Elite School in Switzerland


 
IndeksRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Austin Sommers

Go down 
AutorWiadomość
Austin Sommers
Uczeń
avatar

Skąd : American pie
Liczba postów : 10
Join date : 04/04/2013

PisanieTemat: Austin Sommers   Czw Kwi 11, 2013 6:15 pm


AUSTIN SOMMERS
Pedro Bertolini

    Imiona: Austin August
    Nazwisko: Sommers
    Data i miejsce urodzenia: 14 Stycznia, Nowy Jork
    Klasa: VI
    Bractwo: Puma
    Status społeczny: bardzo bogaty ćpunek

    Rodzina:
    Conrad Sommers - Zgryźliwy, brzydki, przeklinający na wszystkich i na wszystko ojciec. Człowiek mający swój świat i swoje kredki, posiada podwójną profesję - jest lekarzem i architektem, , pracoholik. Prowadzi firmę, uważa się za personę równą królowej Anglii i w ogóle jeszcze bardziej sprytny, bystry facet, tyle, że brzydki. Austin nie odzywa się do niego od wyprowadzki.
    Victoria Sommers - Przebiegła, dziwna, niecierpliwa osobistość. Uwielbia wszelkie imprezy, jak i zajmowanie się ich organizacją, mieszka w LOdnynie i mało co ją obchodzi reszta dzieciaków, także za dużo rozpisywać się o rodzicach nie ma.
    Chaya i Vanessa - bliżniaczki, młodsze, słodkie niewiasty na pewno podczas pierwszego spotkania. Jednak, wbiją ci nóż w oczko, gdy im się nie spodobasz, skopią słownie tyłek, bo jezor mają niewyparzony strasznie i przez małą opiekę ze strony starszych, są strasznie rozpieszczone i nie wiedzą, co to umiar, ani odpowiedzialność. Istoty bardzo powabne, teraz zgrabne, bo kiedyś strasznie puszyste, na wszystko im pozwalali, niezbyt dobre uczennice z racji swoich materialnych zainteresowań. Chaya stroni od książek, bo woli wydawać rodzinny majątek w klubach i w butikach. Za to Vanessa niby nie jest materialistką, ale przelicza często wszystko na swoją korzyść. Chłopak niezbyt dogaduje się z tą małą francą, ale stara się trochę naprowadzać obie na właściwą ścieżkę, bo nie chciałby by skosztowały własnej krwi z żyletki.
    Jest jeszcze Ryan, ten przyrodni, ale on też należy do grupy ignoruj i hejtuj.

    Wygląd:


    Jest przeciętny i wcale nie prosi wieczorami Boga o więcej. Przynajmniej tak mu się zdaje, gdy zagląda do lustra tylko w przypadku uczesania się czy zmiany koloru. Nie żeby robił to częściej niż wszystko inne, ale zdarzają się chwile, kiedy to znudzony musi coś ze sobą zrobić i to natychmiast. W łazience stara się spędzać zwykle mniej czasu niż to możliwe, w przeciwieństwie do wiecznie niezadowolonego z wyglądu kuzynostwa. Twarz ma zwyczajnie prostą, bez żadnych skaz po pryszczach ( bo niegdyś posiadał tych małych skurwieli jak na potęgę, wyciskał, aż nie stwierdził, że to rzeczywiście obrzydliwe ), normalny i akuratny nos, chociaż nie wydaje się takim być, że względu na wieczny problem z psikaniem. Włosy naturalnie ciemny blond po matce podobno w idealnym stanie, teraz rozczochrane, byle jakie, wręcz niechlujne, nie ma się co dziwić; rzadko kiedy dotyka szczotki, bo zwykle kładzie się odrazu późnym wieczorem do łóżka. Patrząc w oczy, dostrzeżesz kolor niebieski, ale on wolałby nie-gejowski-brąz. Nie ma zdania na temat mody, dlatego ubiera się zazwyczaj w to, co mu pasuje i jak jest obecnie nastawiony do dnia. W szafie znajdziemy różnego koloru krawaty, w szkolnym typie marynarki, jak i naturalnie, bluzy, swetry, nawet spódniczki w kratę!, a przede wszystkim dużo spodni, niektóre z wyciętymi dziurami na serio wszędzie. Buty też nie grają większej roli w jego życiu, wygoda i komfort to dla blondiego podstawa. I chciałby być wyższy, wierzcie czy nie, ale te 189 to dla niego zdecydowanie za mało.

    Charakter:
    Zaskoczeniem nie będzie, jeśli napiszę tutaj optymista pełną gębą. Nie dla niego straszne dni, gdzie jego matka albo siostra zionie ogniem w czasie okresu, rzucając w biedaka czym popadnie. I nieważne czy to kubek, czy zwykła zapalniczka. Znosi dzielnie każde wyzwiska, krytykę, biorąc do serca to, co wyda mu się najważniejsze i sensowne. Filozof to z niego okropny; potrafi wysnuć chore teorie na sam temat choroby dzikich krów, wplątać w to mafię i jednocześnie zachować powagę jak nigdy. Jak nigdy, ponieważ zazwyczaj uśmiech mu nie schodzi z twarzy, sypie żartami jeden po drugim, próbując drugiego człowieka czy interesującą osobę w czasie rozmowy pocieszyć/przegadać/postawić na swoim. Bywa kłótliwy i bardzo dobrze o tym wie, poniekąd wykorzystuje tą cechę na rzecz dobra ogółu, bo to zawsze on i tak ma rację, po jakiego kipa masz się z nim spierać. Ci, którzy znają go od małego, powiadają, że zaraża świetnym humorem, jest chochlikiem, który ma dobre i wielkie serce, okazuje je każdemu bez względu na wszystko. Gubi się w tym postępowaniu, trudno go zatem zrazić do siebie, powiedzieć by się odczepił i przestał zadawać te głupie i umoralniające pytania. Nie zna granic w pocieszaniu, nie wie kiedy skończyć. Sam widzi się jako rycerza w białej zbroi, na równie białym koniu i chce ratować zgubione dusze, jednocześnie biorąc z życia jak najwięcej. Nie zwraca uwagi na pech, dla niego to słowo nie istnieje, zawsze w wypadku znajdzie coś dobrego, a jeśli zdarzy się ogromna tragedia, czyt. pogrzeb, cóż. Bierzecie, zapraszacie tego kretyna na własną odpowiedzialność. Nie umie utrzymać gęby na kłódkę, powie co myśli, jest kiepski w dotrzymywaniu jakichkolwiek tajemnic, dlatego uważać w jego towarzystwie na powierzane mu fakty ze swojego życiorysu, bo z pewnością wykorzysta to w najbliższym czasie, nie ograniczy się jedynie do wyśmiewania. Mimo, że pozornie to uczynny i wierny facet, w związkach trudno przewidzieć jego kolejny ruch. Nie, że odrazu niedostępny dla dziewczyn, jest zimny i każde im spieprzać z powrotem na drzewko, czy udaje pierwszoligowego łamacza serc, ale ma dystans do sercowych spraw i nie ruszy palcem, by obudzić w sobie jakiekolwiek chęci. Ucieka od zaangażowania się w dalsze relacje, nawet nie chce próbować. Z rodzeństwem jest inny, bardziej nieznośny i więcej przeklina, co na serio w szkole mu się ledwo co zdarza, bo zazwyczaj chodzi i nawraca innych.W chacie, cała trójka bije się, rzuca papciami oraz rozwala najcenniejsze dla serducha rzeczy, nie wspominam też o zastawie do jedzenia, która co chwilę jest zmieniana. Stara się być bardzo fajnym i opiekuńczym bratem, ale no, sami widzicie, wychodzi pokracznie, gdy masz tak zjebane siostry, wiecznie pragnące władzy nad rodzicami i sterty nowych ciuchów praktycznie co kilka dni. Ale na szczęście są to młodsze karpiki, szacunek bądź co bądź posiada. Znikomy, ale zawsze.


    Moc:
    Jest dziecinnie prosta i łatwa w zrozumieniu. Nie ma tutaj żadnych dziwacznych teorii, czy tłumaczenia, co gdzie jak kiedy, wydarzenia, które zmieniły moją postać. Austin dowiedział się o niej już wcześniej, ponieważ jedną posiadała jego matka, jednak odrzuciła cholerstwo gdy była mniejsza. Rozmawiała ze zmarłymi, a synowi przypadło wyłącznie czytanie w myślach. Jednak, żeby utrudnić mu przenikanie do jakiegokolwiek ludzkiego umysłu, potrzeba do tego kontroli, której mu jednak często brak, bo jest roztrzepany i robi milion rzeczy naraz. Bo inaczej to boli go strasznie głowa i włącza mu się czytanie wszystkich w zasięgu kilku kilometrów. Mózg rozjebany, proszę państwa.

    Biografia:
    Ale chuu, przesadziłaaam.
    Nie jest przeciętnym dzieciakiem, urodzonym jednak pośród kochających się rodziców, czy fajnego, troskliwego rodzeństwa. Żadne z wymienionych, z możliwie szczęśliwych opcji, ponieważ pomimo posiadania majątku, że aż głowa boli, ten chłopak jest bardziej spokojniejszy, gdy w portfelu widnieje tylko jego dowód osobisty, prawo jazdy i parę marnych banknotów, dzięki którym przeżyje po swojemu następne dni.
    Zaczynając od początku, mamy do czynienia z buntowniczką o imieniu Victoria. To wszystko przez jej aspiracje do zostania matką roku, matką wszystkich narodów najlepiej. Od zawsze miała dziwne hobby aka obserwowanie własnej mamusi, jak lata za dziadkiem Austina krok w krok i szczerzy zęby do jego gości, uśmiecha się serdecznie i podaje obiad o takiej, a nie owakiej godzinie. Idealna pani domu, skrótem bardzo dosłownym wam tu zapodając. Niestety, kiedy poznała swojego pierwszego chłopaka, bo męża przyszłego nie było jeszcze w zasięgu jej szponów, to marzenia legły w gruzach, ponieważ głupia idiotka dała się nabrać i puściła się w samochodzie z jego kumplem, z czego wyszło dziecko, ale je podobno usunęła, bo wkroczyła babcia Meredith i kazała się przygotować na zarzucenie łowów na Condzia. Była przeciwna takiemu postępowaniu, ponieważ jeszcze wtedy obchodziły ją swoje granice moralne i nie była w stanie wykonać aborcji. Uciekła na półtora roku i zaszyła się w jakimś klasztorze drugiej szansy, gdzie zdążyła urodzić chłopca. Powróciła do domu przypadkiem, spotykając Conrada w jednej z dyskotek. Wyniósł ją pijaną i naćpaną, przygotowaną prawdopodobnie do cichego gwałtu. Pigułki wtedy może nie były tak znane, albo ich w ogóle nie było, ale za to inne środki odurzające działały znakomicie, dlatego Victoria dziękuję Bogu, że on znalazł ją wtedy i zawiózł pod właściwy adres. W sumie, najpierw dał jej odpocząć we własnym mieszkaniu, nie żądając niczego więcej, a dopiero potem odstawił do domu. I tak się zaczęła ich bliższa znajomość, dwa miesiące później przedstawiono ich sobie oficjalnie na przyjęciu urodzinowym, gdzie uprawiali swój pierwszy seks w basenie, wywołując oburzenie gości i plotki wśród śmietanki towarzyskiej. Jak oni mogli na to pozwolić, nie potrafią wychowywać dzieci, to zwykła bezczelność! - Nie schodzili z czołówek rozmów przez dobre trzy tygodnie. Dziewczyna niestety po kolejnym spotkaniu, oznajmiła chłopakowi, że jest w ciąży no i się pobrali. Condrad dostał się do firmy swojego ojca, po przekroczeniu dwudziestki. Zaczął powiększać na skalę światową ich imperium, a biedulka, świeżo upieczona na ruszcie pani Sommers siedziała w ich apartamencie samotna, aż pewnego wieczoru zapytana o to, czego jeszcze jej brakuje, skoro cały czas wydaje się bez życia, poprosiła o dziecko. I tak się rok później pojawił słodki, pierdzący, bebłajacy palcami w misce z kaszką Austin. Pomysł na imię wyszedł od babci, ma zjebaną psychikę psychotropami. A tak się marzył im majestatyczny Edward. Cóż, patrząc z perspektywy czasu, on dobrze się z tym imieniem prezentuje i nie chciałby się jednoczyć z innymi Edkami w bólu po trafieniu na sagę zmierzchu. Bez obrazy. W pierwszych latach swojego życia, zdołał złamać sobie nogę(lat cztery), rękę (lat dwa), zrzucić siebie i zabawki ze schodów kilkanaście razy(od lat 3-6), zgubić się na lotnisku, nawet na pogrzebie i zjednoczyć się z przestępcą. Właściwie to swoimi mądrościami zdołał go powstrzymać od napadu i go szybko policja zgarnęła, a ten ani szoku nie miał, jeszcze chciał sam go w tych kajdankach zamykać. No co się dziwić drodzy państwo, telewizja, pierwszy komputer, gry, miało swój udział w dorastaniu, znaczny. Za miszcza uznaje MJ, jeśli chodzi o bycie perfekcyjnym w tym, co się robi. W wieku dziesięciu lat przenieśli się do Szwajcarii i tam już to po prostu rozpętało się dla niego piekło, bo matka po sześciu latach małego obcowania ze starszym o dziwo znowu zaciążyła i został bratem Chayi oraz Vanessy. Już wtedy odkrył tą fajną zdolność, dzięki której zaczął się tak wyróżniać od innych osób bardziej niż przypuszczał. Gorzej zrobiło się podczas drugich urodzin siostry, gdzie się zdenerwował i rozwalił z natłoku wszystkich myśli pięścią wielki tort. Prawie zemdlał. Usiłując to sobie jakoś wytłumaczyć, uciekł z ogródka, wtedy zauważyła go koleżanka obok no i tak się dowiedział, że będą razem chodzić do jakiejś dziwnej szkoły, gdzie to będzie można kontrolować i wykorzystywać w celach dobroczynnych.
    Kiedy ojciec wyprowadził się z domu, pojawił się wcześniej wspomniany przyrodni braciszek, zbawca dusz wszelakich. Kłamliwy skurwysyn, nienawidzący ich ich obojga z całych sił, w sumie trójkę, bo Conrada też przetrawić nie mógł, ale zamieszkał niby z nimi. Chaya cała nastroszona chodziła po domu, mówiąc, iż woli takiego gburowatego Austina aniżeli przydupasa mamuśki. Rzeczywiście ciągała go na każdą galę, uroczystość, robiła wszystko to, na co nie pozwalały sobie pozostałe dzieciaki, czyli rządzenie sobą w subtelny sposób. W końcu kontakty z matulą prawie zanikły, rozwiodła się z ojcem na amen, wyjeżdżając do Londynu wyłącznie z Ryanem, wiecie - lizusem przebrzydłym i to chyba najbardziej aktualny i najwierniej oddany stan rodziny Sommersów. Rodzeństwo pozostaje pod opieką kamerdynera i służek, niań, czy co to się teraz nazywa.

    Ciekawostki:
    - Nienawidzi kobieciarzy, najchętniej by ich spalił żywcem, ale, że prawnie by nawet kasa starych by mu nie pomogła nie pójść do więzienia, przyfasoliłby w te głupie mordy i kazał obciąć przyrodzenie;
    - Nienawidzi też kiwi, bananów i jabłek. Reszta owoców jakoś ujdzie;
    - Pozornie wygląda na cichego chłopczyka, zbyt fajnego na towarzystwo niższej klasy społecznej, ale zapewniam, że tak nie jest;
    - Ma nie równo pod sufitem, gdy się upije, całuje pierwsza napotkaną osobę na drodze, więc hola, uważać na tego lovelasa;
    - Ucieka przed każdym robactwem, nie śmiejcie się w jego towarzystwie z tej przypadłości;
    - Karierowiczki i żmije to mają wypad na wstępie;
    - W swoim pokoju, w domu rodziny Sommers, ta pierwotna wersja - NYC - trzyma kameleona jemeńskiego o imieniu Stefan i gada z nim normalnie, jak z człowiekiem;
    - W porywach złości, rozwali wszystko, co mu napatoczy się pod rękę/nogę/głowę. Agresor rośnie po tatusiu;
    - Ma słabość do fortepianu, skrzypiec i swojego łóżka;
    - Rodzice chcieli na jego cześć nazwać kiedyś fundację, ale powiedział, że jeszcze nie zbiera mu się na umieranie, a jeśli tak będzie to dowiedzą się pierwsi, czym porządnie wkurzył ojczulka i niestety dostał po mordzie.

    Narracja: trzecioosobowa, bicz.



B.A.P
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lars Eisenberg
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 21
Skąd : Lucerna
Liczba postów : 205
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: Austin Sommers   Czw Kwi 11, 2013 6:27 pm

witaj w naszym skromnym gronie, Pumko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Austin Sommers
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elite School in Switzerland :: T W Ó R C Z O :: KARTY POSTACI-
Skocz do: