Elite School in Switzerland


 
IndeksRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 ULICZKA ŚW. BERNADETTY

Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 02/03/2013

PisanieTemat: ULICZKA ŚW. BERNADETTY   Sob Kwi 13, 2013 4:55 pm


Uliczka niepozorna, między dwoma zabudowaniami ciągnie się wąską nitką jeszcze przez dobrych kilkanaście metrów i niczym się nie wyróżnia na pierwszy rzut oka. Doświadczeni jednak wiedzą doskonale, że nie przychodzi się tu oglądać zabytkowej infrastruktury, a przychodzi się do Mieszkania Numer Osiemnaście.
Nie bez powodu przyporządkowano temu miejscu taki, a nie inny numer, ponieważ gdy zejdzie się po schodać do piwnicy tegoż lokalu, sytuacja prezentuje się następująco:



Jedyne miejsce do imprezowania w spokojnym Veytaux, ale w jakim stylu! Wyciszone ściany, neonowy bar, konsola DJ i cała okoliczna młodzież - gdzieś w końcu szaleć trzeba, a Mieszkanie Numer Osiemnaście umożliwia to w stu procentach, jak na tak wyjątkową lokalizację. Święta Bernadetto, zasłoń oczy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alec Guillaume
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 23
Skąd : Luksemburg
Liczba postów : 249
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: ULICZKA ŚW. BERNADETTY   Czw Maj 02, 2013 10:47 pm

Tak to już bywało z samcami, że żeby uniknąć procesu upizdowacenia, trzeba było kategorycznie się zniszczyć. Oczywiście normalni uczniowie, żeby wyjść z St.Bernard na całą noc musieli pewnie prze czterdzieści godzin społecznie pomagać śmierdzącej bibliotekarce w układaniu katalogów, albo robić inne, równie nudne, lub nawet jeszcze nudniejsze rzeczy. Sprawy jednak inaczej się miały, gdy wyjść chciał taki chociażby niepozorny paniczyk Guillaume. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy jego kumpel spędzał z laskami tyle czasu, że nawet do tego luksemburskiego ignoranta i chodzącego mamtowdupizmu doszły plotki o rzekomym gejostwie jego przyjaciela. Czyli musiało być NAPRAWDĘ źle. Do tego wszystkiego Alec się przejął, czyli to nie były przelewki.
Niewiele myśląc kazał Knorzerowi zebrać lisią dupę i wyszli, zmierzając w stronę światła, którymi błyskał neonowy bar, gdy wreszcie przestał się czuć jak na nudnej wycieczce krajoznawczej, bo przekroczyli próg jedynego sensownego lokalu w tej maleńkiej mieścinie.
Mieli farta, szyld na wejściu wyraźnie informował o wieczorku pod hasełkiem "dziwki, koks, szampan, lasery", czyli tego, co chłopak chcący uniknąć bycia pizdą potrzebował. A w czym jego przyjaciel powinien mu oczywiście towarzyszyć, dla równie przyjemnych uciech ciała i duszy, po wypiciu dwóch shotów, jeszcze zanim usiedli w jednej wolnej loży.
- Wiesz co stary, zamówmy od razu po dziesięć dla każdego - stwierdził Alec z miną sugerującą, że będzie dzisiaj kolorowo i wesoło. I niemoralnie, co tylko potwierdziła zamontowana na środku parkietu rura. Kiwnął palcami na kelnerkę, która już wyglądała jakby była gotowa się pogibać na tej rurze i poobijać się o nią cyckami. - Musimy się zniszczyć za to, że za dużo czasu spędzasz z laskami - stwierdził kwaśno w tym typowym uśmiechem a'la mały, podstępny chochlik, który może dzisiaj zabalować za hajs luksemburskich podatników.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hasper Knörzer
Uczeń
avatar

Age : 23
Skąd : Szwajcaria
Liczba postów : 53
Join date : 10/04/2013

PisanieTemat: Re: ULICZKA ŚW. BERNADETTY   Czw Maj 02, 2013 11:01 pm

Aż tak źle z nim nie było, bez jaj. Dalej się zachowywał jak typowy samiec, pan domu i w ogóle zupa była za słona, z domieszką uroku młodego i pełnego wdzięku uczniaka. Nieważne. Nikt przy zdrowych zmysłach nie odmówi dziwkom, laserom i dragom. A Hasper nie stracił zdrowych zmysłów.
Dlatego szedł lekko chwiejnym krokiem w stronę knajpy gdzie główną domeną było zapewnianie gościom wszelkich uciech cielesnych, gotowy szastać kieszonkowym od ojca.
Bo nie był pizdą, nie staczał się po równi pochyłej w stronę gejostwa, domatorstwa, pantoflarstwa i wszelkich innych odstępstw, tylko miał dziewczynę. Co było dziwne samo w sobie, bo on dziewczyn nie miewał w rozumieniu podręcznikowym.
- Nie przeginaj z alkoholem, zostaw miejsca na coś lepszego - stwierdził pouczającym głosem, który można podłożyć dubbingując starszego brata, jednocześnie rozglądając się po spelunce, mającej dzisiaj za zadanie spełniać rolę miejsca zniszczenia. Notabene, Hasper jak na prawdziwego, bogatego dzieciaczka przystało, wszedł dawno temu w posiadanie pewnych używek i zawsze miał w zanadrzu coś dobrego. Poza tym nie chciał mieć strasznego kaca po samym alkoholu. Jak cierpieć to chociaż wiadomo za co.
Skąpo ubrane panienki klasyfikujące się gdzieś między kelnerkami a kurewkami sprawiały wrażenie znających się na swojej pracy, dlatego też przez podziwianie ich, nie odpowiedział od razu na wrzut swojego przyjaciela. - Co? Zniszczyć, noo. Tak porządnie. Kurwa, czego ta szkoła mieści się w takiej dziurze? - zapytał retorycznie, sięgając do kieszeni po papierosy. Dziura nie dziura, ale niechaj im będzie. Odpalił jednego, patrząc jak w ich stronę zmierza owa kelnerka i zamówił kolejne szoty. - Tylko nie przeginaj z napiwkami, żeby się żadna nie zakochała .
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alec Guillaume
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 23
Skąd : Luksemburg
Liczba postów : 249
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: ULICZKA ŚW. BERNADETTY   Czw Maj 02, 2013 11:17 pm

Od tego byli przyjaciele, żeby właśnie nie trzeba było wyciągać kumpla z samego dnia, gdy się stoczy, zacznie nosić pedalskie buty i używać pudru (!) do włosów, bo mu jego luba poleciła, tak jak zostawienie jaj daleko za sobą, zostawiając ewentualnie resztę przyrodzenia. Jakby w ramach wyjątku wreszcie nie bolała jej głowa. Wystarczyło działać kiedy tylko zaczynało się coś niedobrego i regularnie takie wypady powtarzać. Jak z jakimś przeziębieniem, lepiej zapobiegać niż leczyć. Chociaż wiksowanie było nieporównywalnie fajniejsze niż łykanie witaminy C, jednak na to można już przymknąć oko.
Poza tym, Alec widział, że z Hasperkiem tak bardzo źle nie było, miał fajki, wydawał się być człowiekiem również przygotowanym na inny rodzaj zabawy, albo rodzaj ten sam, ale z inną używką. Podsumowując, wieczór zapowiadał się przednio. Zwłaszcza, gdy półnagie laseczki już się wałęsały między stolikami, najwyraźniej szukając towarzystwa na wieczór. Alec osobiście był zdecydowanie zbyt trzeźwy.
- Spokojnie, na wszystko znajdzie się miejsce. Co masz ze sobą? - zapytał głosem, jakby chciał się dowiedzieć która godzina, albo co jutro mają zadane na matmę. Tak to już bywało, gdy się miało imprezowy staż. A taki staż jaki sobie wyrobili we dwóch był już w ogóle imponujący.
Również się rozejrzał, do kogoś tam pomachał, z kimś się witał już na wejściu i to wtedy już mu ukradziono czapkę. Ale znów - przywykł, że dziewczyny lubią takie rzeczy, prawie tak bardzo jak męskie bluzy gdy jest już chłodno. Takie już było życie. I imprezowanie.
- Dobre pytanie - w podobnym momencie i sam wyciągnął sobie fajkę, zastanawiając się gdzie te wszystkie panienki się chowają za dnia. Nie chciało mu się wierzyć, że te wszystkie tyłeczki mieszkają w tej zaplutej dziurze, a on jakoś nigdy na żadną nie trafia, jak zdarza mu się wyskoczyć ze szkoły odetchnąć powietrzem, w którym nikt z mocą nie majstruje. Potarł ręce, gdy kelnerka (najwyraźniej multizawodowa) przyniosła ich shoty i już rozdzielił po jednym na rozgrzeweczkę. - Dobrze, że miłość do pieniędzy jest jednonocna - zaśmiał się, nie chcąc teraz polemizować nad smutnym losem biednych dziewcząt, utrzymujących się właśnie z takich znajomości jak imprezowa nocka z takim o Hasperkiem. - Ej pijemy za ten wieczór, że był zapomniany - uniósł kolorowy kieliszek i zignorował jakieś dwie dziewczyny które przysiadły się już obok.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hasper Knörzer
Uczeń
avatar

Age : 23
Skąd : Szwajcaria
Liczba postów : 53
Join date : 10/04/2013

PisanieTemat: Re: ULICZKA ŚW. BERNADETTY   Czw Maj 02, 2013 11:39 pm

Czyli w jednym zdaniu, dobrze mieć pod ręką takiego Aleca, stojącego na straży jego normalności.
Sam pewnie też by robił wszystko, by ten nie stracił swojego prawdziwego oblicza.
- Przy sobie? Kwas. I hasz, dużo haszu. - chrząknął, marszcząc brwi. Ulubiona mieszanka Haspera, plus alkohol. I całkowite zniszczenie gotowe, tak mało mu trzeba było do szczęścia. Na szczęście nie siedziała przed nim jakaś pizda, która na samo wyobrażenie tego co ich czekało zaczynała patrzeć błagalnym wzrokiem na wyjściowe drzwi a w głowie szukając wymówki.
W klubie było za dużo osób, które kiedyś spotkał, z którymi kiedyś rozmawiał, tudzież jakieś laski, które zaliczył w jednej z tutejszych toalet, dlatego siedział teraz przy stoliku, popalając fajka i co chwilę podnosząc lekko rękę w geście powitania. Aż dziwne, że nie podeszła do nich jeszcze jakaś rozhisteryzowana dziewoja z dziką awanturą. Tak często się wymykali ze szkoły. A że siedzieli w takiej a nie innej dziurze, której nawet nikt nie chciał zaznaczyć na mapie, to byli dosyć rozpoznawalni. - Skąd tu się bierze tyle bydła, skoro 95 procent naszej szkoły grzecznie śpi? - kolejne pytanie retoryczne, zadane tylko po to by zwrócić uwagę na lekkie podirytowanie Haspera tym ciągłym witaniem się z ludźmi, których imion nie pamiętał. Połowy twarzy nawet nie mógł skojarzyć skąd zna, ale trudno się dziwić na taki stan rzeczy, skoro prawie każdy wypad tutaj kończył się powrotem do szkoły w sposób którego nie umiał określić. Imprezowanie stało się jego znakiem rozpoznawczym tak dawno, że sam nie umiał tego określić.
- Powiedz to tamtej, wygląda jakbyś jej co najmniej się oświadczył - zauważył złośliwym głosem, wskazując głową dziewoję przy barze, która tęsknym spojrzeniem przyglądała się chłopakowi z bractwa Pum, gotowa zrobić zapewne rzeczy, które jej ojca przyprawiłyby o przedwczesne posiwienie włosów, gdyby tylko Alec zechciał ją poprosić. - Pijemy - uniósł w górę kieliszek, wypił jego zawartość i już po chwili przesunął w stronę kumpla nowy, od razu narzucając tempo picia jednej kolejki za drugą. Szkoda tracić nocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alec Guillaume
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 23
Skąd : Luksemburg
Liczba postów : 249
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: ULICZKA ŚW. BERNADETTY   Pią Maj 03, 2013 11:51 am

Alec miał to do siebie, że szybko się nudził. Nie minęło wiele imprez, kiedy od pierwszego piwa zaczął pijać pierwszą wódkę, pierwszy absynt, pierwszy kradziony rum, który po spalonym pierwszym skręcie sprawiał, że czuł się jak najprawdziwszy pirat dryfujący po oceanach i porywający księżniczki jakiś dziwnych plemion. Od bucha do bucha, potem coś mocniejszego; kończąc tutaj, w jedynym lokalu w zawszonym Veytaux, gdzie pił kolejkę za kolejką tylko dla rozgrzewki, gotów na wszystko co przyniesie noc i drinki z dosypanym proszkiem. Albo nie drinki, to było zbyt babskie na dzisiejszy wieczór (i w ogóle jakikolwiek).
- No to będzie przednio - stwierdził z miną znawcy, uśmiechając się jak dziecko w sklepie z najlepszymi zabawkami. Jedyne co się zmieniło, to same zabawki, bo dziećmi byli nadal. Obydwaj unikali spojrzeń dziewczyn, które ich poznawały, po niechlubnych wypadach, których nie pamiętali. Chociaż chyba tamtą rudą która stała przy barze nawet kojarzył, w towarzystwie jej koleżanki; pamiętał sól zlizywaną z jej pleców, by zaraz popić ją tequilą i zagryźć cytryną z ust tej drugiej. Czyli jeszcze nie było z nim tak źle. Ale nie odmachał jej, aż tak pewny tego, co przesiadywało w jego podziurawionej pamięci nie był.
- Też mnie to zastanawia, przecież z okolicy raczej nikt się nie zjeżdża specjalnie tu, do chuja - odparł niemalże znudzony, chociaż skąd się tu tyle ludzi brało było ciekawe. Chciał wierzyć, że większość jest tu dla tych samych celów co on i Hasper, bo w innym przypadku zostało tylko współczucie, które niezbyt leżało w jego wyjebanej naturze.
Zerknął w stronę baru, jednak nie rozpoznał dziewczyny, o której mówił Hasper. No cóż, zdarza się nawet najlepszym, że zapomina się z kim się spędziło jedną z wielu zbyt zakrapianych nocy. - Boże, oświadczyny. Przecież miłość nie istnieje - zaśmiał się w głos, unosząc kieliszek i szybko wychylając jego zawartość. Na drugi nawet nie wzruszył ramionami. Tempo to tempo. - Ale chcę się dziś skurwić - nadal się śmiał, wpijając ten drugi kieliszek, koordynując też gdzieś w międzyczasie palenie i podsuwanie im kolejnych kielonów.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hasper Knörzer
Uczeń
avatar

Age : 23
Skąd : Szwajcaria
Liczba postów : 53
Join date : 10/04/2013

PisanieTemat: Re: ULICZKA ŚW. BERNADETTY   Pon Maj 06, 2013 5:53 am

Gdy już wypili morze alkoholu, które Alec zamówił na początku ich przybycia tutaj Hasper przeciągnął się leniwie, rozglądając po raz ostatni. Nikogo na horyzoncie ciekawego nie było, więc można się było skupić na czymś ciekawszym. Żeby żadne z nich za szybko się nie znudziło. Machnął więc na kelnerkę, której pochodzenie, stan i zawód i wszystko inne, próbowano już wyżej określić, żeby zamówić jeszcze więcej alkoholu.
Swoją drogą gdyby siedziało tu dwóch innych kolesi z ich szkoły, ten alkohol rozstrzygnął by sprawę na korzyć kibla w męskiej toalecie, który byłby świadkiem porażki, upadku moralności i śniadania sprzed dwóch dni. Nieważne, kobietka przyniosła czystą, a Hasper nie zwracając zbytnio uwagi na otoczenie najzwyczajniej w świecie dosypał do każdej ze szklaneczek po jednej, malutkiej, tabletce. - Za dzisiejsze skurwienie kolego - powiedział z uśmiechem szelmy podsuwając koledze jedną porcję, po czym sam swoją wychylił bez cienia wątpliwości. Najwyżej rano obudzą się w dziwnym miejscu, w otoczeniu kobiet o podejrzanej reputacji, wywołując tym zapewne niemały skandal. - Szybko, szybko noc taka młoda. Nie bądź taka pizda - dodał zachęcająco odstawiając pustą szklaneczkę do góry dnem i w coraz lepszym humorze rozejrzał się po tym miejscu gdzie siedzieli, dochodząc do wniosku że jeszcze trochę a ogarnie sobie rozrywkę. - Tamta jest niezła, pracuje tu? Nie chce tracić stówy dla jakiejś cnotki, co się wyrwała spod klosza - Bo to zapewne groziłoby wielką aferą, że nagle ją uprzedmiotowili, że coś, że jeszcze coś innego i ogółem kicha z lekka. Takie cnotki były najgorsze, bo walczyły o równouprawnienie, mimo że i tak każda lubiła zaszaleć.
Spojrzał ponaglająco na Aleca, żeby chłopak się ogarnął, czas na kolejną kolejkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alec Guillaume
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 23
Skąd : Luksemburg
Liczba postów : 249
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: ULICZKA ŚW. BERNADETTY   Pon Maj 06, 2013 2:33 pm

Przy takim imprezowym stażu, jeden marny zestaw kolejek i to na pół był tylko lekką rozgrzewką. Szybką, bo w sumie Alec niezbyt wiedział kiedy, a już kieliszki stały puste, a Hasper się przeciągał, więc niewiele myśląc zaczął się rozglądać i gdzieś tam nawet zarejestrował że Knorzer zamówił więcej alkoholu.
Potrzebował kilku minut, żeby cokolwiek poczuć po tych shotach, które chyba były jakieś oszukane, jednakże nie było na to czasu. Dzięki Bogu lub innej Istocie Niebieskiej jego towarzysz ani nie wylewał za kołnierz, ani nie pozwalał na marnowanie cennego czasu tego, jeszcze nijakiego, wieczoru. I bardzo dobrze, bo jeszcze zaczął by rzeczywiście skupiać się na tym co się działo wokół, na błyskających światłach, które raz po raz strumieniami oślepiały wszystkich, albo na muzyce, która niewiele się różniła od tej sprzed tygodnia. Na dobrą sprawę to często tu bywał, nic dziwnego, że już go rozpoznają. Szkoda, że on miał problem z odwrotnością.
- Oooo - zareagował z uznaniem na tabletki, które Hasper wrzucił im do wódki. Tak, to był idealny czas na rozpoczęcie prawdziwej zabawy. - Na zdrowie - odparł, uśmiechając się jak chochlik i wychylił swojego shota ze wstawką, ponaglany przez niecierpliwego kompana.
Już teraz był pewien że będzie ciekawie i już nie umiał się doczekać znajomego uczucia odrętniewnia i luzu na całym ciele. Zerknął w stronę, którą wskazywał Hasper. - A skąd mam kurwa wiedzieć. Ale na cnotkę nie wygląda. Ani na taką, co bierze aż stówę. Obstawiam, że pinacolada wystarczy - stwierdził obiektywnie śmiejąc się przy tym lekko, nawet jeśli właśnie zostałby zlinczowany przez brzydkie feministki za przedmiotowe traktowanie kobiet. Cóż, shit happens. Wzniósł kolejny kieliszek, patrząc na Knorzera porozumiewawczo i szybko go wypił. No te już na pewno nie były oszukane, bo wódka drażniła przełyk, ale przynajmniej czuł, że pije. Znów zerknął na tamtą dziewczynę. - W sumie tak się na Ciebie gapi, że może obejdzie się bez pinacolady - znów się zaśmiał i odpalił sobie papierosa.
Ale czy o to chodziło? Chyba jednak obydwaj dzisiaj potrzebowali dziewczyn, które od pinacolady wolały czystą bez popity.
- Chodźmy stąd stary, znam fajne miejsce, gdzie laski są bardziej rozgarnięte - powiedział, a po chwili wyszli w noc, ćmiąc fajki, z nadzieją na ciekawszą resztę wieczoru.

zt:)

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: ULICZKA ŚW. BERNADETTY   

Powrót do góry Go down
 
ULICZKA ŚW. BERNADETTY
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Boczna uliczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elite School in Switzerland :: S Z W A J C A R I A :: SZWAJCARIA :: VEYTAUX-
Skocz do: