Elite School in Switzerland


 
IndeksRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 KUCHNIA

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 02/03/2013

PisanieTemat: KUCHNIA   Wto Kwi 09, 2013 9:43 am

SOON
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lars Eisenberg
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 21
Skąd : Lucerna
Liczba postów : 205
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: KUCHNIA   Wto Kwi 09, 2013 9:50 am

[wieczorem, po spotkaniu z Heath]

Lars Eisenberg nie był łasuchem, właściwie jadł niezmiernie mało, jak jakaś umierająca ptaszyna, żywiąc się tylko papierosami i sokiem bananowym, ewentualnie jakimiś odpadkami ze szkolnego bufetu (bo wolał czytać, niż jeść). Nie sprzyjało to jego nabieraniu masy ani polepszeniu kondycji zdrowotnej, ale mało się tym przejmował, o istnieniu kuchni wiedząc właściwie z ciągu logicznego myślenia - gdzieś to burżujskie jedzenie musiało być produkowane. W ilościach możliwych do wykarmienia armii nadnaturalnych, którzy energii potrzebowali niezmiernie dużo. Na naukę, na przenosiny skał, na naukę, na przesuwanie się w czasie, na naukę, na czytanie w myślach, na naukę i na panowanie nad światem. Kalorie liczyły się tutaj potrójnie, nawet dla kogoś tak mizernego jak Eisenberg, którego W KOŃCU przycisnął głód.
Gdzieś w okolicach dwudziestej trzeciej (odwiedzanie kuchni w dzień - tak słyszał z plotek - wiązało się z możliwością natknięcia się na nadpobudliwe kucharki, a on nie znosił rozmawiać z obcymi) pojawił się więc w piwnicach, swoim niesamowicie mocnym bicem otwierając skrzypiące drzwi i przystając w progu, by stworzyć mentalną mapę i logicznie poustawiać pyszności. Żeby nie błądzić wiecznie wśród półek z szwajcarskimi serami, dżemami, czekoladkami Lindta i jakimiś lodówkami z zamrożonymi warzywami.
Skręcił więc w prawą stronę, przechadzając się jak jakiś średniowieczny mnich wśród niebiańskich ogrodów, i wyszukując coś, co mogłoby zaspokoić jego burżujskie podniebienie. Wyjątkowo miał ochotę na jakiś TORT.


Ostatnio zmieniony przez Lars Eisenberg dnia Wto Kwi 09, 2013 1:37 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tamari de Vries
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : AMSTERDAM
Liczba postów : 91
Join date : 04/04/2013

PisanieTemat: Re: KUCHNIA   Wto Kwi 09, 2013 10:11 am

Tamari właściwie… Bardzo często zdarzało jej się o jedzeniu zapomnieć, ale kiedy już dopadł ją głód, który absolutnie nie mógł być nazwany małym, zamieniała się w prawdziwego potwora. Zapewne wypadkową tej diety było to, że strasznie dużo spała, przyjmując minimalną dawkę witamin, co pewnie poskutkowałoby jakąś anemią czy cukrzycą, gdyby nie to, że nie chorowała. Nigdy.
Toteż około dziesiątej doszła do wniosku, że właściwie umiera z głodu, toteż boso przyczłapała do kuchni, nawet przez moment nie zastanawiając się nad tym, czy znajdzie tu kogoś czy nie, bo było jej tu najzupełniej obojętne. Z nieznanych powodów często traktowano ją, jakby była niewidzialna. Albo przez słodką, marihuanową mgiełkę przynajmniej tak jej się wydawało. Toteż bez skrępowania zaczęła tworzyć ogromną kanapkę, którą zadowoliłby się pewnie niejeden z naczelnych szkolnych sportowców, zachwycając obrzydliwą tłustością i mnogością dodatków, które sprawiały, że konstrukcja chwiała się i gibała, wołając o jakiś stabilizator, który w istocie dostała: pięknie wbity przez sam środek nóż, bez żadnego skaleczenia! Po czym dziewczę wzięło się do robienia następnej kanapki, nucąc sobie pod nosem niepokojąco dziwaczną melodię.
Larsa nie zaszczyciła spojrzeniem, najnormalniej w świecie pochłonięta swoim dziełem. Z resztą, kiedy nie była w nastroju kochającym wszystkich, miała duże trudności z ustaleniem, jak ma się zachowywać wobec 90% osób, które rzekomo zna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lars Eisenberg
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 21
Skąd : Lucerna
Liczba postów : 205
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: KUCHNIA   Wto Kwi 09, 2013 10:24 am

Poszukiwania tortu spełzły właściwie na niczym, bo od grzebania w jakiejś szafce odwiódł go dźwięk wbijanego w coś noża. W drewno. Albo jakieś futro, był bardzo kiepski w rozpoznawaniu morderczych odgłów oręża, bo takowe ogarniał tylko w książkach, a wiadomo, rzeczywistość bywa zupełnie inna.
I zaskakująca, bo gdy wyszedł zza regału zobaczył swoją ulubioną holenderską ćpunkę, właśnie próbującą rapować (śpiewać? deklamować coś od tyłu?) i utrzymać w pionie drugą wieżę z chleba, szynek, sałat i...czy on naprawdę widział tam żelki?
- Masz zamiar to zjeść? - spytał z autentycznym zaciekawieniem, a zaciekawić Larsa było naprawdę ciężko, jednakże odkąd poznał Tam, wysunęła się na prowadzenie w jego osobistycznych jackassach. - Nie tą, tamtą, z nożem - dodał od razu, widząc jej lekko nieogarnięty wzrok, zbyt bystry jednak, żeby podejrzewać, że jest właśnie w innym wymiarze.
Od razu do niej podszedł, czując mile podekscytowanie, jak zawsze przy osobie z wspaniałą mocą. Był przekonany, że przy zdrowiu psychicznym i niewyzabijaniu wszystkich wokół trzyma go tylko fakt, że ludzie w St. Bernard byli WSPANIALI. Nawet jeśli marnie wykorzystywali swoją moc. Taka Vries mogłaby naprawdę wieeele oprócz pijackich sztuczek.
Ale owe sztuczki były wystarczająco zachwycające dla Larsa, więc nie narzekał, schylając się i wyjmując z szuflady widelec. - Pokażesz mi coś dzisiaj? - spytał bardzo mruczącym tonem, który mógłby brzmieć pociągająco, lsdowsko i męsko, gdyby nie fakt, że wydobywał się z ust Larsa i gdyby ów Lars nie wbijał właśnie w dłoń Lei widelca. Tak w ramach zaspokajania głodu od dziwnych rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tamari de Vries
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : AMSTERDAM
Liczba postów : 91
Join date : 04/04/2013

PisanieTemat: Re: KUCHNIA   Wto Kwi 09, 2013 12:26 pm

Jeśli był głodny dziwnych rzeczy, stanowczo powinien spróbować sam zjeść jedną z kanapek Tamari, do których nakładła już tyle rzeczy, że sama o tym zapomniała. Jednak trudno było jej zignorować widelec, który nadawał właśnie dolnej części kanapki wątpliwie pożądanego aromatu jej… Krwi? Toteż syknęła i wyrwała rękę, powiększając ranę, która nawet jej nie bolała, za to krwawiła coraz mocniej, zostawiając supermodne ślady na jasnych (brudnych od spodu!) skarpetkach i wypolerowanej na błysk posadzce. Szturchnęła go mocno w żebra, robiąc pewnie niezłą zawieruchę w nieosłoniętych niczym poza kilkoma wątłymi warstwami tkanek narządami wewnętrznymi, po czym wyciągnęła widelec z dłoni i odrzuciła go. Gdzieś. Nawet nie przejmowała się patrzeniem na to, jak błyskawicznie zrasta jej się skóra, zadowolona jedynie, że denerwujące pieczenie, które w istocie odczuwała, powoli odchodzi w niepamięć.
Bo nie miała pojęcia jak traktować Larsa. Uwielbiała go po mieszance peruwiańskiej trawki z whisky, była bardzo pro jego metodom zabawy po brazylijskiej z rumem, wydawało jej się, że poświęca jej za dużo uwagi po wódce, a teraz, na wpół trzeźwo, miała głupie wrażenie, że był fanem taniej rozrywki i bardzo lubił krzywdzić ludzi, przez co jej towarzystwo było spełnieniem jego marzeń. Ot, i w taki sposób wylądowała ze socjopatą, co jej nie przeraziło, bo już wielokrotnie marzyła, żeby trafić do sytuacji rodem z piły i wyjść z tego cało. Byłaby wtedy taka fajna.
Ale ludzie jak na razie ją zawodzili. Toteż patrząc na niego przez chwilę odruchowo sięgnęła do kieszeni, wyciągając wyrób z własnego ogródka, których to miała najwięcej, pięknie skręcony i pachnący słodko, jak ona sama.
- Chcesz mój palec na pamiątkę? – zapytała ze słodko niewinnym uśmiechem, po czym wyszarpnęła nóż z kanapką, uznając to za najprostszy sposób jej zjedzenia, i zaczęła… No obgryzać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lars Eisenberg
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 21
Skąd : Lucerna
Liczba postów : 205
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: KUCHNIA   Wto Kwi 09, 2013 1:36 pm

Nawet brzęk upadającego widelca (strącającego przy okazji ułożone w uroczą wieżyczkę wafelki) nie mógł oderwać Larsa od widoku cudownie rozwalonej ręki. Trochę jak hipnoza. Rozdarta skóra, trochę wewnętrznych brudów, naczyń krwionośnych i ścięgien i... kilka sekund i po wszystkim, tylko jeszcze przez ułamek sekundy na wierzchu jej dłoni srebrzyła się brzydka blizna, ale gdy tylko mrugnął zniknęła. Jakby nic się nie stało.
Powinien się do tego przyzwyczaić, ale naprawdę NIE POTRAFIŁ. Od początku znajomości, kiedy zauważył jak próbuje zjeść szkło - nawet próbował jej to wtedy wybić z głowy, w dzikim odruchu empatii - czuł się totalnie i nieodwołalnie Tamari zauroczony. Jakby spotkał jednego z ulubionych, książkowych bohaterów, któremu nigdy nic się nie dzieje i który zwalcza wszelkie zło tego świata z szerokim uśmiechem i milionami zer na koncie. Coś fascynującego.
- Chciałbym. Spróbujemy? - zaproponował baaardzo jak na Larsa żywiołowo, siadając na blacie i sięgając po tasaki, ładnie ułożone w jakimś drewnianym pudełku. - Ale...jeśli coś Ci się odetnie, to..Ci to odrasta? Czy jak magnes przyciąga...na przykład Twoją odciętą rękę? - spytał niesamowicie podjarany, z tymi błyszczącymi, wielkimi ślepiami, przekładając higieniczny tasak od ręki do ręki i patrząc jak w dość dziwaczny i syfogenny sposób próbuje jeść tego...kanapkowego szaszłyka. Cudem udało mu się powstrzymać dość haniebny impuls wepchnięcia jej całej kanapki (razem z nożową zawartością) do gardła, ale na chwilę obecną bardziej interesowała go kwestia odseparowanych członków jej ciała niż krwotoków wewnętrznych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chantel Channey
Uczennica
avatar

Age : 22
Skąd : z Paryża
Liczba postów : 31
Join date : 04/04/2013

PisanieTemat: Re: KUCHNIA   Wto Kwi 09, 2013 5:26 pm

Na odpowiedź, dlaczego pijesz, mogłaby powiedzieć, że to z powodu włosów. A dokładniej rozdwajających się końcówek. Tragedia. Istny dramat.
Jakby się doszukiwać głębszego dna, poważniejszych przyczyn dla których młoda dziewczyna zwiedzała szkołę w stanie poważnego upojenia, można wskazać na brzydką, depresyjną pogodę. Utęskniona wiosna znowu nie przyszła. A to już poważny powód, poważniejszy nawet niż te nieszczęsne końcówki.
Gdy skończył się jabłkowo-miętowy sok, nadspodziewanie szybko, a butelka wódki nie była jeszcze opróżniona nawet do połowy, Chantal postanowiła obrać kurs na kuchnię, w poszukiwaniu czegoś do czego mogłaby przepijać alkohol. Nie była alkoholikiem, a poza tym wódka była tak nieprzyjemnie drapiąca w gardło.
Starała się iść idealnie prosto po korytarzach szkoły, mijając ludzi, którzy nie zwracali na nią najmniejszej uwagi. Jeszcze nigdy droga do kuchni aż tak jej się nie dłużyła. Nogi zdawały się być coraz cięższe, przez co stawianie kroków przy jednoczesnym zwracaniu uwagi na dbanie o ich jakość było bardzo utrudnione.
No ale w końcu dotarła do kuchni i to, że zobaczyła w niej ludzi lekko ją zaskoczyło
- A co wy tuuu..? - zapytała, opierając się o drzwi, ze zdziwieniem w głosie, jakby stężenie alkoholu we krwi sprawiło, że zapomniała iż w kuchni przychodzi się po to by zjeść.
Patrzyła na nich, nawet nie próbując ukrywać butelki wódki. Wśród okupujących kuchnię rozpoznała swoją przyjaciółkę, na widok której poprawił się dziewczynie humor. Zdziwiło ją tylko otoczenie w którym przebywała, a na które składały się tasaki i chłopiec skądś znany, ale ze względu na już wyżej wspomniany alkohol, chwilowo zapomniany.
- Potrzebuję soku
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raven Dragov
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Subotica, Serbia
Liczba postów : 41
Join date : 30/03/2013

PisanieTemat: Re: KUCHNIA   Wto Kwi 09, 2013 6:33 pm

Zgłodniała. Tak, to bardzo prozaiczne i przyziemne, wręcz niegodne Raven, ale jednak to czysta prawda. Potrzebowała teraz jajka na miękko i szklanki soku z pomarańczy. Nic więcej, tak więc z tym nastawieniem poszła prosto do kuchni. Po drodze nuciła sobie różnego rodzaju melodyjki. Nosiło ją potwornie. Chciała tego jajka, soku i przede wszystkim seksu. Z tym, że to ostatnie wcale nie było tak łatwo znaleźć jak sadziła na samym początku, albo po prostu już robiła się stara. Gdzieś tam w podświadomości jednak wiedziała, że to tylko i wyłącznie jej wina, bo zwyczajnie jej się nie chciało iść i szukać jakiegoś partnera. Chciała, aby ktoś do niej sam przyszedł.
Bawiąc się małą kulą ognia weszła do kuchni. Ze zdziwieniem zauważyła w niej swoje przyjaciółki i kogoś o płci przeciwnej. Na jej ustach pojawił się lekki uśmiech.
- Jakieś zebranie o którym nic nie wiem? – zapytała podchodząc do lodówki. Wyciągnęła jajka i sok i zajęła się przygotowaniem sobie czegoś do jedzenia. Zerknęła przez ramię na przyjaciółki. Chantel z wódką w dłoni, Tamari niedaleko tasaku. Ahm, nic się nie zmienia.
Kiedy wszystko już wstawiła usiadła na blacie i zaczęła obserwować zbiegowisko. Czyżby mieli zacząć się bić na noże i tasaki? To by było ciekawe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tamari de Vries
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : AMSTERDAM
Liczba postów : 91
Join date : 04/04/2013

PisanieTemat: Re: KUCHNIA   Sro Kwi 10, 2013 2:55 pm

Spojrzała na niego krótko i była już przekonana, że gdyby doszło co do czego, faktycznie nosiłby jej palec na szyi bez odrobiny obrzydzenia, co odrobinkę wjechało jej na ambicję, bo właściwie wolałaby oglądać chociaż delikatne skrzywienie jego ust, wyrażające obrzydzenie, niż ten czysty zachwyt. I właściwie rozważała odcięcie sobie całej ręki i obserwowanie efektów, które pewnie nie byłyby zbyt przyjemne, kiedy n a c a ł e szczęście zapachniało (!) gorzałką i ukazała się Chantel, mętnym, nierozumiejącym spojrzeniem ogarniająca scenerię.
Tamari, jak na osobę z mentalnością dziecka przystało, niemalże zachłysnęła się z zachwytu i połknęła jointa, zachowując się trochę tak, jakby nie była w stanie rozdzielić swojej uwagi na Larsa i Chantel, oczywiście wybierając tę stronę, z którą znała się od zawsze, sypiała i spędzała większą część swojej egzystencji. I nie był to Sokół. Do kompletu doszła jeszcze Raven i Tamari, oszołomiona nagłością wypadków z ostatnich paru chwil (w końcu w ciągu kilku minut zjawiły się aż DWIE OSOBY), zmieniając atmosferę z sielankowego wyjścia na zaspokojenie gastro, na śmierdzące wódką, siarką (Raven?) i chucią (Raven??) mini party z delikatną nutką holenderskiej trawki. Niemal poczuła się jak w domu, ale w tym bardziej przenośnym znaczeniu. Cała wesoła, z kanapką na nożu, przytuptała do Chantel, sporo od niej wyższej i wyszczerzyła lekko zęby.
- Naprawdę zastanawiam się, czy ty już powoli nie masz ze sobą problemu – powiedziała obojętnie, obcinając spojrzeniem butelkę wcale nie takiej taniej wódki, dzierżonej w drobnej dłoni. No taka ładna dziewczyna, a pije jak stary alkoholik!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lars Eisenberg
Administrator
Uczeń
avatar

Age : 21
Skąd : Lucerna
Liczba postów : 205
Join date : 03/03/2013

PisanieTemat: Re: KUCHNIA   Sro Kwi 10, 2013 3:14 pm

Lars właściwie przyzwyczaił się do tego, że MUSI jakoś egzystować z ludźmi. Widywał ich na korytarzach, siedział z nimi w klasach, wspólnie uczestniczył w badaniach psychologicznych i jeździł na wycieczki, jednakże nigdy tak to końca nie przekonał się do obecności drugiego człowieka. A zwłaszcza tłumu. I to nie tak, że chował się w swoją skorupę, uciekając chyłkiem przed zbiorowiskiem więcej niż dwóch osób, tylko...bał się, że przez osmozę ogłupieje.
Co w obecnym kuchniowym towarzystwie mogło się wydarzyć naprawdę, gdyż panny, pojawiające się w drzwiach kuchni dość boleśnie odbiegały od eisenbergowych wzorców kompanek do rozmowy. Albo jakiejkolwiek wymiany myśli.
Wybił się z rytmu ich przyjściem tak jak Tamari, jednak nie zapomniał o tym, że trzyma tasak i że w chwili obecnej jedną z największych pokus na świecie jest odrąbanie małej, jeleniej rączki i zobaczenie, czy podpełza powoli do swojej właścicielki czy też zrobi się jakaś...fragmentacja plechy. Czy coś równie interesującego.
Nie ruszał się jednak z blatu (na razie), ładnie przerzucając między dłońmi lśniący tasak i obserwując dwie plebejskie dziewczęta; uroczy trójkąt uzależnień. OBY tylko do owych uzależnień się ograniczający. Chociaż kto je tam wie.
- Czy Wy tak zawsze...dewastujecie wszelkie świętości? - spytał dość retorycznie, marszcząc brwi i zeskakując ze stołu, nie odstępując Tamari ani na krok i ignorując jej jakieś dziwne uśmieszki do Chantal. Złapał za to de Vries za wolną rękę i położył na blacie, jak do wesołej zabawy z nożem i przerwą między palcami. - I czy widziałyście kiedyś, jak jej coś...odpada? - dodał tym razem sensowniej, patrząc się wyczekująco na Raven, którą dziwnym trafem wsadził do szufladki opiekunki Tamari. Ot, tak dla ułatwienia postrzegania tej uroczej trójki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chantel Channey
Uczennica
avatar

Age : 22
Skąd : z Paryża
Liczba postów : 31
Join date : 04/04/2013

PisanieTemat: Re: KUCHNIA   Sro Kwi 10, 2013 5:21 pm

Ledwo oparła się o drzwi, a już ktoś musiał je z drugiej strony otworzyć. Popchnięta, zrobiła kilka kroków do przodu, dalej zapijaczonym wzrokiem ogarniając co się dzieje.
Jak juz wspomniano, nie miala ze sobą problemów, nie była alkoholikiem. Dlaczego tak uważała?
Bo zapijała wódkę sokiem. W świecie jej idealnie uprasowanych ciuchów, drogich butów i jeszcze droższego szampana, to był główny wyróżnik, na podstawie którego dzieliło się ludzi na uzależnionych i nieuzależnionych.
- Skaleczysz się - rzuciła w stronę chłopca, no-jakoś-tak-mu-na-imię-było, który niebezpiecznie machał sobie tym tasakiem i oddała butelkę z wódką swojej niższej, ale w dalszym ciągu najlepszej na świecie, przyjaciółce.
- Skończył się sok, serio - zaakcentowała znowu, swój powód przyjścia tutaj, robiąc kilka lekkich kroków, takich przez które ludziom się wydaje że jesteś w doskonałym humorze i ogółem że jesteś wesołym człowiekiem - Problem tkwi w ludziach. Z nimi mam problem, oni co chwilę się przewracają. I nie mam soku- skoro już się żalić, to na wszystko, stwierdziła, rozpoczynając poszukiwanie tego cholernego napoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raven Dragov
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Subotica, Serbia
Liczba postów : 41
Join date : 30/03/2013

PisanieTemat: Re: KUCHNIA   Sro Kwi 10, 2013 6:17 pm

I mimo, że gdzieś tam w środku, jej sadystyczna część chciała zobaczyć jak ręka Tamari odrasta, bądź nie to nie mogła tego zrobić. Przynajmniej nie jak trzeźwo myślała, w końcu Bambi to jej przyjaciółka. Warto było mieć ją w całości, bez odrąbanych kończyn. Zaczęła machać nogami przyglądając się całej scenie.
- Dewastujemy? – zapytała lekko zdezorientowana. Co niby w tym momencie dewastowały? Jego pragnienie krwi i odrąbanie kończyn? Zaczęła się bawić kulą ognia, która zmieniała kształty. Nie spuszczala wzroku z chłopaka uśmiechając się coraz szerzej. Od niechcenia pchnęła płonącego ptaka w stronę rękawa Larsa. - Teraz dewastuje. Twoje ubranie. – powiedziała słodko patrząc jak chłopak się pali. Cóż, tak jak nie miała ochoty patrzeć jak Bambi ma odrąbaną rękę, tak lubiła patrzeć, kiedy inni ludzie byli choćby lekko podpieczeni przez nią.- Nie odrąbuj jej nic. – dodała po chwili nie zwracając uwagi na zapach palonego materiału.
Spojrzała na Szantel. - Sok jest. Tam, przy moim talerzu. – podpowiedziała. Zerknęła na butelkę wodki. - Dajcie mi też, chociaż łyka. – poprosiła wyciągając paczkę papierosów. Zapalić teraz czy po jedzeniu? Problem życiowy. Zachowywała się jakby zupełnie zapomniała o tym, że przed chwilą podpaliła ubranie chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tamari de Vries
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : AMSTERDAM
Liczba postów : 91
Join date : 04/04/2013

PisanieTemat: Re: KUCHNIA   Czw Kwi 11, 2013 1:26 pm

Właściwie nie do końca ogarniała: czyżby faktycznie potrzebowała opiekunki? No nigdy nie patrzyła w ten sposób na nikogo, ale pewnie niesamowicie by się zdziwiła, gdyby usłyszała coś takiego na temat swojej osoby. W końcu nie uważała się za dziecko chyba nigdy, jakkolwiek ludzie by jej nie postrzegali. Dostając jednak do ręki wódkę odruchowo podała skręta dalej, zdaje się prosto w larsowe usta, pijąc łyka i jak dobrze wychowana osoba podając dalej, czyli Chantel, która potrzebowała tego chyba najbardziej. Jak zawsze. Z resztą uwielbiała Channey pijaną, może dlatego, że przez dziewięćdziesiąt procent czasu tylko w takim stanie ją widywała?
- Ja stoję – odparła Chantel, prostując lekko ramiona. – Poważnie, jakby mi stopy wrosły w ziemię – dodała, patrząc w dół przebierając przez chwilę palcami, co nagle wydało jej się nielada wyczynem. O kurcze. Zachichotała zaraz, gdy koszulina Larsa zaczęła się palić i poklepała go lekko po piersi, gasząc jeden z większych płomieni. Wszystko w ramach świetnego żartu, który absolutnie przypadł jej do gustu. – Może tobie zaraz coś odrąbiemy, skoro jesteśmy tu już we trzy – zaofiarowała się, biorąc rękę z blatu, niby żartem, ale coś w jej postawie świadczyło o tym, że jeszcze słowo więcej i właściwie byłaby w stanie to zrobić. Eisenberg z resztą nie sprawiał wrażenia, jakby do końca dobrze czuł się w ich towarzystwie, ciekawe czemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raven Dragov
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : Subotica, Serbia
Liczba postów : 41
Join date : 30/03/2013

PisanieTemat: Re: KUCHNIA   Czw Kwi 11, 2013 8:45 pm

Czasem odnosiła wrażenie, że nie tylko Tamari potrzebowała opiekunki, ale każda z nich. Chociaż w ich przypadku to już raczej podchodziło pod kuratora, który znając życie i tak niewiele by zdziałał. Patrzyła tesknie na wódkę która przechodzi z rąk do rak, a do niej jakoś nie może dojść. Zła wyciągnęła papierosa i odpaliła go szybko nie rozglądając się nawet za zapalniczką. W tej szkole poznała dużo ludzi ze zdolnościami i część z nich nie była zachwycona z tego, że coś takiego posiadają. Dragov nie miała pojęcia dlaczego, przecież jej moc była super zajebista. Szczególnie w połączeniu z jej sadystycznymi zapędami.
- Nie gaś go… – poprosiła z radością patrząc jak koszula chłopaka robi się coraz mniejsza, a jego skóra coraz bardziej czerwona. Ah ten słodki widok palonego człowieka, mogłoby być coś piękniejszego? - Możemy spróbować. Zaczniemy od jego prawej ręki? – zapytała patrząc na Bambi z iskierkami w oczach. Cóż, jemu to ręka na bank nie odrośnie, ale to już taki drobny szczegół. Dziwne, że Lars jeszcze stąd nie uciekł. Gdyby miał chociaż minimalne szczątki instynktu przetrwania zwiałby stąd w momencie kiedy wszystkie trzy się zauważyły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chantel Channey
Uczennica
avatar

Age : 22
Skąd : z Paryża
Liczba postów : 31
Join date : 04/04/2013

PisanieTemat: Re: KUCHNIA   Pią Kwi 12, 2013 7:18 am

Początkowo fakt podpalenia Sokoła, umknął uwadze Chantel - jakby jej mózg uznał że taki drobny szczegół jest zupełnie nieistotny. I było jej z tym dobrze, i pewnie dalej by to ignorowała, popijając sok ze szklanki, siedząc wygodnie na blacie kuchennym z nogami dotykającymi podłogi - a te nieszczęsne metr i osiemdziesiąt centymetrów, gdyby nie to że jej koleżanki przejęły się tym. Jakby faktycznie było czym.
- Daj Rav chłopaczkowi spokój, niedługo nie będziesz miała nikogo do tych swoich zabaw - powaga, pełna powaga i zapewne z milion błędów w gramatyce tego zdania, ale czego się spodziewać po wstawionej dziewczynie, która na potwierdzenie swoich słów chlusnęła w palącą się koszulę chłopaka sokiem.
Chantel bohaterka. Tylko teraz nie miała soku. - Napij się, wszystkie się napijmy - powiedziała schodząc z szafki by ogarnąć co się dzieje z jedyną butelką alkoholu jaką obecnie posiadały. I zamiast podać ją przyjaciółce, sama upiła sporego łyka, krzywiąc się przy tym minimalnie.
I wbrew wszystkiemu, wcale nie poczuła potrzeby popijania tego specyfiku sokiem, co może jednak wskazywało na potrzebę odwiedzenia najbliższego klubu AA?
Raven mogła lubić swoją moc, jasne, kto by nie lubił móc panować nad ogniem? Cały problem tkwił w tym, że Channey należała do osób które nie panowały praktycznie nad niczym. A ostatnio szło jej to jeszcze toporniej, przez co 3/4 jej rozmówców lądowało na ziemi, sparaliżowanych na nie wiadomo jak długo, bo zazwyczaj po usłyszeniu charakterystycznego łubudu, towarzyszącego upadaniu człowieka niczym kłoda, zwiewała.
- Pij - poleciła swej serbskiej koleżance, głosem który nie przewidywał możliwości sprzeciwu, tylko po to żeby się pozbyć butelki z rąk. Co mogło być mało odpowiedzialnym krokiem jeżeli spojrzy się na dwie możliwości ; Raven się wstawi za bardzo i spali chłopca żywcem, bądź ona, Chantel, pozbawiona czegokolwiek w rękach, zacznie żywo gestykulować i w ferworze rozmów na kilka chwil pozbawi ruchu swoich współtowarzyszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tamari de Vries
Uczennica
avatar

Age : 21
Skąd : AMSTERDAM
Liczba postów : 91
Join date : 04/04/2013

PisanieTemat: Re: KUCHNIA   Pon Kwi 15, 2013 3:23 pm

Jakkolwiek niezgrabnie to wszystko zakończę, Lars wyszedł, gdyż poczuł naglącą ochotę ugaszenia swojej koszuli, połączoną z przejmującej strachem o swoją wciąż sprawną i ciała uczepioną rękę. Dziewczyny nie należały do histeryczek, toteż jego odejście powitały z typową ignorancją, ustawiając „obchodzimnietometr” na minus jeden.
A później standardowo piły i paliły, aż nic nie zostało, poza wciętymi dziewczętami, które poszły szukać trunku dalej. W rezultacie Tamari wytrzeźwiała i poszła spać, a pozostała dwójka gdzieś się zgubiła. Amen.

zt x 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: KUCHNIA   

Powrót do góry Go down
 
KUCHNIA
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Kuchnia Hotelowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elite School in Switzerland :: S T . B E R N A R D :: ST. BERNARD :: PIWNICE-
Skocz do: