzna była fajna, gdy ktoś potrzebował ucieczki od problemów i był na tyle tchórzliwy, że nie umiał stawić im czoła. A jednak Kaisera to nie dotyczyło, przymus był przymusem, a nie był durniem. Podpadanie temu zawiłemu systemowi mając ledwo osiemnaście lat na karku (wtedy siedemnaście) byłoby skrajem debilizmu, z czego zdawał sobie sprawę i dlatego nie protestował głośno, przez to wszystko gotując się wewnątrz. Tak bardzo nienawidził, gdy to nim rządzono, a on nie miał nic do powiedzenia, że był obrażony na cały świat, popadając przez to w ciepłe ramiona używek, które choćby nie wiem jak chciał, nie łagodziły złości. I tęsknoty i poczucia pustki. Jego serce było rozdarte, przeżute i wyciśnięte, kiedy w epicentrum tych wszystkich NOWYCH dla niego uczuć, wciąż tkwił w Londynie, zapatrzony w czarny ekran, z którego chwilę temu zniknął Skype, razem z twarzą Levina czy Larsa. Nie był przyzwyczajony, wcześniej, do tego rodzaju emocji, targających szczupłym ciałem. Nowi znajomi byli ciekawym zamiennikiem, ale koniec końców męczyła go ta pozorna samotność. Pozorna, bo nie był s a m; nieustannie jego myśli krążyły wokół innych ludzi, wiążąc go z ich losem (albo nich z jego losem). I teraz wreszcie był znów w domu, wszystko mogło wrócić na swoje miejsce i zacząć układać się na nowo. - No mam nadzieję. Na chwilę wyjeżdżam i już miałbyś tracić masę - roześmiał się. Chyba obracanie tego wszystkiego w żart było jedyną formą, za pomocą której mógł akceptować ten rok wyjęty z życia. - Mam chyba dłuższe włosy, dawno nie byłem u fryzjera - odchrząknął, słysząc jak dziwnie miękko brzmi, w porównaniu do brata. Co jednak mu nie przeszkodziło we własnoręcznej ocenie, najpierw chwytając w palce swoje włosy, a potem rozwalając fryzurę Levina. Uśmiechnął się do pani Eisenhauer gdy zaczęła przynosić półmiski z jedzeniem (chyba miała razem z nim przyjechać jeszcze cała brytyjska armia, sądząc po ilości tego wszystkiego), odpowiadając jakoś zdawkowo na jej troskliwe pytania (nie chorowałeś? dobrze tam karmili? miałeś jakieś problemy z dietą? z lekarstwami?), siadając naprzeciwko brata i wyłapując jego spojrzenie. - A, no tak. Porównując do roku czasu, godzina w tą czy w tą nie robi różnicy - odparł z wyrozumiałością, wodząc wzrokiem po swoich ulubionych daniach. Niegroźnych - pani Eisenhauer nawet lepiej od niego była zaznajomiona z listą jego alergenów. - A jak Elsa, jest w domu? Nawet mam coś dla niej - zaśmiał się, wreszcie ściągając z siebie kurtkę i bluzę. Patrząc na Levina i porównując obraz ze wspomnień sprzed roku do tego, co miał przed sobą teraz. I już widział, że coś było nie w porządku, ale dopóki kręciła się wokół pani Eisenhauer, bezpieczniej było odłożyć ten temat na później.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Levin Keller
Przywódca Lisów
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 143
Join date : 20/03/2013

PisanieTemat: Re: jadalnia   Pon Maj 20, 2013 4:00 pm

Teraz już nic nie będzie takie samo, jak kiedyś. Levin powoli zdawał sobie z tego sprawę, a za tym szła fala ulgi, pocieszenia i zarazem pewnych zmian, których on nie lubił. Na szczęście jednak były to zmiany pozytywne, zupełnie odmienne niż te przebyte rok wcześniej, przymusowe. Po wyjeździe Kaisera w ich domu rodzinnym zapanował jeszcze większy chłód, niż na co dzień. Nawet pani Eisenhauer bała się odezwać, bojąc się reakcji Simona. Na szczęście po roku zdecydowanie mu przeszło i wszyscy mogli z czystym sercem, bez żalów, odnowieni zasiąść do stołu na obiad. Szkoda, że nikogo jeszcze nie było, więc musiał brata przywitać niemal sam, nie zapominając o życzliwej gosposi. Szczerze jednak cieszył się w duszy, że będzie mógł pobyć trochę z bratem bez nikogo. Co prawda mieli na to cały weekend, a później często widywać się będą w szkole, jednak Levin ciężko powątpiewał w swój czas do końca roku. Masa zaliczeń na ostatnią chwilę robiła swoje, nawet jeśli miał amfę od dobrodusznej Tamari (która pomagała i był jej za to wdzięczny, chociaż nie powiedziałby jej tego, bo może dostałby w twarz).
- To w Anglii pozwolili ci tak zarosnąć? - Uniósł brwi w rozbawieniu i z błąkającym się na ustach uśmieszkiem, kiedy poczuł palce brata w swoich włosach i ciepłą rękę przy głowie.
Brakowało mu tego. Tych rozmów na luzie, bez jakichkolwiek zobowiązań i zwykłej obecności bliźniaka. Dopiero uświadamiał sobie, jak bardzo brakowało mu Kaisera obok siebie przez ten czas. Może także przez to narobił tyle szkód, ale wolał o tym wszystkim nie myśleć. Wyłączyć się, przestawić na tryb beztroskiej rozmowy o obyczajach sztywnych i wypacykowanych Anglików, posłuchać zabawnych czy niewiarygodnych opowiadań i pocieszyć się jedzeniem. Które było starannie dobrane i smakowało także jemu; co prawda przyzwyczaił się do dostawania na obiad tego, co zachce, a w tym przypadku tak być nie mogło, ale wcale nie był z tego powodu niezadowolony. Dzisiaj i tak nic nie przełknąłby w dużych ilościach, wszystko było papierowe i bez wyrazu. Zupełnie jak on. Ale już dawno przyzwyczaił się do takiego stanu, nawet starał się z nim zaprzyjaźnić - z miernym skutkiem. Zdecydowanie bardziej potrzebował przyjaciół z krwi i kości, a nie wyimaginowanych stanów, halucynacji i ekscytacji. Pomijając to, jak często projektował przed oczami twarz Laury, którą znał na pamięć.
Na szczęście pojawiał się bliźniak i wszystko nagle stawało się prostsze, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jak za starych czasów, kiedy razem tworzyli domek na drzewie czy bazę wojenną i nic więcej nie było ważne. Już nie czuł się aż tak zagubiony.
Na wzmiankę o siostrze zmarszczył lekko brwi, nie dając po sobie poznać, że właściwie nie ogarniał rodziny. Zwykle mało obchodziło go, gdzie kto jest i kiedy wróci, w końcu odzwyczaił się do typowo domowego życia, a przestawił raczej na tryb akademikowy, gdzie nie potrzeba było pytać współlokatora gdzie idzie i na ile, chyba że któryś zamierzał przyprowadzić towarzystwo.
- Elsa przyjechała wczoraj, a później słuch po niej zaginął; znaczy zaginął po mnie, ale jej nie widziałem. Może zaraz będzie, w końcu wie, że masz przyjechać po południu - stwierdził, dedukując to wszystko dość szybko; miał nadzieję, że Kaiserowi nie będzie przykro, że nie wyprawili mu hucznej imprezy. Na szczęście pani Eisenhauer była taka miła, a na bliźniaków w pokoju Levina czekała butelka whisky na specjalne okazje. Czyli na przykład taka, jak ta. - Co masz dla niej? - zainteresował się po chwili. - A dla mnie też coś? Mówiłem ci już, że liczę na jakąś laseczkę, ale torby masz chyba za mało wypchane - dodał z udawanym rozczarowaniem. Zdecydowanie pragnął zamaskować przed samym sobą sedno rozmyślań, w które ostatnimi czasy się zatapiał właśnie przez takie żarty. Na razie wychodziło mu to z powodzeniem. Jak będzie dalej? Nie miał pojęcia. Był pewny, że Kaiser go przyciśnie, a raczej sam część wydarzeń mu opowie, nie komentując wcale. Nie chciał, żeby okazało się, że czasami jeszcze zdarza mu się o niej myśleć. Nie chciał tego i odrzucał, ale to powracało jak bumerang. Czasami chciał pomyśleć o czymś innym, ale przypominała mu się Lisa, do której także już się nie odzywa. Znowu zaprzepaścił ich szansę, a teraz ona się do niego nie odzywała. Po prostu beznadzieja.

_________________
telefon | szafa


Do me a favour, break my nose!
Do me a favour, tell me to go away!
Do me a favour, stop asking questions!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://instagram.com/magicmistle
Kaiser Keller
Uczeń
LSD
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 74
Join date : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: jadalnia   Sro Maj 22, 2013 11:04 am

Brak u swego boku bratniej (dosłownie) duszy, był niesamowicie uciążliwy. Posiadanie bliźniaka, tak niesamowicie podobnego do siebie, było... zobowiązujące. Umysł potrzebował swoistego rodzaju uspokojenia, że brat niekoniecznie spędza z nim całe dnie, ale że jest niedaleko, że nic mu nie jest, że są w zasięgu kilku minut biegu, by drugiemu pomóc, wysłuchać, albo ogarnąć - w zależności od sytuacji. Byli razem od zawsze, byli trochę jak jeden organizm, będąc jednocześnie potwierdzeniem dla teorii o umysłowych połączeniach bliźniaków. Z tym nie było żartów; Kaiser naprawdę czasem wiedział, co Levin chce powiedzieć, i odwrotnie. Ta więź, tak silna psychicznie, nagle została poddana próbie - czasu, odległości, nagle ograniczonego kontaktu. Naprawdę, dławiące uczucie, jakby ktoś mu wyrwał połowę wnętrzności i kazał żyć bez nich, uzmysławiało mu potęgę braterskiego uczucia, które ich łączyło. Jedyna relacja męsko-męska pozbawiona cienia pedalskości, pozwalająca na tak wiele. Ile razy przecież jeden drugiemu właził w buciorach w prywatne sprawy.
Na to wszystko było bezgłośne przyzwolenie, nawet jeśli się potem przez to bili, zawsze jednak koniec końców będąc sobie wdzięcznymi za ingerencję (znów - przekaz umysłowy; przez gardło im by to pewnie nie przeszło).
I właśnie dlatego rok w Anglii był taki trudny. Owszem, brak znajomych i przyjaciół doskwierał i smucił, ale najbardziej blokował brak obok siebie tego klona; tak różnego i tak podobnego jednocześnie.
- Oni pilnują tylko żeby o piątej wypić herbatę. Z mlekiem, znaczy ja bez mleka - zaśmiał się, od razu uściślając, widząc już na twarzy pani Eisenhauer wychylającej się z kuchni troskę i przejęcie.
Zabrał się za nakładanie sobie warzyw na talerz, zerkając raz po raz na brata. Nie trzeba było mu wiele, żeby podejrzewać, że coś jest nie tak, że coś brata dołuje i przybija. Podejrzewał, że to samo działa w drugą stronę, choć Kaiser póki co miał ochotę tylko coś zjeść i wciągnąć działkę.
Czemu w sumie spytał o siostrę? Nigdy nawet nie było między nimi na tyle dobrze, żeby jakkolwiek moc ich relacji zbliżyła się do tej bliźniaczej, a jednak stęsknił się. Poza tym znajdował pokręconą przyjemność w patrzeniu na jej dziewczęcą twarz, która tak bardzo przypominała mu o...
Odruchowo przeniósł wzrok na jedno z rodzinnych zdjęć, które stały w gablotce. Roześmiana Marion, przytulająca małych bliźniaków, obok dumny Simon, bez maski chłodnego biznesmena i zawieszona na jego szyi malutka Elsa. Może dlatego też, zwłaszcza po śmierci mamy, nie potrafił wyłączyć w sobie tej blokady i swobodnie porozumiewać się z młodszą siostrą, to było zbyt bolesne.
- No tak, pewnie wie.Yyy nieważne - zakończył szybko ten temat. W sumie nawet podobało mu się, że jest tylko z Levinem i panią Eisenhauer. Gdyby zaprosili resztę rodziny, świętowaliby oni kłamstewko. Według oficjalnej wersji Kaiser był na wymianie uczniowskiej; nikt nie mógł się dowiedzieć o przekręcie z narkotykami. - Oj, Brytyjki są brzydkie, stary. Francuzki lepsze, tylko trochę niechętne - wyznał pseudokonspiracyjnym, teatralnym szeptem, po czym zaczął się śmiać.
Wolał myśleć o takich rzeczach, niż powracając do tego, co go czekało po powrocie do szkoły. Zderzenie z tymi wszystkimi ludźmi po roku nie będzie łatwe, zwłaszcza wizja spotkania ze swoją... byłą dziewczyną. Zbyt wiele ramion go pocieszało w Anglii, by moc wrócić do szwajcarskiego związku, bez względu na staż.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Levin Keller
Przywódca Lisów
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 143
Join date : 20/03/2013

PisanieTemat: Re: jadalnia   Sob Maj 25, 2013 2:13 pm

/PRZEPRASZAM najmocniej za opóźnienie :*

Z jednej strony Levin bardzo chciał znaleźć się na miejscu Kaisera sprzed roku. Alternatywa wyjazdu za granice kraju, daleko poza toksyczne szkolne kręgi, wszelakiej maści problemy i nawracające wspomnienia z każdym zapachem czy widokiem - to było coś, co go pociągało. Zawsze chciał podróżować i poznawać inne kultury, i choć co roku na wakacje wyjeżdżał w coraz to bardziej wymyślne miejsca, ciągle było mu mało. Pragnął szybować w powietrzu tchnącym obcym językiem, ubiorem, klimatem. Chciał zachłysnąć się nieznanym, widzieć wszystkie zadziwiające rzeczy i nawet pielęgnować odciski na stopach, byle tylko nie tkwić w przytłaczającym codziennym marazmie, który nawiedzał go dość często. Dlatego właśnie zazdrościł trochę bratu rok temu. Sam wolałby pojechać do Wielkiej Brytanii, zadomowić się w innym środowisku i poznać nowych ludzi, a przede wszystkim uciec od starego towarzystwa, od problemów. Tak, to było adekwatne stwierdzenie. Levin był uciekinierem, który nie miał możliwości się spełnić.
Z drugiej strony jednak wcale nie zazdrościł Kaiserowi tej ciągłej kontroli i samej świadomości, że nie jest tam dobrowolnie, a z przymusu. To na pewno nie było takie przyjemne. Levin tak samo czuł się w Szwajcarii; choć wolny to wciąż kontrolowany, czujący na sobie wzrok ludzi obserwujących każdy jego krok, każde powinięcie nogi. Zaplątany w sieci powinności, obowiązków i tego, co wypada. Zwykle nie przejmował się tym, ale idealnie to odczuwał, zwłaszcza w takie beznadziejne dni pełne szarości, bezużyteczności i niemocy. Zdecydowanie najlepszym akcentem tego dnia był przyjazd bliźniaka. To rozświetlało kolejne dni Levina, który zdawał sobie sprawę, że całe tygodnie do końca roku będzie musiał spędzać nad pracami domowymi.
Choć jego powrót powinien być radosny, obydwaj byli jacyś przygaszeni. Każdy miał swoje powody; bo długa podróż, bo wczorajsza impreza. Ale za tą otoczką na pewno kryło się jeszcze coś innego. Coś głębszego, nie do wypowiedzenia przy pierwszym powitaniu, przy niewinnym witaj. Coś, co zaprzątało im myśli w każdej chwili, kiedy milczeli, przełykając jedzenie. Levin wiedział, że w pewnej chwili wszystko wyjdzie na jaw, każdy z nich odkryje przed tym drugim cząstkę duszy, gdyż właśnie tego im brakowało. Ktoś zabrał im to na niewyobrażanie długi rok.
- Herbata z mlekiem, jak można pić takie świństwo - stwierdził Levin z obrzydzeniem, spoglądając na swoją szklankę soku. Kiedyś spróbował tej mikstury i wcale nie miał z nią miłych wspomnień; abstrahując od tego, że i tak za herbatą nie przepadał, ale z dodatkiem mleka była wyjątkowo obrzydliwa. Nie tknąłby jej palcem nawet podczas ogromnego kaca i Sahary w buzi. Teraz może aż tak źle nie było, ale i tak głównym elementem jego posiłku był sok. I woda. I prawie wszystko, co nadawało się do picia.
Zauważył, jak brat spogląda na gablotkę ze zdjęciami i gardło ścisnęło mu coś w rodzaju żalu i poczucia winy. To też było mu wiadome. To, że obydwoje tęsknili za matką i rodziną z przeszłości. Levin zawsze chciał być tym dzieckiem, który dopiero odkrywa swoją moc i nie wie jeszcze, co to jest St. Bernard. Chciałby cofnąć czas i odwrócić swoje działanie. Żałował, że nie mógł mieć mocy brata. Przeklinał swoją, gdyż także przez jej działanie zginęła ich matka. Nie chciał, żeby to się stało. To, co rozdzierająco zmieniło każdego członka rodziny. I widząc smutek we wzroku Kaisera Levin miał ochotę się zabić, mając świadomość, że on jest tego sprawcą. Ale nie potrafił o tym powiedzieć. Nigdy. Wystarczyło mu, że sam siebie nienawidził.
- Jakoś wcześniej ci to nie przeszkadzało w zaciąganiu ich do łóżka - skomentował, zapominając szybko o swoich wcześniejszych rozmyślaniach. Musiał, inaczej nie potrafiłby funkcjonować. Uśmiech wykwitający mu na twarzy, niemal taki sam jak ten, który pojawił się u Kaisera, powoli zastępował wewnętrzny ból. - A ja nie wiem, czy gdziekolwiek są jakieś, które mi pasują. - Doszedł do takiego wniosku po chwilowym zastanowieniu, wiedząc, że bardzo jest wybredny. Szkoda, że jego serce nie, ale i tak się go nie słuchał.

_________________
telefon | szafa


Do me a favour, break my nose!
Do me a favour, tell me to go away!
Do me a favour, stop asking questions!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://instagram.com/magicmistle
Kaiser Keller
Uczeń
LSD
avatar

Age : 22
Skąd : Lozanna
Liczba postów : 74
Join date : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: jadalnia   Sro Maj 29, 2013 9:07 am

/ja też przepraszam, bezwenie mnie dopadło:C

Ten rok na obczyźnie był spełnieniem najbardziej znienawidzonych przez niego sytuacji, stanów umysłu i ciała; nie miał kontroli nad tym, co się działo, zabrano mu swobodę i wolność, nie pozwolono mu zachowywać się tak, jak zwykł to wszystko robić w szwajcarskich warunkach, powoli wyniszczając się - cieleśnie przez narkotyki, psychicznie przez dziwny, choć angażujący, dwuletni związek i cały szereg czynników pobocznych, osobistych, które przeżywał tylko w towarzystwie morfiny, która i tak nie tłumiła tego rodzaju bólu. Śmierć matki była jednym z tych wydarzeń, których nie przeżywali wspólnie, był to jeden z tych wyjątków, kiedy więź bliźniacza pozwalała na rozejście się dróg na chwilę lub dwie, umożliwiając... może usamodzielnienie się? nabranie dystansu? Kaiser niekoniecznie potrafił to zjawisko zrozumieć, poukładać sobie odpowiednie elementy w sensowną układankę, która zaspokajałaby ten dociekliwy i logiczny fragment jego sokolego, bądź co bądź, umysłu. Tym bardziej, że dystans nabierany tutaj, nie przekładał się na mniej bolesne przeżywanie tego, który pojawił się po wyjeździe młodszego Kellera, do kraju herbatników i spotkanie o piątej po południu.
Właśnie dlatego tak niesamowitym spokojem jego umysł napełniał się z każdą sekundą chłonięcia aromatów, zapachów i widoków swojego domostwa, gdzie swoje miejsce miał spory kawał ich życiowej historii. Wreszcie znajdował się w miejscu, które znał, z którym łączyło go tak wiele. Nie czuł potrzeby ucieczki od nieznanego, w jeszcze bardziej nieznane. W chętne, rozwarte, blade ramiona (i nogi?), dziwnie zachwycone szwajcarską naleciałością językową przybysza, fajną czapką i ciekawymi paczuszkami w kieszeniach marynarki. Ale żeby o tym wszystkim bratu opowiedzieć, o tym jak intensywnie uciekał od prześladowań ze strony agentów bezpieczeństwa i sztabów kryzysowych, i co tak naprawdę kryło się pod uspokajającym "wszystko okej", potrzebował czegoś zdecydowanie mocniejszego niż szklanka soku. Jabłkowego, na pomarańcze był uczulony.
- Nie wiem, ja i tak nie mogłem - odparł z lekkim uśmiechem, wiedząc jednak jak Levin nie lubi samej instytucji herbaty, i pamiętał zakończenie przygody z próbowaniem bawarki. Nic ciekawego. - Anglia to kraj wyjątkowo nieprzychylny dla osób nietolerujących laktozy i glutenu. W sumie to już całkiem nauczyłem się gotować samemu, musiałem - powiedział, w duchu przeklinając nieumiejętne kucharki z brytyjskiego St.Bernarda, bo były momenty, kiedy zaprzedałby duszę po imprezie za talerz dobrej, pożywnej i nieuczulającej go zupy, bo sam był w stanie tylko skonsumować jakieś jabłko.
Wspomnienie mamy zawsze było bolesne, dlatego nauczył się już odpychać myśli o niej, uważając to za rozwiązanie, oczywiście egoistyczne, ale najłatwiejsze z możliwych. Niemyślenie oznaczał brak bólu, brak wyrzutów sumienia, że wewnętrzna trauma blokowała mu moc, nie pozwalając cofnąć się do tragicznego momentu, nie pozwalając zapobiec jej śmierci. Gdy już względnie opanował swoją moc, próbował cofać się do jakichkolwiek momentów, żeby tylko móc ponownie jej dotknąć albo chociaż ujrzeć roześmianą twarz. Potworny stan, w który wpadł zdołował go na tyle, że ucieczką mogły być tylko narkotyki i... może właśnie dlatego to się u niego tak rozkręciło? Dragi łagodziły rozdrażnione tęsknotą tkanki, blokowały część neuronów, pozwalając się wyciszyć, zapomnieć, uciec bez konieczności wsiadania do niepewnego pociągu skądkolwiek dokądkolwiek.
Tak, zdawał sobie sprawę. Tak, nie miał zamiaru przestawać.
- Niechętne to nie to samo, co niemożliwe do zdobycia. Kotek i myszka, nie wiem co laski bawi w takich sytuacjach w sumie - powiedział z drwiącym uśmiechem, powoli krojąc szparaga. Nie przeszkadzał mu, wtedy, taki stan rzeczy. Wręcz udające niedostępne dziewczęta były ciekawsze niż te nudne, które po dwóch piwach same zdejmują majtki. - Zależy czego szukasz, brat. Trochę koki na imprezie z dziewczynami z wyższych sfer i jest... ciekawie - zakończył ze znaczącym uśmiechem na ustach, unosząc jedną brew. A jednak wyczuwał, że zdecydowanie nie tego potrzeba Levinowi, tak samo jak i on koniec końców nie tego potrzebował. Choć on sam przynajmniej tego chciał, o wiele łatwiej zapominało się o pierwszej, będąc z drugą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: jadalnia   

Powrót do góry Go down
 
jadalnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Restauracja i Jadalnia Hotelowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elite School in Switzerland :: S Z W A J C A R I A :: SZWAJCARIA :: LOZANNA :: DOM RODZINNY KELLERÓW (Mousquines-Bellevue)-
Skocz do: