Elite School in Switzerland


 
IndeksRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Lunaree Everdeen

Go down 
AutorWiadomość
Lunaree Everdeen
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Monachium, DE
Liczba postów : 49
Join date : 10/04/2013

PisanieTemat: Lunaree Everdeen   Sro Kwi 10, 2013 3:07 pm


LUNAREE CHARLIZE EVERDEEN
Sky Ferreira

    Imiona: Lunaree Charlize
    Nazwisko: Everdeen
    Data i miejsce urodzenia: 7 I 1997, Monachium, Niemcy
    Klasa: VI
    Bractwo: Puma
    Status społeczny: przeciętny

    Rodzina:
    - Karen - mamusia moja ukochana. Osóbka nieco psychiczna, zawsze uważałam na to, by nie urwała mi głowy przy przytuleniu. Jeśli już miała taki kaprys, by mnie przytulić. Zajmuje się dzieciarnią w przedszkolu, zarabiając tak mało, że żal dupę ściska. Jest Niemką z dziada pradziada, dobrze chociaż, że jest wyjątkiem od reguły, że Niemki są brzydkie. Szkoda tylko, że tak posypała się po śmierci ojca.
    - Caleb - "świętej pamięci" tatuś, w sumie to nie takiej świętej. Średnio się nami zajmował, głównie krzyczał. Dopóki jeszcze żył, był kurierem. A co robi tam, gdzie poszedł? Skąd mam wiedzieć. Zresztą, średnio mnie to interesuje. Powinien się smażyć w piekle, i to w głębokim tłuszczu!
    - Max - najfajniejszy młodszy brachol, jaki może być. To chyba jedyny dzieciak, który mnie nie wkurza! Ma siedem lat i mieszka z mamą w Monachium, jest prawdziwym twardzielem i bardziej on opiekuje się nią, niż ona nim. Jest taką małą wersją mnie - trochę szalony, energiczny, wszędzie go pełno i chce zostać aktorem. Jeszcze będziemy razem grać w filmach!

    Wygląd:


    Cytat :
    Kiedy przyszła do tej szkoły, wyglądała... Koszmarnie. Siano zamiast włosów, nieprzytomne, podkrążone oczy, jakby ćpała już w wieku dwunastu lat. Za duży podkoszulek, obcięte w połowie łydek dżinsy i stare trampki, a do tego te jej długie jasne włosy, sięgające gdzieś do pasa. Nie mówię, że była brzydka - była po prostu zabiedzona i chyba trochę zaniedbana, sądząc po stanie jej garderoby oraz anorektycznej wręcz chudości.
    ~kolega ze szkoły
    Cytat :
    Och, Ree? Dobre sobie, toż to brzydactwo pospolite! Włosów toto nie umie ułożyć, pomalować się porządnie, podkreślić tego, że ma stosunkowo dobrą figurę ani zatuszować braku cycków. No sorry, ale ja bym się z tak żałosnym stworzeniem jednak nie chciała zadawać, bo jakoś nieszczególnie uśmiecha mi się to, że ta dziewczyna, która wygląda jak narkomanka, kojarzona jest ze mną!
    ~koleżanka ze szkoły
    Cytat :
    Lunę poznałem, kiedy tylko tu przyjechałem. Siedziała po turecku na dziedzińcu, bazgrząc coś w szkicowniku. Jak wygląda? Nie należy do osób, które szczególnie wyróżniają się wyglądem, ale nie nazwałbym jej brzydką. Ma bardzo specyficzną twarz, ale jej oczy, chociaż zawsze podkrążone, mają w sobie coś takiego... Ma fajne włosy, takie długie, trochę jednak krótsze niż dwa lata temu. A ubiera się dużo inaczej, niż te wszystkie pseudolaski z Bernarda. Jej nie zobaczysz w kusej kiecce, szpilkach i z wielkim dekoltem. Ooo, co to to nie! Ona ubiera się trochę jak chłopak, ale i tak fajnie to wygląda.
    ~kolega
    Tak jak wiele osób to zdążyło zauważyć, jestem zdecydowanie za chuda. Wiele dziewczyn dąży do takiej figur, jaką mam ja - długie, chude jak patyki nogi, wcięcie w talii, brzuch tak płaski, że prawie wklęsły i jeszcze to pożądane wcięcie w talii. Dobra, na nie nie narzekam, bo dość je lubię, ale gdyby żołądek odkleiłby się od kręgosłupa, nie narzekałabym! Przydałoby się jeszcze, żeby w biodrach przybyły mi ze dwa centymetry, w udach tak z centymetr, a rozmiar stanika podskoczył z 70B do C. Byłabym zadowolona! No i do tego jestem za niska - metr sześćdziesiąt to nie jest mój wymarzony wzrost, uwierzcie. Przez swoje wymiary przypominam trochę takiego małego, słabiutkiego elfa o wrednym uśmiechu. W sumie lubię swoje włosy, ale kiedy patrzę, jak spoglądają na nie inne dziewczyny, to nagle zmieniam zdanie - przecież to siano, załamka, powinnam je obciąć przefarbować się, zacząć układać... Ale te wątpliwości znikają po minucie, bo nie wierzcie w moje narzekania - ja naprawdę lubię swój wygląd, z małymi wyjątkami. Te cienie i wory pod oczami są charakterystyczne dla mojej twarzy, poza tym zawsze mogę podyskutować z nauczycielami na temat "Co wciągałam dzisiaj rano", chociaż wszyscy wiedzą, że od narkotyków trzymam się z dala. Co do ciuchów, ubieram się w lumpeksach. Mówię o tym otwarcie, po co się cykać albo wstydzić? W secondhandach można znaleźć prawdzie perełki, których ludzie się pozbywają. Poza tym zawsze dodaję ubraniom coś od siebie, dzięki czemu zyskują pazur. No i są niepowtarzalne, nie tylko dlatego, że żadna inna dziewczyna w szkole nie będzie miała na sobie męskiej kurtki dżinsowej w rozmiarze XXL podczas gdy sama nosi S. Żadna inna nie skusi się na to, by samemu wymalować obrazki na białych trampkach, które mają już kilka lat. Są zbyt próżne, no! Dużo osób tu pochodzi z bogatych rodzin, oni patrzą na mnie krzywo kiedy tylko mnie spostrzegą. Nie dziwota - przy nich jestem zabiedzonym, wychudzonym, brzydkim kaczątkiem.
    Jednak, od czego ma się taką moc, jak moja?! W każdej chwili mogę poprawić to, co mi się nie podoba, więc nie rozumiem, po co narzekać? Codziennie używam swojej mocy - a to żeby rozjaśnić włosy, a to żeby je przyciemnić, dodać im złocistych lub srebrzystych refleksów, skorygować kształt nosa albo ust... Takie kosmetyczne zmiany, które inne osoby uzyskują po godzinach całych spędzonych przed lustrem.

    Charakter:
    Ot, nie lubię mówić o sobie. Jestem strasznie nieśmiała i stresuję się, kiedy mam się komuś opisać. Komplementy mnie irytują, bo jestem brzydka jak noc i wiem, że to tylko tak z grzeczności. Zresztą, kiedy mnie ktoś ostatnio komplementował?! Boję się wszystkiego, zaczynając od pająków, na ludziach kończąc. Jestem introwertyczką bez życia osobistego, nienawidzę swoich umiejętności i najchętniej to bym się zabiła.
    BZDURA!
    Nie, nie narzekam, nie biadolę, a wszystko, co u góry napisałam, jest totalną ściemą. Ot tak, na rozgrzewkę. No, brawo, połapałeś się. Lubię kłamać i ironizować, bywam bardzo sarkastyczna i złośliwa, wręcz wredna. Lubię widzieć zdziwienie na twarzy rozmówcy, czy raczej wroga, bo tylko do nich się tak odnoszę, kiedy zgaszę go ciętą, celną ripostą i on nie wie, co powiedzieć, no i kłapie mordą jak ryba. Cholera, mam niewyparzony język i często przeklinam, żeby podkreślić wagę jakichś swoich słów, albo po prostu używając starej dobrej kurwy jako przecinka, przerywnika, myślnika, średnika, kropki, wykrzyknika, pytajnika lub wszelkich przymiotników, przyimków, zaimków i przysłówków.
    Ludzie uważają, że jestem psychopatką. Czemu? Może dlatego, że zdarza mi się godzinami siedzieć bez ruchu i wpatrywać w ścianę tak, jakbym chciała ją przewiercić. Albo, przykładowo, nawet moi przyjaciele drżą, gdy spojrzę na nich "morderczym wzrokiem". No, lubię "Oszukać przeznaczenie", "Piłę", a moimi idolami i autorytetami w jednym są demoniczny golibroda z Fleet Street (a także Pani Lovett), Kuba Rozpruwacz i Hannibal Lecter, więc już tutaj coś nie wyszło moim rodzicom, jak mnie majstrowali, bo mnie zmajstrowali trochę popieprzoną. Dobra, dobra, sprawiam wrażenie chamskiego dziecka z najciemniejszych zakątków z najbardziej szemranym towarzystwem, może jest w tym trochę racji. Tak naprawdę jednak nie taka Luna złą, jak ją malują! Albo raczej - jak ona maluje. Ona, czyli że ja. Dziwne te zabiegi stylistyczne, oj DZIWNE. Ale do rzeczy - muszę powiedzieć ci, że jestem nieznośna i szybko się nudzę, niecierpliwię jeszcze szybciej. Ja mogę się spóźniać, ale gdy ktoś się ze mną umówi, nie ma prawa być nawet o czasie, tylko dokładnie minutę przed. Jestem, tak mi mówią, inteligentna i sprytna, bo wiecie, zawsze wiem, jak poprowadzić rozmowę, by nie umarła, jak odpowiedzieć, żeby kogoś zgasić, jak kłócić się z nauczycielem, by nie miał podstaw do wyrzucenia mnie z klasy oraz jak sobie poradzić w każdej, ale to każdej sytuacji. Pomysłowa, kreatywna, bezpardonowa - to też do mnie pasuje. Mam szalone pomysły, ze mną nie ma nudy, chyba że akurat jest. Wtedy jest nudno. Ale można ze mną pogadać o wszystkim. Kolego, nie staje ci na zawołanie? Spoko, coś zaradzimy. Damy sobie z tym radę, jestem z tobą w tej trudnej chwili. Koleżanko, chłopak cię rzucił? Zanim się zabijesz, odetchnij głęboko dziesięć razy, jak w szkole rodzenia. Co, okres ci się spóźnia? Tak to pizdo jest, jak się pakujesz kolesiowi do wyrka i nie wiesz, jakie są... hmm, środki zapobiegawcze.
    No, i serio to jestem zawsze na luzie - wieczny nieogar i wieczny odpał, rzadko jestem cicho i spokojnie, najczęściej to o mnie jest głośno, nie o szkolnych gwiazdkach. "Ej, wiesz że Everdeen wyskoczyła przez okno?", "Heeej, słyszeliście, że Luna została zawieszona za bieganie po gabinetach nauczycieli?", "Wiesz, że złapali Ree jak obściskiwała się z jakąś laską poza szkołą?". Taaa, nie można tu mieć tajemnic. Dobra, można, ale trzeba być mniej gadatliwym, niż ja, oo, zdecydowanie. To jest moja wielka wada, nie wiem, kiedy zamknąć buzię.
    DEFINITYWNIE TERAZ.

    Moc:
    Jestem obdarzona wyjątkową umiejętnością - metamorfizmem. Oznacza to, że mogę dowolnie zmieniać swoją aparycję, kiedy tylko chcę. No, nie do końca - muszę się nieźle skupić, żeby chociaż zmienić kolor włosów, a żeby pozmieniać rysy twarzy, budowę ciała... To już wyższa szkoła jazdy. Jednak wszystko jest możliwe, no nie ma innej opcji. Odkryłam tę umiejętność jako ośmiolatka, ale wtedy nie była tak silnie rozwinięta. Ot co, drobne zmiany koloru włosów... Nie, tak naprawdę - kiedy się denerwowałam, moje włosy robiły się całkiem czerwone, zdawały się niemal płonąć. Kiedy byłam smutna, szarzały, normalnie siwiały. Kiedy byłam szczęśliwa, mieniły się różnymi kolorami, od różu przez turkus i zieleń, po pomarańcz i soczyste, jadowite żółcie. Po latach umiem nad tym panować, ale czasem, gdy się kontroluję, widać po moich włosach emocje. Co dziwne, moc ta prawie nie ma ograniczeń. Jedynym jest to, że nie mogę zmieniać się w zwierzęta. Powrót do naturalnego wyglądu jest bardzo prosty - wystarczy, że o tym pomyślę.

    Biografia:
    Historia moja nie będzie zbyt urozmaicona. Ot co, urodziłam się jako pierwsze dziecko dwojga ludzi - Niemki z dziada pradziada i mieszkającego w Niemczech Londyńczyka. Wiecie, jak to jest - dwoje ludzi, wielkie bum, zakochanie, bliższe poznanie (a wiecie, moi starzy wyznają zasadę, że ludzie najlepiej poznają się przez łóżko) no i zjawiłam się ja. Najpierw jako kropeczka, podoba trochę do tej -> ., potem jako coraz większy mutant, aż w końcu urodziłam się, drąc mordę jak szalona. No, jak widać, troszkę szalona jestem. Wychowywałam się w dupnych warunkach, no rodzice się darli, krzyczeli, wydzierali, ale ostatecznie godzili. Ciężko nam było, bo ojciec ciągle tracił robotę, mama była jeszcze młoda i bez wykształcenia. A ich rodzice wypięli się na nich, bo kto to słyszał, by osiemnastolatka zaszła w ciążę z dwudziestosześciolatkiem. No ale nie oddali mnie ani nie zabili, chwała im chwała, cieszmy się i radujmy się, a teraz wróćmy do tej dennej, super nudnej opowieści.
    Na początku nie wiedziałam, że jestem potworkiem. W sensie, mutantem. No, mam nadnaturalne zdolności. To okazało się potem, duużo potem. Chodziłam sobie nieświadoma do podstawówki, żyłam sobie jakoś, no i w końcu nadszedł dzień, kiedy mama oświadczyła mi, że będę mieć brata. Ucieszyłam się nawet, serio. Ale tydzień po otrzymaniu tej radosnej wieści otrzymałyśmy inną - tata miał wypadek na ruchliwej drodze. Ups, jechał na rowerze i tir go pierdyknął. Ojeeeej. Jak smutno.
    Nie chce mi się pieprzyć tych głupot, więc po prostu sobie podrośliśmy, mój brat został nazwany Max i jest fajny, ja też jestem fajna, wszyscy rzygamy tęczą, jest słodziaśnie i uroczo, juhu. I w końcu odkryłam te swoje zdolności, jak - już wiecie. Wkurwiłam się i moje blond włoski stały się czerwone. Ot, cała historia.
    A, no i mając te dwanaście lat przyjechałam tutaj. Dlaczego? Ano dlatego, że mnie tu zgarnęli, a ja stwierdziłam, że Max sobie z mamą poradzi. W wakacje do nich jeżdżę, ogarniam matkę (wiecie, że zaczęła ćpać, jak miałam czternaście lat?! Musiałam ją wyciągać z tego, idiotkę pieprzoną, wbrew jej woli oczywiście), łapię się jakiejś wakacyjnej roboty i troszkę zasilam skromny budżet. No i robię małe zakupy w ulubionym lumpie. I tak wyglądało mniej więcej moje życie. Za parę lat pewnie sama będę się użerać z facetem-idiotą i jakimś dzieciakiem. Cudownie.

    Ciekawostki:
    - Palę i piję, bardzo chętnie, jeśli tylko mam okazję, jednak nie jestem uzależniona czy coś. Moim nałogiem jest tylko czekolada, gorzka.
    - Wbrew temu, jak wyglądam, uprawiam wiele sportów: pływam trzy razy w tygodniu, biegam codziennie rano, przed śniadaniem, gimnastykuję się wieczorami, ćwiczę jazdę konną i szermierkę... No, powinnam mieć mięśnie jak rasowy zapaśnik!
    - Mam fioła na punkcie NIEzdrowej żywności. Serio, mogłabym pochłaniać kilogramami chipsy, wafelki, ciastka, pizzę, hamburgery, hot-dogi, coca-colę, lody... A potem przez miesiąc zajadać surówki, marcheweczki, jabłuszka i popijać to wodą, bo zdrowe żarcie też jest spoko, ale nie mogę się zdecydować, które lepsze. I tak nie schudnę ani nie przytyję, smuteczek.
    - Nadużywam słów (i wyrażeń, i pseudosłów, i półsłówków) "cholera", "o w dupę", "wal się na cyce", "no chyba", "aha", "yhy", "mmm", "no chyba tak/nie", "nie wiem", "jestem głodna", "zróbmy coś fajnego", "nudzi mi się" i... i to chyba wszystkie.
    - Lubię filmy animowane, takie jak "Madagaskar", "Ice Age", "Jak ukraść Księżyc", "Potwory i spółka", "Potwory kontra obcy", "9", "Walle", "Auta", "Gdzie jest Nemo?" (tylko Chuck Norris wie, gdzie jest Nemo! haha, suuuchaar...) i wiele innych.
    - Tak, denne kawały o Chucku Norrisie też lubię i katuję nimi kolegów.
    - Jestem straszną bałaganiarą, ale nie mam wielu rzeczy, które mogłabym rozrzucać. Dbam o rzeczy, bo na nowe mnie nie stać, ale po prostu muszą być zawsze w artystycznym nieładzie.
    - No, ze mnie prawdziwy człowiek renesansu. Nie dość, że interesuję się modę "z drugiej ręki", to jeszcze rysuję, maluję, tańczę, uprawiam sporty, interesuję się językami obcymi i historią, no i chciałabym bardzo zostać aktorką - na razie umożliwia mi to szkolna grupa teatralna. A, no i gram w szachy, remika, pokera... W badmintona, w bierki, w piłkę nożną, śpiewam i pod okiem zdolnych kolegów uczę się gry na gitarze.
    - Mam lekkie uczulenie na mleko, ale nie potrafię go sobie odmówić. Podobnie jest zresztą z gruszkami.
    - Przyznam się, że chciałabym w końcu znaleźć prawdziwego... modela, którego akt mogłabym namalować.
    - Czytam sporo, kiedy tylko znajdę na to czas. Głównie fantasy (Harry Potter, Władca Pierścieni, Dziedzictwo, książki Pratchetta i Gaimana), ale wielbię kryminały Agathy Christie oraz horrory Kinga i Mastertona.
    - Słucham każdego rodzaju muzyki, tylko do disco mnie nie przekonasz.
    - I powiem z głębi serca - mogę umawiać się i z facetami, i z dziewczynami.
    - Gardzę burżujami, którzy żyją w przeświadczeniu, że są lepsi od innych bo mają więcej kasy. Ooo nie, w większości przypadków jest odwrotnie.
    - Chciałabym skoczyć ze spadochronem, chociaż mam lęk wysokości i przestrzeni.
    - Yhm, tak z wynurzeń osobistych, to nie, nie jestem już dziewicą.
    - Hehe, a tak na luzaku to ci powiem, że jestem oburęczna, aha! Mogę malować nawet, jak mam którąś rękę złamaną, to cholernie wygodne. Najśmieszniejsze jest to, że kiedy rysuję, wolę prawą ręką, a gdy piszę i maluję, to lewą. Jednak w sumie to nie ma różnicy wielkiej.

    Narracja: pierwszoosobowa, jak widać też wyżej ^^




nie zespół, a zespoły: Clan of Xymox, XIII. stoleti, Venom, ale też Pudelsi, Myslovitz, The Doors


Ostatnio zmieniony przez Lunaree Everdeen dnia Sro Kwi 10, 2013 7:15 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laura Guillaume
Administrator
Uczennica
SUP
avatar

Age : 23
Skąd : Luksemburg
Liczba postów : 189
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: Lunaree Everdeen   Sro Kwi 10, 2013 7:14 pm

no to chyba będziesz Pumiałka I love you akcept!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Lunaree Everdeen
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elite School in Switzerland :: T W Ó R C Z O :: KARTY POSTACI-
Skocz do: