Elite School in Switzerland


 
IndeksRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Alec Guillaume

Go down 
AutorWiadomość
Alec Guillaume
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 22
Skąd : Luksemburg
Liczba postów : 249
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Alec Guillaume   Pon Mar 04, 2013 3:29 pm


ALEC GUILLAUME
Jaco van den Hoven

    Imiona: Alexander Henry Baptiste Kenneth Willem Horace i kilka innych, których nie pamięta
    Nazwisko: Guillaume
    Data i miejsce urodzenia: 5 maja, Luksemburg w Księstwie Luksemburskim
    Klasa: VI
    Bractwo: Pumy
    Status społeczny: bardzo bogaty

    Rodzina:
    # Książę Henry, padre, czyli koronowana głowa luksemburskiego państwa. Żyjący, no pewnie, chociaż nad młodym Alexandrem gdzieś ciąży widmo, że za kilka, kilkanaście lat będzie konstytucyjnie zmuszony do przejęcia władzy i zostania władcą przybytku większego niż pokój w akademiku. Człowiek bardzo surowy, dystyngowany, honorowy, jak w końcu przystało na człowieka będącego na tak ważnym stołku (ba, tronie!). Częściej go nie było niźli był, zresztą i tak kontakt Aleca z ojcem polegał tylko na wytykaniu mu wad, które w przyszłości zgubią ich piękny kraj.
    # Księżna Maria, madre, czyli pierwsza matka wszystkich Luksemburczyków, nawet przed tą biologiczną. Kobieta o wielkim sercu, gigantycznych pokładach cierpliwości, wiary, ufności, zrozumienia i wyrozumiałości, dlatego bez szemrania dawała się wywozić z domu, gdziekolwiek tylko jej nadobny małżonek nie był zobowiązany się pojawić z audiencją. Swoje dzieci kocha nad życie, chociaż miłość do ludu ogranicza miłość matczyną, dlatego zwykła być chłodna i zdystansowana, powierzając swoje pociechy najlepiej wykwalifikowanym opiekunkom ze wszystkich krajów Beneluksu.
    # Księżniczka Laurel siostra bliźniaczka, młodsza o całe siedem minut od następcy luksemburskiego tronu. Bliźniaczka, w każdym tego słowa znaczeniu, nawet jeśli ciągle się kłócą, to jest sporo prawdy w syjamstwie umysłowym, bo rzeczywiście jedno stanowi brakującą połowę drugiego.
    # Banda młodszych książąt: Paulette, Claire oraz Phillip, czyli młodsze rodzeństwo bliźniaków, pupilkowie narodu, bo co druga dziewczynka na podwórku na bal przebierańców jest księżniczką Claire. Stosunki łączą ich raczej neutralne - utworzenie się silniejszych więzi uniemożliwił wyjazd utalentowanych bliźniąt do Szwajcarii, gdy cała trójka była jeszcze małymi brykami, choć na szczęście uniknięto większych konfliktów.

    Wygląd:

    Z całą pewnością, gdy widzi się go pierwszy raz, nie powiedziałoby się, że mógłby być następcą jakiegokolwiek tronu (no chyba że tego z publicznego szaletu). Arystokratyczne rysy zakrywają długie włosy, nawet jeśli przebijający przez urok tego chłopca błękit jego tęczówek daje niespokojne wrażenie, jakby ktoś go na żywo podkolorował w photoshopie. Sylwetka zdecydowanie odbiega od muskularnego, rycerskiego ideału, i prawdopodobnie nie dałby rady zbyt długo chodzić w zbroi, albo innych elementach symbolicznego, królewskiego odzienia. Wysoki ci on, metr osiemdziesiąt dziewięć, paniczykowato chuderlawy, wiecznie strojący głupie miny i targający jeszcze bardziej tę nieszczęsną burzę czarnych włosów. Bo generalnie to jest takim trochę męskim odpowiednikiem Królewny Śnieżki (nawet jeśli tej bajki nie lubił - Piotruś Pan forever), z tą bladą skórą, niebieskimi oczami i ciemnymi włosami.
    Jednak nawet jeśli w twarzy można dostrzec angaż królewskich genów, to naprawdę daleko mu do dostojnego, chłodnego chodu księcia, bo skrzętnie ukrywa wszystko pod absurdalnymi, jak na królewskie realia, ubraniami, bez najmniejszego pardonu ignorując etykietę i jakiekolwiek zasady, które powinny go obowiązywać. Najbardziej lubi nosić powyciągane swetry, z wypaloną po papierosie dziurą, albo pochlapane nieodpieralnie porzeczkowym dżemem, sprane tiszerty, spodnie wzięte jakieś pierwsze z brzegu, kolorowe trampki; szczęście ma w sumie osoba, która go mogła oglądać w garniturze, bo sytuacja musi być rzeczywiście skrajna, jeśli i on się szarpie na takie dziwne rzeczy jak ubiór balowy. Wyjątkowo gardzi przesadną dbałością o wygląd, wykraczającą jakkolwiek poza to, co absolutnie konieczne do zachowania należytej higieny, bo brudny być też nie lubi.

    Charakter:
    Ciężko jest się nauczyć wolności. Alec musiał, a zapisany w królewskim genotypie spryt sprawę jedynie ułatwił. Tylko dla niego to było spełnienie marzeń, odcięcie się od książęcego zamieszania i zostanie kimś normalnym. Dlatego gdy go spotykasz, z całą pewnością nie powiesz, że ten chłopak pochodzi z królewskiej rodziny. Nienawidzi się z tym obnosić, dlatego absolutnie nie patrzy na to, jakiej marki nosi ubrania, jakiej marki Ty nosisz, tylko jakie są Twoje ulubione papierosy, albo co najbardziej lubisz jeść. Jest, w całym swoim specyficznym egoizmie, na tyle towarzyski i gadatliwy, że sprawia, że ludzie go lubią. Dzieciństwo w tak toksycznym środowisku sprawiło, że teraz jest dość ludzki, nawet jeśli niekoniecznie jest najlepszym materiałem na przyjaciela. Gdzieś chyba, wbrew jemu, tkwi w nim królewskość, która, gdy dochodzi do konieczności podjęcia decyzji, przechyla szalę na stronę egoistycznych korzyści.
    Bo poza tym, że jest uśmiechnięty, nie należy do tych najsympatyczniejszych, często ironizuje, drwi i drażni, co tylko chyba potęguje jego chłopięcy urok. Nade wszystko jednak denerwuje go planowanie - czegokolwiek. U niego nie istnieją takie rzeczy jak pilnowanie daty (nigdy nie wie jaki jest akurat dzień tygodnia, nie wspominając o dniu miesiąca), punktualność i tym podobne, chociaż to pewnie dlatego że jest niesamowicie zapominalski, no chyba, że chodzi o jakieś konkretne korzyści, wtedy nie ma opcji by coś pominął.
    Jest nadal dość dziecinny, z całą pewnością nie dojrzał jeszcze do poważnych związków, ani do dźwigania potężnej odpowiedzialności. Ciężko go zrozumieć i ujarzmić, dlatego, że z pozoru będąc roztrzepanym chłopakiem, wewnątrz bardzo się boi dnia, w którym będzie musiał wrócić do Luksemburga i objąć władzę nad całym krajem. I chyba dlatego teraz korzysta - nie znajdziesz w okolicy lepszego kompana do nocnych tripów, spontanicznej kąpieli w Jeziorze Genewskim nad ranem, robienia plebiscytów miejsc najlepiej wpływających na mózg po zjaraniu. Przecież w czasach takich jak te liczy się tylko spontaniczność.
    Jeśli sprawa nie jest poważna, potrafi być naprawdę świetnym kumplem; poleci z Tobą do Twoich rodziców udając Twojego chłopaka, gdy chcesz ukryć, że jesteś lesbijką, zawsze wspomoże papierosem, zagarnie na piwo, gdy wyczuje, że rozmowa jest bez sensu, bo problem należy do tych, które rozwiązują się same po jakimś czasie. I wtedy jest naprawdę genialny (choć zawsze honorowy, królewicz cholerny), a paskudny robi się dopiero, gdy zaczyna zależeć. A wtedy, jak typowe dziecko ucieka od problemów, całymi godzinami skacząc na rowerze.
    A poza tą dziwną, skomplikowaną otoczką, to jest naprawdę fajny, bo lubisz go nawet gdy jedyne co Cię z nim łączy to mijanie się na korytarzu w Skrzydle Wschodnim w każdy wtorek.

    Moc:
    Prowokacja podświadomości. Odkrycie talentu było ciekawe, ale o tym za chwilę. Chodzi głównie o to, że Alec używając odpowiedniej partii swojego umysłu powoduje, że człowiek uzewnętrznia, słownie, jednak najczęściej po prostu czynem, to co naprawdę ma na myśli. Więc delikwent mówi, gdy chce powiedzieć, choć zdrowy rozsądek/moralność/sytuacja każe się zamknąć, całuje, gdy czuje pożądanie i chemię, uderza z pięści gdy jest w furii i ulega wszelkim instynktom i odruchom, bez hamulców które mogłaby dyktować świadomość zrównoważonej i normalnej osoby. Najsilniej jednak jego moc działa, gdy dotyka on osoby u której prowokuje tą nieszczęsną podświadomość, a już w ogóle ta podświadomość miażdży biednego odbiorcę alexowej mocy, gdy on sam jest wytrącony z równowagi i nie powstrzymuje swojego talentu. W sumie to średnio nad nim panuje, więc często on działa.

    Biografia:
    Warto zacząć od tego, że Pierwsza Para Luksemburga starała się o niezbędnego potomka długo. Księżna Maria wariowała, gdy kolejna wspaniała, nowatorska metoda leczenia bezpłodności nie pomagała, ponieważ wciąż nie potrafiła dać mężowi następcy tronu. Jednak pewnej pięknej nocy udało się, wręcz ze zdwojonym skutkiem, gdyż dziewięć miesięcy później, piątego maja (ustanowiono kolejne święto narodowe) rodzi się para bliźniąt, wyczekiwany następca tronu luksemburskiego Alexander, a siedem minut później księżniczka Laurel. Prawdopodobnie to właśnie dlatego, że nie umiano już się doczekać momentu powiększenia królewskiej rodziny, nowonarodzone książęta było otoczone tak nadgorliwą opieką, jak tylko byliby to w stanie zapewnić rodzice z koronami na głowach.
    Od samego początku dbano o to, by przyszły władca umiał doskonale wszystkie języki, którymi mówi się w ich kraju, dołączając do tego kilka nadprogramowych - przecież to normalna praktyka, żeby czterolatek mówił w siedmiu językach. Oczywiście, codziennie miał rozmaite zajęcia z najlepszymi nauczycielami, jakich tylko można było znaleźć w Europie (bo po co się ograniczać?), łacinę, matematykę, fizykę, geografię, dykcję, savoir-vivre, historię, literaturę, kształtowanie umiejętności malarskich, śpiew, no i oczywiście gra na instrumentach: fortepian, skrzypce, gitara, klarnet i wybłagana głodówką (aż trzygodzinną!) perkusja. Poza tym uczony był oczywiście podstaw prawa, etykiety, która powinna obowiązywać następcę tronu, setki zakazów i obowiązków, prawa ograniczone do tych, którymi gardził.
    Nietrudno się domyślić, że wariował. Uciekał szantażując straże, rozdawał jakimś biednym sierotom na ulicy najdroższe praliny, które wynosił z kuchni, z obcymi dziećmi grał w piłkę, biegał po obcych podwórkach i nikt nie wiedział, że jest on księciem, był dla nich Alexem, Alekiem, a dla mamusiek tych dzieciaków wręcz smutny, opuszczonym chłopcem, z wielkimi niebieskimi oczami. W niczym przecież nie przypominał małego księcia w pięknym ubranku, ze zdjęć rodziny królewskiej. Dziwnie robiło się dopiero wtedy, gdy znajdowała go zamkowa straż i ubrani w garnitury ochroniarze, a on szedł z nimi, rozmawiając wesoło, dopóki nie rzedła mu mina gdy wracał do pałacu.
    Ciekawiej (jeszcze bardziej) zrobiło się, gdy na świat zaczęły przychodzić inne książęta, tak jakby płodność księżnej Marii zaczęła uaktywniać się dopiero koło czterdziestki, gdy to rok po roku przychodzili na świat Paulette, Phillip oraz Claire. Jednoczesna ulga, którą odczuwał Alec, na którym wreszcie skupiało się trochę mniej uwagi, była jednak powodem, dla którego robiło się średnio ciekawie z królewską parą. Niekoniecznie fortunnie zbiegło się to w czasie, gdy dziesięcioletni Alex znudzony siedział na przyjęciu z okazji pierwszych urodzin najmłodszej księżniczki - Claire, kopiąc w nogę stołu z bezsilności. Pragnął znów zwiać, gdy straże zostały wzmocnione i nie było mowy o opuszczeniu zamku. Z równowagi ostatecznie wyprowadziła go matka, z poleceniem ustawienia się do zdjęć, cierpiąca ówcześnie na nerwicę i depresję, drżąco każąc mu pójść z nią. Wkurzony Alec poczuł tylko śmieszny prąd przechodzący przez kręgosłup, a zaraz później usłyszał krzyk księżnej. Natychmiast podbiegł do niej małżonek, próbując ją uspokoić, jednak ona wciąż krzyczała - o tym, jak to wszystko jest fałszywe, o tym, ze nie ma najmniejszego zamiaru nadal w tym uczestniczyć i generalnie zaczęła rzucać wyzwiskami, przekleństwami i jej zachowanie zdecydowanie nie przypominało tego, które zwykła prezentować jako żona księcia. Ale to właśnie to jej dyktowała podświadomość i ona wtedy wzięła górę.
    Nie od razu jednak Alex zorientował się, że to jego sprawka. Sytuacja powtórzyła się niedługo później, jednak wtedy wziął w niej udział sam wyprowadzony z równowagi książę Henry. I zaczęło się dziać dziwnie, choć wydawało się być to tak naturalne i prawdziwe, że niemalże bolesne. Potrzebował niecałego roku, by dojść do tego, że to on powoduje, iż ludzie tracą hamulce. Nie tylko on był jednak tym spostrzegawczym bystrzachą, ponieważ profesjonalni psycholodzy również doszli do tego wniosku, będąc wtajemniczonymi w sprawę superutalentowanych dzieci. Szkoła jednak ich ubiegła, książę Alexander dostał zaproszenie do St. Bernard, gdzie kształci się takich jak on. Wraz z ukochaną bliźniaczką (to nic, że wiecznie się sprzeczali), która też okazała się posiadać moc, zostali wysłani do Szwajcarii. Zanim jednak zaczęli tam uczęszczać, koniecznością było rozwiązanie problemu nazwiska, bo żeby książęta unormalnić nie mogli oni posługiwać się tytułem z dynastii, które i tak nie było konkretnie nazwiskiem. Przejęli zatem na funkcję nazwiska ostatnie z imion swojego ojca, stając się jednocześnie parą bliźniąt Guillaume, i tak też się nazywając poszli do pierwszej klasy elitarnej, szwajcarskiej szkoły dla specjalnie uzdolnionych uczniów, gdzie musieli się nagle odnaleźć, jako w zupełnie nowym otoczeniu. I możliwe, że Alec do dziś dziękuje siłom niebieskim za oderwanie do od znienawidzonego pałacu, dając zapomnieć o tym, że będzie musiał tam wrócić, gdy jego ojciec stanie się niezdolny do pełnienia książęcych obowiązków.

    Ciekawostki:
    # w ramach buntu przeciwko królewskim wytycznym co do odpowiednich zainteresowań, próbował najróżniejszych rzeczy, byleby były urazowe, zostawiały brzydkie siniaki i wyzwalały mnóstwo nadprogramowej adrenaliny, chociaż na dzisiejszy dzień to został mu rower z bardziej szalonych hobby
    # bo w ogóle jak już się powyżywa na innych, to lubi się zmęczyć tak fizycznie
    # jest oburęczny
    # nienawidzi ananasów i majonezu
    # cudem przebrnął przez lekcje gry na instrumentach w dzieciństwie, ale nadal lubi nawalać w perkusję, rzadziej gitara, fortepian praktycznie nigdy - a szkoda, bo według nauczycieli miał talent
    # muzykomaniak, SERIO, nie ma opcji, żeby ruszył się gdzieś bez iPoda i słuchawek
    # wszystko jest według niego jakieś lepsze, gdy jest spowite papierosowym (lub marihuaenowym) dymem, dlatego papierosy przy sobie ma zawsze
    # kompletnie brak mu uzdolnień artystycznych, pomijając oczywiście tą muzykę; absolutnie nie potrafi rysować, malować, rzeźbić ani ładnie fotografować
    # jeśli chodzi o niego, to zdecydowanie działa zasada "przez żołądek do serca" (albo przynajmniej do chwilowego zainteresowania)
    # dziewczyno! odsłoń obojczyki!
    # nienawidzi rozmawiać o swoim królewskim pochodzeniu, bo w ogóle bardzo rzadko się do niego przyznaje

    Narracja: trzecioosobowa



hihihih nie umiem się zdecydować
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Alec Guillaume
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elite School in Switzerland :: T W Ó R C Z O :: KARTY POSTACI-
Skocz do: